Komentarz Piotra przypomniał mi niedawną rozmowę w męskim gronie po sporej ilości alkoholu i późniejsze jej częściowe analizowanie z osobą płci przeciwnej.
Piotr napisał o kilkuletnim pożyciu opartym na fuksie, bez specjalnego zabezpieczania się, no może w okolicach owulacji jakieś przerywanie. I braku wpadki. A tu na świecie jest nas tak mało. Bo o czym rozmawialiśmy wtedy? O tym, że większość w tym gronie właśnie tak egzystuje, bez specjalnego zwracania uwagi na to jak będzie i czy dziecko będzie. Dziewczyny nie biorą pigułek, prezerwatywy są przecież niewygodne, a jedno i drugie kosztuje. Okazuje się, że z drugiego obozu podobne informacje też dochodzą.
No to co jest grane z tą płodnością? Jest aż tak źle? Po obu stronach barykady? Możliwe. Bo nie chce mi się szukać gdzie czytałem o tym, że z jakością męskiego nasienia jest źle i tylko niewiele procent ejakulatu do czegoś się nadaje. Z drugiej strony pod tamtym wpisem są też komentarze o możliwej nieregularności okresu u kobiet, o którym na paru blogach też kiedyś czytałem. I to wszystko ładnie się składa w całość. Że jest źle. I to całe pieprzenie o odkładaniu prokreacji na później ze względu na pracę jest tylko dyplomatycznym opisem przykrego stanu rzeczywistości. Bo kobiety z obcymi o tym nie rozmawiają, ale w sumie, często dochodzą strzępki, że któraś z nich się leczy w celach rozrodczych. I nie chodzi o doprowadzenie np. uzębienia do porządku. Fora internetowe też są pełne dziewczyn starających się i opisujących swoje boje.
No bo faktycznie wciąż zdarzają się informacje o tych niechcianych ciążach u młodzieży, ale jest ich zdecydowanie mniej. Z drugiej strony w pewnych warstwach społecznych, chociażby tylko medialnie, jest tych dzieci więcej. No i w państwach rozwijających się, czy tzw. trzeciego świata. Psujemy się, a może rozwój techniczny nas psuje? A moze jedzenie? A może leki? A może kosmici nas sterylizują jak w SG-1? Tego nie wiem.
W każdym bądź razie, dziewczyny i chłopaki, jak macie ochotę posłuchać tupotu małych stóp, to zacznijcie się szybciej starać na poważnie, bo potem może być ciężko, a inseminacja i invitro kosztują. O ile oczywiście mają sens. No bo te kilka lat bez wpadki może niekoniecznie oznaczać szczęście.
I ja chyba też powinienem o tym pomyśleć.
Bo ci co nami rządzą tego nie widzą i nie potrafią mocniej zachęcić do zwiększania stanu osobowego Narodu.