Bicykl(7) , Ciuchy(10) , Humor(75) , Jedzenie(36) , komentarze(3) , Kultura(63) , Miniblog(144) , Mozilla(5) , Nauka(18) , Polityka(16) , Praca(12) , Radio(9) , SeaMonkey(2) , Skrzaty(3) , Tech(151) Tylko mebel(32) , Varia(291) , Zabawki(2) , ziewnik(45) , Zwierzaczki(7) , Życie(330) , London story(4)



Karta inteligentna - jak bardzo bezpieczna?

06 marca 2007 | 22:16:31 | Kategorie: Tech, Tylko mebel | 1 komentarz | Permalink

Może na początek co to jest, definicja zaczerpnięta ze słowniczka w pomocy do jednego programu, której tłumaczenia jakoś nie mogę skończyć:

Niewielkie urządzenie, zwykle wielkości karty kredytowej, zawierające mikroprocesor i zdolne do przechowywania danych kryptograficznych (takich jak klucze i certyfikaty) oraz przeprowadzania operacji kryptograficznych. Karty inteligentne używają standardu PKCS #11. Karta inteligentna jest jednym z rodzajów urządzenia zabezpieczającego.

No i od przeszło tygodnia mam taką, muszę jej używać do uwierzytelniania przy łączeniu się do sieci. Zapisałem też na niej firmowy certyfikat i klucze prywatny oraz publiczny, wszystko ładnie zabezpieczone wielocyfrowym pinem. Razem z kartą przyszła krótka instrukcja, aby dbać o nią jak o kartę kredytową i pozostawać w duchu standardów prowadzenia biznesu, ble, ble… Przecież to Twoje (znaczy Moje) cyfrowe ID. Instrukcja oczywiście w barbarzyńskim języku, więc kto by ją czytał. No i oczywiście, kto by o nią dbał jak o prywatną kartę płatniczą. Przecież można ją spokojnie zostawić w czytniku, w komputerze na biurku, w biurze nie kradną.

No i czy ja jestem nienormalny, że jej nie zostawiam w czytniku, tylko noszę ze sobą? No ale ja jestem inny, niebezpieczny, bo mam indywidualne konta w bazach danych, a administratorzy i reszta zespołu używa takiego ogólnego i tylko do jednej bazy. Obawiam się tylko, że od takiego częstego wkładania do czytnika zetrą się styki na niej albo powyginają się lub zabrudzą opiłkami styki w czytniku, w końcu w tym przypadku nie można stosować żeli nawilżających.

Ma ktoś z Was doświadczenia z takimi kartami i ich bezpieczeństwem?

Powiększyliśmy populację kosmitów

14 lutego 2007 | 21:21:14 | Kategorie: Tech, Tylko mebel | Dodaj komentarz | Permalink

Po wczorajszym dobijającym dniu, dzisiaj zamiast normalnej pracy, my wybrańcy, graliśmy w Apollo 13 mające nam pokazać zastosowanie ITILa w praktyce. Było fajnie, wciągnąłem się w grę. Chociaż na wprowadzeniu prawie spałem. Pomijając drobiazgi takie jak małe zgranie grupy zarządzającej misją na początku i późniejsze wysłanie astronautów na „Marsa”, to była to niezła zabawa z dużą dozą wiedzy praktycznej. Dodatkowo rzuciła jeszcze więcej światła na to, że faktycznie pracujemy według tej metodologii, chociaż dalej nie wiem co robią niektóre osoby w projekcie. I jeszcze to, że odpowiedni dobór osób na poszczególne stanowiska jest najważniejszy i humaniści w takich technicznych procesach też są potrzebni. Ale od razu zachciało się pracować…

I oczywiście muszę w końcu obejrzeć film, zwłaszcza, że DVD było w „załączniku”…

Tagi: , ,

Jak łatwo mnie rozpracować…

09 lutego 2007 | 17:48:57 | Kategorie: Tylko mebel | 17 komentarzy | Permalink

WW: „Analizując Twoje zachowanie podczas choroby stwierdziłem, że byłeś/jesteś przyrośnięty do komputera, a wygląd Twoich oczu oznacza, że w razie awarii nie będziesz miał problemu z dostępem do komputera i sieci w weekend…

Problem jednak może być, bo jutro wybieram się na spotkanie Bootstrap, a dokładniej na prezentację Identity 2.0.

Blogi pracownicze

30 grudnia 2006 | 13:10:15 | Kategorie: Humor, Tylko mebel | 12 komentarzy | Permalink

Nie wiem dlaczego, ale śniło mi się dziś, że szef projektu rozesłał do całego zespołu maila z poleceniem, aby wszyscy założyli sobie blogi na firmowym serwerze (widocznym również z zewnątrz)...

Chyba za dużo czasu spędzam czytając i odświeżając główną stronę Joggera w oczekiwaniu na nowe wpisy. Czas się leczyć?

imprezka

29 listopada 2006 | 02:32:51 | Kategorie: Tylko mebel, Życie | 6 komentarzy | Permalink

Wróciłem z imprezy firmowej. Fajnie było. W stylu lat siedemdziesiątych. Przylizałem sobie czuprynę żelem i zrobiłem przedziałek. Miałem (znaczy jeszcze mam do rana, bo go zgolę) wąsa zapuszczanego dwa tygodnie. Do tego krawat ZSMP, marynarka z przypinkami z ZSRR, oprócz popiersia Lenina i Igrzysk w Moskwie również Wilk i Zając. Oraz biała koszula, białe skarpetki i podwinięte spodnie, aby były przykrótkie, których raczej nie było widać, bo i tak nikt nie patrzył po stopach męskich, bo po dziewczyn to i owszem. Towarzysze z zespołu byli pod wrażeniem mojego stroju, a dodatkowo ktoś zauważył, że z wąsem jestem podobny do Adama Małysza…

(Przypowieść z przed paru lat: Wychodzę z klatki bloku na Chomiczówce, mijają mnie dwaj chłopcy w wieku 10-12 lat. A jeden z nich mówi: „Ty, Adam Małysz.”)

Przyszedłem później bo miałem drugą zmianę, to ominęły mnie przemówienia towarzyszy z KC. Ale potem był Krzyś Krawczyk na żywo, całkiem fajne kawałki śpiewał. No niestety, całą noc grać nie mógł, więc zastąpił go DJ, muzyka już od Grease do współczesnej. Dawno nie prześpiewałem całego „Mniej niż zero”, może ostatni raz dwadzieścia trzy lata temu na balu karnawałowym w pierwszej klasie? A potem przerwa na taniec w stylu lat siedemdziesiątych, krótki i nie do końca, ale oczywiście facetów pod scenę się zleciało pełno. A później tańce, hulanki i swawole. Trochę potańczyłem, z dziewczynami i tak luzem. Sporo tych dziewczyn w firmie jednak jest i większości z tych, z którymi tańczyłem nie widziałem wcześniej inaczej niż przelotnie, jeśli w ogóle. Tylko niektóre z tych większych siedziały, a chłopaków z połowa — nie nasze klimaty.

I tak sobie myślę, po co człowiek zatruwał sobie głowę tym, że nie umie tańczyć, a na dodatek rusza się jak kłoda. Wiadomo, Tańca z Gwiazdami bym nie wygrał, ale taki najgorszy nie jestem. A dziewczyny są takie same. I co najdziwniejsze, dobrze tańczy ta, po której byś się tego nie spodziewał. Ale to wszystko chyba wynik wcześniejszego mieszkania w dziurze i pokrętnych zainteresowań, bo wyrażanie się językiem literackim i dobrze wyartykułowanym jednak nie ma nic do tego. Czyli kompleksy.

Fajnie było!

Czy masz zdolności przywódcze?

23 listopada 2006 | 15:12:23 | Kategorie: Tylko mebel, Życie | 5 komentarzy | Permalink

Zrobiłem sobie test na stronie Wyborczej: Czy masz zdolności przywódcze?.

Wyszło ciekawie. Ale co innego wybierać gotowe odpowiedzi z listy, a co innego wymyślić takie odpowiedzi na żywo. I przeczytałem kilka różnych dziwnych poradników, co miało jakiś wpływ na udzielone odpowiedzi. Ale czuję, że pierwszą stronę testu zawaliłem — tylko 33%…

Mimo wszystko jeszcze bardziej optymistycznie popatrzę na świat!

Czytaj dalej...

Stres w pracy?

03 listopada 2006 | 11:13:20 | Kategorie: Tylko mebel | 6 komentarzy | Permalink

Zastanówcie się, jak odpowiecie na pytanie zadane robotnikom w poniższej opowieści:

Trzech robotników układa kamienie. Każdego kolejno pytano co robi.

  • Pierwszy odpowiedział: Układam kamienie.
  • Drugi odpowiedział: Buduję mur.
  • Trzeci odpowiedział: Ja buduję katedrę.

Życzę wam, abyście odpowiadali tak, jak trzeci robotnik. Bo to oznacza, że jesteście zadowoleni z pracy i nie wywołuje ona u was stresu. A nie odpowiadali sfrustrowani, że tylko kamyczki przekładacie, pomimo tego, że przekładanie tych kamyczków jest w istocie bardzo ważne…

Opowieść wyczytałem w Gazecie Krakowskiej kilka dni temu i popatrzyłem na siebie z innej perspektywy.

przeprowadzka

13 października 2006 | 20:20:09 | Kategorie: Tylko mebel | 12 komentarzy | Permalink

Program oszczędności wprowadzany w życie, redukujemy zajmowaną powierzchnię. Przenieśli nas, wczoraj w nocy, z piętra ósmego na szóste.

  • Być może koniec z jeżdżeniem windą. Trochę ruchu się przyda.
  • Pożegnałem się z widokiem na lądujące samoloty. I przede wszystkim z miejscem przy oknie na końcu hali. Siedzę tyłem do wejścia na środku hali, tuż obok korytarzyka po którym ciągle ktoś chodzi. Mówi. Blisko do stanowiska drukarskiego, wielki mopier hałasuje, a bindownica nie lepsza. Już rozumiem rozlepianie obrazków z przekreślonym telefonem komórkowym.
  • Ale przynajmniej mam na biurku dwie donice z kwiatami — dwóch strażników mojego dobrego samopoczucia, po prawej i lewej stronie. Jedna z roślinek jest z tych pnących. Wpadłem na pomysł, aby go podwiesić do sufitu. Ale nieopatrznie zapytałem pani opiekującej się kwiatkami co o tym sądzi, a ona stwierdziła, żebym nie wydziwiał i ona obetnie mu te gałązki… Oczywiście nie pozwoliłem. Będzie mi się piął po ściance biurka.
  • Mała kuchenka. Tylko małe stoły barowe, bez krzesełek. Gdzie ten wielki okrągły stół z pufami?
  • Ale za to zyskaliśmy na kibeleku — jest w znacznie lepszym stanie. Bo już nie współdzielony z bankowcami, którzy nie spłukują po sobie pisuarów. W kabinkach są odświeżacze do powietrza i nawet specjalne czyściki do desek sedesowych. Sic!
  • Zespół roboli w komplecie, w jednym miejscu.

Jak nam tu będzie to się okaże… Pożyjemy, zobaczymy. Bo z braku laku…

C.K. Oberża

14 września 2006 | 23:46:18 | Kategorie: Tylko mebel, Życie | 12 komentarzy | Permalink

Poszliśmy na to umawiane wczoraj piwo. Było nas aż czterech. Piwo Pilsner (nie jestem pewien czy to dobra / dobrze napisana nazwa), drogie, 15 zlotych za litr. Ale dobre, nie było gorzkie i nie miało nadmiaru gazu. Dało się wypić ze smakiem, nie odrzucało od niego i nie czuję, że je wypiłem (nie licząc nadmiaru płynu w organizmie). I w fajnych kuflach było. Ale smażony ementaler niestety trochę za mocno przysmażony, za to podany na desce w formie dwóch trójkącików, posypany pokrojoną natką pietruszki plus żurawina w miseczce. Ale trochę pachniał malizną, choć to tylko mała przekąska ma być, więc może nie ma co narzekać? Hranulek nie było więc to nie obiad.

Przewrażliwienie?

13 września 2006 | 16:42:06 | Kategorie: Tylko mebel | 1 komentarz | Permalink

Jeden z członków zespołu zaproponował (mailem oczywiście) wspólne wyjście na piwo. Zaproponował dwie lokalizacje, m.in. C.K. Oberżę. Obejrzałem menu na stronie i w jednej z odpowiedzi posłałem:

Taa, widziałem smażony ementaler w menu. W Czechach jadłem coś takiego i chętnie bym spróbował czy u nas też umieją zrobić.

Na drugą zmianę przyszedł kolega, który był na urlopie w Pradze i przy wspólnej wizycie w kuchni zapytał czy to do niego piłem z tymi Czechami...Do tej pory nie miałem jakoś problemu z podobnymi pytaniami z jego strony, aczkolwiek inny kolega o nich opowiadał i miał ich oraz jego dość. Teraz mu się nie dziwię, bo tym razem też nie zdzierżyłem do tego stopnia, że to tu zapisałem.

A smażony ser jadłem w restauracji na rynku w Nachodzie — tuż przy granicy z Polską w okolicach Kudowej–Zdroju. Jeździliśmy tam na obiady ze Szczytnej koło Dusznik–Zdroju w trakcie 44 Zjazdu PK-UKF / VII Zjazdu Technicznego.

Ser i reszta żarcia była pyszna i tania. A do tego pszeniczne piwo, które w Polsce ciężko znaleźć.

« Wcześniejsze wpisy |

lemiel@jabber.wp.pl

nie ma mnie

mail: lemiel na wp.pl