Bicykl(7) , Ciuchy(10) , Humor(75) , Jedzenie(36) , komentarze(3) , Kultura(63) , Miniblog(144) , Mozilla(5) , Nauka(18) , Polityka(16) , Praca(12) , Radio(9) , SeaMonkey(2) , Skrzaty(3) , Tech(151) Tylko mebel(32) , Varia(291) , Zabawki(2) , ziewnik(45) , Zwierzaczki(7) , Życie(330) , London story(4)



Kalendarz na następne 10 lat (albo i więcej)

08 października 2011 | 21:30:47 | Kategorie: Tech, Życie | 12 komentarzy | Permalink

Przy okazji ostatniego szczepienia przeciw tężcowi po „głębokim” wdepnięciu na zardzewiałego gwoździa zacząłem się zastanawiać gdzie i jak zapisać datę takiego szczepienia. Żeby przez następne 10 lat nie wpadać w panikę przy okazji ponownego bliskiego spotkania trzeciego stopnia z zardzewiałymi metalami albo brudnymi kolcami w ogrodzie (w „Było sobie życie” chłopczyk chorował na tężec po ukłuciu się bodajże kolcami róży przy jej przesadzaniu) nie zastanawiać się kiedy to było i co to było. I nie decydować się na desperacką wizytę o 23 w szpitalu miejskim (pozdrawiam bardzo miłego pana doktora i panie pielęgniarki) i zakup szczepionki i surowicy za kilkadziesiąt złotych.

Bo, na przykład, kartkę o szczepieniach przeciwko żółtaczce A i B mogę nosić w „dokumentach”. Ale o tych na tężec nie wydają? Jako, że co najmniej miesiąc już minął, to nie pamiętam jakie przykłady takich ważnych wpisów miałem w głowie jak wymyślałem ten wpis. A na Blipie nie chce mi się szukać (a tylko via Google Reader chyba się da — bo pamięta w feedzie stare wpisy, chociaż nie wszystkie, bo np. tego o plakatach wyborczych z pewnym samochodem tam nie zobaczyłem, tak jak i w kokpicie, chociaż mi opowiadano, że był).

Macie jakiś pomysł? Nic kreatywnego nie wymyśliłem. A klasyczny kalendarz typu Moleskin(?) to raczej nie wchodzi w rachubę, bo ja nie Alicja z książek Chmielewskiej i u mnie by się nie sprawdził. Zresztą, jak go szybko przeszukać, jak będzie leżał w pudle np. na strychu 40 km stąd? A kto wie, czy za 10 lat będziemy jeszcze korzystać ze społecznościówek — no i jak tam to znaleźć w tonie śmieci o np. smakującym winie z Biedronki?

Broadcom BCM4312 i Ubuntu

03 maja 2011 | 22:03:44 | Kategorie: Tech, Varia | 15 komentarzy | Permalink

Upgrade Kubuntu do 11.04 skończyło się reinstalacją, no a WiFi oczywiście też nie działało. Trochę googlania i próbowania na żywo i to pomogło, trzy razy, bo Kubuntu działa strasznie wolno. Sterownik do Nvidii też chyba nie kocha się z KDE (QT?). Wyłączenie efektów pulpitu (Plasma?) nie pomaga. Z tym sobie na razie nie umiem poradzić. Oto kod który zjadł rekonq:

sudo apt-get install bcmwl-kernel-source b43-fwcutter firmware-b43-installer bcmwl-kernel-source

Po tej operacji i reboot wlan0 zmienia się na eth1 - eth0 to normalne kablowe.

Dopisek później:

Chyba istotna jest kolejność w jakiej instaluje się powyższe paczki. Przy instalacji Ubuntu trzeba było całkowicie odinstalować bcmwl-kernel-source i zainstalować je na nowo, bo tak to karta nie chciała ruszyć. Na szczęście Atheros w drugim kompie poszedł od strzału. A w Ubuntu nie chciałem instalować sterownika własnościowego Broadcom STA.

Szabla, szpada a może floret. Czyli wyszukiwarka. Albo idiokracja się zbliża.

07 grudnia 2010 | 16:22:58 | Kategorie: Tech | 18 komentarzy | Permalink

Jest sobie prosta strona, z prostym CMSem zawierającą wyszukiwarkę treści na stronie. I wtem, Użytkownik sobie życzy, żeby w wynikach wyszukiwarki po wpisaniu dowolnego słowa pojawiały się w wynikach również elementy zawierające słowa bliskoznaczne do tego co wpisał, a co faktycznie jest na stronie. Oczywiście z uwzględnieniem fleksji. Czyli wpisanie tytułowej szpady powinno zwrócić wyniki ze słowami szpada, szabla, szabli, a może nawet floret czy szermierz. Bo przecież nie pamięta się co się wpisało na stronie, a chce się to coś znaleźć. No i najważniejsze: bo przecież w Google tak jest.

A jakoś nie wydaje mi się, żeby podpowiadał mi szablę jak wpiszę szpada, a co dopiero floret. Chociaż, może mają taką technologię. Pytanie za ile ją sprzedadzą, nawet jako czarną skrzynkę. A może Lucene to zapewni — ale nie chce mi się teraz wgłębiać w dokumentację. Bo wyszukiwanie we własnej domenie powered by Google załatwi sprawę. A serwis intranetowy? Eh.

Lepiej będzie chyba zahipnotyzować takiego użytkownika.

esemesowe chomiki

25 maja 2010 | 21:59:21 | Kategorie: Tech, Życie | 4 komentarze | Permalink

Ostatnio odkryłem, że mój telefon jakoś tak nagle zaczął dziwnie wolno działać. Początkowo zrzuciłem to na karb ostatniej aktualizacji oprogramowania, która zepsuła też odbiór GPS. Ale po chwili przyszło otrzeźwienie, że może np. mam za dużo smsów w skrzynce odbiorczej. Sprawdziłem, było 1257. Jakoś dziwnie mi się to skojarzyło z 256 i że pewnie jakiś stos jest przeładowany. No bo wysłanych więcej niż 200 nie można mieć. No to usunąłem ze dwieście — ręcznie — czymś rano w autobusie stojącym w korku trzeba się było zająć. Poprawa szybkości działania telefonu była odczuwalna. I pamiętam, że wcześniej też je już kasowałem, bo pewnie byłoby ich ze dwa tysiące w te osiem miesięcy. Ale po dwóch tygodniach, z kasowaniem części — np. potwierdzeń z blipa, znowu mam prawie 1183…

Ale i tak nie jestem najgorszy. Wczoraj kolega stwierdził, że na początku jak miał ten telefon (z półtora roku, dopisek autora), to był z niego bardzo zadowolony bo był bardzo szybki. Przypomniałem sobie moje usuwane ostatnio smsy i zapytałem ile ich ma. Odparł, że nie wie i gdzie to sprawdzić. Powiedziałem gdzie (jak się otworzy wiadomość do odczytu to pokazuje która to z ilu jest, w Nokii z Symbianem oczywiście). Sprawdził. Trzy tysiące…

Chyba technologia nas przerasta.

Ale bym nie chciał, żeby było ze mną jak z Zawulonem, który opowiadał, że młoda wiedźma pokazała mu taką sztuczkę w telefonie komórkowym, która nazywa się MMS pozwala wysłać zdjęcie na inny telefon…

technologiczne dzieciaki

27 kwietnia 2010 | 00:36:02 | Kategorie: Tech, Varia | Dodaj komentarz | Permalink

Trafiłem na brutto na wpis o niejakim Jasonie Chenie z linkiem do artykułu na Gizmodo i zdaniem komentarza o zaginionym telefonie. Trochę mnie zaciekawiło, bo o co właściwie chodzi. Przejrzałem ten artykuł, poszukałem trochę na Google kto to, ale nic specjalnego nie było - nie mam konta na FB. Ale na Gizmodo trafiłem na The Tale of Apple's Next iPhone i opis dziecięcego zachowania się redaktora/ów. Od razu przyszło skojarzenie z tymi co 10 lat temu w krótkich spodniach przychodzili po kasę do banków i inwestorów na biznesy internetowe.

Dziecięce opisywanie, żeby tylko wzbudzić zainteresowanie i wierszy (wierszówki) było więcej. W sumie, podobnie jak artykuły na phoronix.com z testami dla samego testowania, których się nie da czytać. (Przyszło mi do głowy też fotopolis.pl i ich testy aparatów, ale to jednak nie jest dobry odpowiednik, bo sensownej treści więcej.)

I refleksja, że ta cała fama o tym, że te produkty przed oficjalną premierą nie opuszczają terenu fabryki albo laboratorium to kompletna ściema. Wszystkiego nie da się sprawdzić w warunkach laboratoryjnych. Więc ktoś tego musi używać na zewnątrz, w realu, za firewalem. Tylko patrzeć jak za pracownikami Apple zaczną się uganiać technopaparazzi… Bo w wycieki z fabryki w Chinach czy na Tajwanie raczej nie wierzę. Bo już by były. Oczywiście pewnie są, ale do do odpowiednich firm w Chinach, które robią "klony". Pomimo tego, że np. większość laptopów wszystkich marek jest produkowana w tej samej fabryce. Ochrona korporacyjna jest jednak z reguły dobrze opłacana, a zasłyszana jakiś czas temu historyjka o człowieku, który kupił laptopa z drugiej ręki i wkrótce po podpięciu go do sieci miał telefon z Izraela z uprzejmą prośbą o tylko podanie danych osoby od której go kupił, bo z tej firmy z Izraela został właśnie skradziony. A firma której pracownik go ukradł dostała wilczy bilet.

To trochę jak z tym byciem panią Krysią — Marcin ma rację i w tej kwestii zgadzam się z takim stanowiskiem nie pierwszy raz. Chyba muszę go w końcu zasubskrybować…

W temacie pierwszym: That Lost 4G Phone.

Pogrzeb IE6, korporacje, Google i płacz użytkowników?

05 marca 2010 | 10:05:33 | Kategorie: Tech | 23 komentarze | Permalink

Coś tam słyszałem o pogrzebie IE6, ale potraktowałem tę informację jako ciekawostkę mało istotną dla mnie w tamtym momencie i szybko o niej zapomniałem, nawet strony nie widziałem. Dopiero przeczytane dziś w prasówce po śniadaniu blipnięcie Marka skierowało mnie na odpowiednią stronę.

I po chwili przyszła refleksja: czy i jak wielki płacz podniesie się w korporacjach, w których ludzie tak średnio będą mogli używać Google? Bo pytania w rodzaju takich jak przykładowe poniżej wcale nie są odosobnione…

Ponieważ jest ona dla nas dość istotna ze względów biznesowych, prosilibyśmy bardzo o podanie nam wymagań technicznych i ustawień, jakie winny spełniać nasze komputery, by otwierać tę stronę prawidłowo. Czy IE6 wystarczy?

Dokumentowanie zadań - w poszukiwaniu rozwiązania

22 listopada 2009 | 11:20:37 | Kategorie: Praca, Tech | 4 komentarze | Permalink

Drogi Joggerze.

Od jakiegoś czasu męczy mnie dokumentowanie wykonywanych przeze mnie zadań. Wymysliłem sobie z grubsza jak to ma wyglądać. Czyli 3 poziomo uszczegóławiania zadania, z czasem startu i końca wykonywania zadania oraz ewentualnym opisem słowno-muzycznym. I do tego jakiś raport z tego, co jest zapisane. Niestety brakuje mi czasu i umiejętności, żeby sobie coś takiego samemu napisać. Google oczywiście nie boli, ale jakoś niespecjalnie wiem jakimi kryteriami kierować się przy szukaniu czegoś, co oczywiście najprawdopodoniej istnieje na rynku w całkiem sensownej postaci. Gdzieś przemknęła mi przed oczami nazwa Basecamp. Niestety, znalazłem tylko stronę na abonament, od której z definicji się odbiłem.

Czy możecie coś polecić? Coś co nie byłoby jednocześnie armatą na wróbla.

Obrona Częstochowy i smoki oraz wróble

02 listopada 2009 | 22:28:20 | Kategorie: Tech, Życie | 2 komentarze | Permalink

Dziś się okazało, jak mi wychodzi, mimochodem, że do stosowania techniki „obrony Częstochowy” trzeba mieć talent. I niekoniecznie ujawnia się on w tym najbardziej widocznym uwalaniu wróbelków (bo kolibry to już by była przesada), ale w tym, żeby nie przepuścić ukrytego smoka. Jako autor wróbla, który po upływie półtora roku okazał się być smokiem, którego to smoka mój koliber (tak, koliber, bezwzględnie) usunął, przechodząc przez ogniomurek i wywołując niepojęte działanie obrońcy oraz wywołując lawinę, jestem w szoku. Niepojętym… Po czwartku i piątku zdziwienia, poniedziałku szaleństw… Dwa kieliszki tego czegoś z końca stycznia 2008 (1/3 spirytusu, 1/3 miodu, 1/3 soku z cytryny) to tylko na smak i uśmiech podziałają.

Przepraszam, że tak tajemniczo, ale nie da rady inaczej, bo… I tak jestem niewinny…

o czym by tu napisać na blogasku

02 października 2009 | 22:48:07 | Kategorie: Tech, ziewnik | 3 komentarze | Permalink

Miałem ostatnio trochę zabawy z PHP 5.2 i 5.3 w zestawie z IIS6. Malutkie problemy pojawiły się po drodze. Oglądanie się na konfigurację na dotychczasowym serwerze nie pomogło. Oczywiście sieć pomogła i bynajmniej rozwiązanie nie znalazło się na stronie z początku listy wyników wyszukiwania w Google. Na dodatek sprowadzało się to do zrozumienia pytania po co ktoś coś tam robi w odpowiedzi na pytanie z opisem problemu.

Trochę tych stron jednak przekopałem. I patrząc na to, co ludzie (no chyba na Zachodzie) piszą po angielsku o takich rzeczach, na dodatek tak dużo tekstu, to może pisać o takich pierdołach rozwiązujących problemy? Ale po polsku? Ba, ale czy ktoś szuka takich rzeczy po polsku? Ale trzeba by znaleźć na to czas i chęć. Tylko, kojarzy mi się to z „Ale mega dziś było w szkole”. Oraz tym, że „ludzie z branży” raczej nie marnują czasu na coś takiego. Z drugiej strony, ile wytrzyma w głowie taka wiedza na półkach z krótkim czasem dostępu? I czy za kolejne półtora roku też ja To będę robił? A pewnie znowu się coś zmieni i zamiast PHP 5.2.11 będzie 5.3.8…

No i jest tyle innych przyziemnych i fajnych rzeczy, o których niestety nie mogę pisać ;).

Ale kojarzy mi się to z opisywaniem po raz n-ty instalacji nowej wersji Wordpressa. Albo takim White Plate, którego bilboard reklamowy mijam codziennie wracając z pracy, a adres odwiedziłem dopiero biegając po ciągu odnośników, bo wcześniej mi się nie chciało nawet na blipie o nim napisać…

To inna bajka jest…

pilarki w cenie

28 września 2009 | 23:15:00 | Kategorie: Tech | Dodaj komentarz | Permalink

Kupiłem dziś pilarkę tarczową. Bosch PKS 55 A. Taką dla amatora. Ot, kilka desek (z 8 kubików) mam do delikatnego przycięcia tu i ówdzie w wolnej chwili.

Dobre dwa tygodnie temu odwiedziłem w celu oglądania takowych Leroy Merlin w Arkadii. Było kilka. W tym, takie niezbyt drogie marki Nupower. Fajne. Trochę się napaliłem. Minęło kilka dni. Przejrzałem kilka informacji w internecie. Wiedza wiele nie urosła. Odwiedziłem Leroy Merlin ponownie. Obejrzałem dokładnie. Ale dalej niezdecydowany. Uznałem, że pora odwiedzić inny duży sklep z takimi między innymi przyrządami. Bo drogie, np. Makity sobie odpuściłem.

Padło na Castoramę w Alejach Jerozolimskich przy Popularnej, bo mam blisko z pracy (dwa przystanki autobusem i delikatny korek). Kilka innych modeli. W tym coś podobnego do tego Nupower. Już nie pamiętam marki, ale jedna z marek topex.net. A w zasadzie nie podobnego, ale identycznego. I jeszcze Dexta (chyba), też taka sama. Ogólnie, za dużo plastiku i jednak trochę bałbym się tego używać. Był Bosch PKS 54, ale prawie trzysta pięćdziesiąt złotych do mnie nie przemawiało. Był też Black&Decker CD601A. W niej się prawie zakochałem. Była też ciekawa marki własnej Castoramy, MacAlister bodajże. Nie najgorsza. Ale nie pasowała mi, już nie pamiętam co dokładnie, chociaż miała laser wskazujący trasowanie. Ten Black&Decker mnie już zaczął przekonywać mocno i nawet już miałem w rękach pudło, i wychodziłem, gdy pomyślałem, że może tarczę dodatkową bym dokupił. No to do półek. A tu zonk. Nie ma. W takim rozmiarze. Są 160 mm. A tu potrzebne 170. Czyli niestandardowa. MacAlister chyba 165. No to odpadły. Bosch do zastanowienia. W końcu sklep blisko.

Na dodatek rozterki z tą głębokością cięcia przy tych różnych tarczach. Czyli, która konstrukcja jest dobra, a która do dupy mniej lub bardziej…

Ale fajne, takie „proste poradniki” w Castoramie mają. Też przy okazji pójdę zebrać kilka. Przynajmniej się dowiedziałem, że powinienem mieć do różnych celów/materiałów tarcze z różną liczbą i kształtem zębów.

Wróciłem w zasięg internetu i oczywiście kolejne poszukiwanie wiedzy o pilarkach. Odkryłem, że są też na Allegro, że w sumie w sieci wybór jak w marketach niewielki. Wiedza się jednak kumulowała.

Odwiedziłem na „apacza” po raz kolejny Leroy Merlin (jak to odmnieniać?). I coś niesamowitego. Na półkach leżało pudełko z modelem Boscha, którego nie było. PKS 55 A właśnie. Sprowadzili coś nowego? Doradca klienta zapytany odrzekł, że to na zamówienie sprowadzili i że czterysta czterdzieści złotych kosztuje. Podrapałem się w głowę, zapamiętałem model i poszedłem do domu (nie wiem czy to nie było w dniu, w którym męczył mnie sęp plamisty). W domu oczywiście sprawdzanie w internecie i zonk. Bo porównywarki pokazują około pięciuset sześćdziesięciu złotych. Co jest grane?

Następne w kolejności było Obi na Śląsku odwiedzone w poszukiwaniu rozpuszczalnika nitro. Był Bosch PKS 54 za trzysta dziewięćdziesiąt dziewięć i oczywiście nieśmiertelne Nupowery, nieco droższe niż w Warszawie.

Już praktycznie zdecydowałem się na tę PKS 55 A. Bo na Allegro najtańsza za pięćset dziewięć z darmową dostawą. Była dychę tańsza, ale dostawa piętnaście złotych. I dziś odwiedzam Leroy Merlin w celu sprawdzenia dokładnego ceny i ewentualnego zamówienia. I co? Pan mówi, że pod koniec tygodnia rano jak będzie przedstawiciel. Ale może być tak, że mi nie sprowadzą. Ale to i tak muszę przyjść. Ale cena tej była na pewno czterysta czterdzieści. Ale może jednak mają drugą na stanie, za tę samą cenę, zamówioną przez pomyłkę i może jej kolega nie sprzedał. I faktycznie jest. No to jestem zdecydowany i biorę. Pan się trochę ucieszył. A ja mam kolejną zabawkę.

Ale muszę dokupić drugą tarczę, z większą ilością zębów niż dwanaście, żeby zbytnio nie szarpać materiału. Dwadzieścia cztery albo trzydzieści, albo więcej. Może nawet noże z węglikami spiekanymi? ;) Może ją nawet więcej niż raz wykorzystam…

I dalej mnie zastanawia ta cena i czy to przez nią nie byłoby możliwości jej zamówienia?

Przy okazji zauważyłem, że ze sklepów praktycznie zniknęły ręczne piły kabłąkowe…

« Wcześniejsze wpisy |

lemiel@jabber.wp.pl

nie ma mnie

mail: lemiel na wp.pl