Bicykl(7) , Ciuchy(10) , Humor(75) , Jedzenie(36) , komentarze(3) , Kultura(63) , Miniblog(144) , Mozilla(5) , Nauka(18) , Polityka(16) , Praca(12) , Radio(9) , SeaMonkey(2) , Skrzaty(3) , Tech(151) Tylko mebel(32) , Varia(291) , Zabawki(2) , ziewnik(45) , Zwierzaczki(7) , Życie(330) , London story(4)



przemijanie, zanikanie informacji

27 kwietnia 2008 | 15:15:06 | Kategorie: Radio, ziewnik, Życie | 3 komentarze | Permalink

Dziś w nocy zmarł kolega szeroko znany w środowisku krótkofalarskim. Nagle, chociaż nie do końca, bo kilkanaście dni temu pojawiły się informacje, że z powodów zdrowotnych rezygnuje z pełnionej funkcji Contest Managera UKF. Czyli osoby rozliczającej zawody. Tydzień temu inny kolega z nim rozmawiał. Może to nie na miejscu wspomnienie, ale stworzył praktycznie doskonałe narzędzie i metodykę, to rozliczania tych zawodów, ale, że było to jego autorskie rozwiązanie, to nikt go raczej na oczy nie widział. Ale nie demonizuję, może uda się go odzyskać.

Pozostaje pytanie, dlaczego akurat piszę o tym na Joggerze, jeszcze tak publicznie? Bo, załóżmy, że ja tak „nagle” odchodzę z tego świata albo jeszcze szybciej. I nagle ziewnik przestaje być aktywny, blip też, zatykają się skrzynki pocztowe, przepadają domeny. Może siostra czytająca to napisałaby jakiś komentarz. Ktoś inny zorientowany dodałby może notkę informacyjną. Przez inne joggery może przewinęłaby się informacja. Niewiele więcej. Haseł nie zna nikt. Koniec. Pewne rzeczy są nie do odzyskania przy niskim nakładzie kosztów. Człowiek ulega zapomnieniu i kończy się pewna epoka.

Puenty nie ma. Nie umiem jej wymyślić.

Andrzeju SP7NJX – fajnie było Cię znać. Przykro, że wspominam o Tobie przy takiej okazji.

marcowy grill

05 marca 2007 | 00:03:16 | Kategorie: Radio, Życie | 13 komentarzy | Permalink

Weekend zapowiadał się ciekawie (jak dla mnie oczywiście). Prawie 36 godzin na powietrzu, w jednym ubraniu, bez bieżącej wody i toalety, z niewielką ilością snu i dużą dawką szumu radiowego. Czyli start zespołu SN5P w Pierwszych Próbach Subregionalnych 2007.

W ramach przygotowań usmażyłem zapas „kotlety” z filetów z indyka. Oczywiście na nowej patelni. Przy okazji wymyśliłem nową metodę otaczania mięsa w mące — wrzucając plastry bezpośrednio do torebki z mąką — bez rozsypywania jej po szafce, brudzenia talerzy i ewentualnie sitka. Wyszły fajne, soczyste, nie przypalone, poza jednym. Zapomniałem potraktować mięso przyprawami. Czyli praktycznie bez smaku… To co mi zostało uduszę w winie lub piwie przed jedzeniem.

Objuczony zapasami pożywienia, napojów, dwoma komputerami, zasilaczem i saperką (na wszelki wypadek) zapakowałem się do samochodu kolegi, który mnie zabierał do miejsca docelowego.

Dotarliśmy około 10:30. Przy trasie do Białegostoku obserwowaliśmy z niepokojem wodę stojącą na łąkach i polach. Pomny tego, że po porządkach po wichurze i przemoczonych butach ubrałem tym razem wyższe i takie, które nie powinny tak szybko przemoknąć. Łąka na której stoi nasz kontener oczywiście częściowo była pod wodą, a reszta była mocno „wilgotna”. Reszta teamu już robiła porządki w kontenerze i przygotowywała sprzęt. Przypadł nam do poskręcania nowy regał na rosnącą ilość drobiazgów. Potem skręcaliśmy antenę, a koledzy przygotowywali „nowy” maszt, niestety mniejszy i podłączali układ zasilania anten. Wyzwaniem okazało się być mocowanie odciągów do masztu gdzieś w środku tej zalanej łączki. Na szczęście znaleziono złoty środek. Tę mechaniczną część przygotowań skończyliśmy tuż przed piętnastą (czternastą UTC) i pozostało nam przygotować stanowisko bojowe na następne 24 godziny. Po przypominaniu sobie co wymyśliliśmy w październiku udało się uruchomić sprzęt. I zaczęło się.

Oczywiście podczas tych harców terenowych przemokły mi buty. Nie całkowicie na szczęście, ale skarpetki wymagały suszenia i buty raczej też. Na szczęście na wyposażeniu od pewnego czasu są dwie „farelki” i grzejnik. Nogi ogrzane, skarpetki i buty suszone gorącym powietrzem. Lepiej. Przy okazji para skarpetek przywiezionych z lokalnego sklepu przez kolegów. Bo zapasowych nie zabrałem, a to nie był lipiec 2005, kiedy chodziłem boso po polach w okolicach Latowicza.

Trzy godziny w słuchawkach, długa zmiana. Trochę tych łączności zrobiłem do spółki z Adamem. Niewiele. Na początku ruch jak zwykle większy niż później. Ale to chyba Marzec zawinił, w górach śnieg, mróz, mgła, itp., np. na takiej Wielkiej Sowie. Mało stacji terenowych. I ogólnie mniej niż wiosną lub latem. Potem chwila przerwy, ze 3 godziny z przerwami, bo jestem „specem” od zaszumionych korespondentów. Kolacja — bułki z „kotletami” oczywiście. I napisane trzy akapity zaległej relacji z drugiego dnia London story — w końcu trzeba to opisać bo zaraz wszystko zapomnę i będzie niepowetowana strata.

Przyszedł czas zaćmienia Księżyca. Widać było, dosyć wyraźnie. Nic specjalnego tym razem. Po północy czasu lokalnego zrobiło się pusto na paśmie. Stwierdziłem, że nie ma co siedzieć i dwaj koledzy, którzy pozostali walczyć o dziwo się ze mną zgodzili. Poszliśmy spać, jeden kolega w samochodzie, a my dwaj w kontenerze. Oczywiście i tu i tu wspieraliśmy się „farelką”. Kolega miał karimatę i śpiwór, ale ja tym razem nie pomyślałem o tych wynalazkach. Karimatę zastąpił mi poskładany dach od namiotu ogrodowego, a poduszkę dwa ręczniki. Śpiwór dla mnie stanowiły: czapka, rękawiczki, kurtka z goreteksu, dwa polary, i suche buty. Spało się całkiem nieźle wbrew początkowym obawom. Jak przebudziłem się w okolicach drugiej, to wyszedłem popatrzeć na przyrodę. Ale Księżyca już nie widziałem, a wszystko w koło pokryło się szadzią z wiszącej w powietrzu mgły lub lodem. Wyglądało to rewelacyjnie w świetle silnej latarni o białym świetle, która oświetlała psa u odległych sąsiadów.

Pobudka o 6:30 nie była zbyt miła, ale w końcu nie wybraliśmy się tam spać, tylko walczyć. Uruchomiliśmy sprzęt i do boju. I tak zleciało do południa, kiedy wymyśliłem upiec na grillu marynowane kawałki z piersi indyka — gotowe, z fabryki mięsa indyczego, nie musiałem pamiętać o przyprawach.

Dlaczego tacki do pieczenia na grillu są prostokątne, jak większość tych prostych palenisk jest okrągła i mniejsza niż wielkość takiej tacki? A może nie znalazłem tylko takiej okrągłej? Kolejna rzecz do sprawdzenia przed nadchodzącym sezonem.

Mięso było oczywiście smaczniejsze niż „kotlety”.

Większość czasu przy mikrofonie spędziłem ja. Chyba nawet za dużo.

Podsumowanie: 87 łączności, 41254 punkty (kilometry). Mało korespondentów z Czech i Polski, dużo z Niemiec, nowy Szwed. Opłacało się położyć spać. W nocy i tak byśmy dużo nie ugrali na tym naszym uboczu radiowej Europy. O piętnastej koniec. Składanie sprzętu, demontaż anteny i masztu. Harce po łące. I wszystko zmieściło się w kontenerze. A jak ładnie chłopaki poukładali. Powrót do Warszawy.

Długa kąpiel w pianie (jeszcze bez poduszki), a później siedzenie przed komputerem, żeby to wszystko napisać. Prawie godzina. Mała galeria ze zdjęciami na stronie klubowej być może już jutro.

Następne takie zawody w maju. Do usłyszenia.

Aktualizacja: Kilka zdjęć…

suszarka do włosów

08 października 2006 | 01:06:01 | Kategorie: Radio, Tech, Życie | 19 komentarzy | Permalink

Wiedziony instynktem po poprzedniej zimie, na nadchodzącą postanowiłem się zabezpieczyć. Mianowicie kupić suszarkę do włosów. Już nie są takie długie jak rok temu, ale schąć dalej muszą, zwłaszcza, że rano wyglądają jakby przeszło przez nie tornado. Dzisiaj nadeszła krytyczna chwila. Z torbami pełnymi jedzenia zatrzymałem się przy stoisku AGD. Oglądałem tylko najtańsze przez dłuższy czas, bo obsługi nie było. Po chwili przyszła pani.
Chciałbym obejrzeć tę i tę, i tę. Ale nie wiem którą. Może pani coś doradzi? — To dla pana? To niech pan weźmie Clatronica, 1200 wat, 2 lata gwarancji. — 19,99 &mdash To niech pani da. — A jaką pan chce, białą czy granatową. — Granatową.
Zapłaciłem też 50 groszy opłaty recyklingowej. Pani podbiła gwarancję i na koniec oznajmiła: Jak się zepsuje to nie do serwisu, tylko do nas, wymienimy od ręki na inną. Hmm. Fajnie.

W mieszkaniu podmuchałem nią trochę — pusty woreczek foliowy po pokoju z dwóch metrów przemieszcza. Nada się.

A to nasze antenki, które przygotowaliśmy do zawodów dzisiejszych, ale inny sprzęt padł i tylko one się ładnie prezentują.

Zestaw anten SN5P na 432 MHz

AJAXowe śledzenie satelitów

19 września 2006 | 14:47:01 | Kategorie: Radio, Tech | 8 komentarzy | Permalink

Real Time Satellite Tracking powered by AJAX — śledzenie satelitów z mapą z Google Maps. W tym momencie Atlantis dolatuje do Europy. Znalezione w mailu.

http://www.n2yo.com/

Sobotnie zawody, podsumowanie

08 sierpnia 2006 | 23:50:22 | Kategorie: Radio | Dodaj komentarz | Permalink

W sobotę byłem z kolega na zawodach — Letnich Zawodach UKF PZK. Wspominałem o tym po powrocie. Na stronie klubowej napisałem małe podsumowanie. Jeśli ktoś ma ochotę posłuchać szumów i słabych sygnałów radiowych w emisji jednowstęgowej SSB, to zamieściłem też kilka krótkich nagrań w OGG Vorbis z przeprowadzonych łączności. Można powiedzieć, że to śmieszne męczyć się tak z szumami, ale to świetna zabawa i sport w jednym oraz często pobyt na świeżym powietrzu w oderwaniu od komputera. Co może dobrze słychać w tym, mniej publicznym (haha!), nagraniu łączności z kolegami z drużyny SN6W na górze Wielka Sowa na wysokości 1015 m n.p.m.: QSO sn6w-sn5p.

samochodowo

06 sierpnia 2006 | 00:25:47 | Kategorie: Radio, Życie | 1 komentarz | Permalink

Dziś i jutro miałem brać udział w zawodach letnich w ekipie SN5P, ale po dwóch godzinach sprzęt odmówił posłuszeństwa i wróciliśmy z wyprawy. Na pamiątkę zostało trochę nagrań z eteru w mp3. Jak wytnę szumy, to wystawię kawałki na stronie klubowej i chętni sobie posłuchają jak słychać korespondentów z daleka w KO02.

Ale powrót był fajny. Trafiło mi się prowadzenie samochodu, Hondy Accord, z silnikiem 2.0, benzynowym, 150 KM. O prędkości rozwiniętej nie będę pisał, ale nie czuć jej kompletnie. I trzeba uważać, żeby antena od CB radio, przymocowana na magnesie, się nie oderwała. Ale w sumie za rzadko prowadzę samochód, żeby tak wsiąść za kierownicę i po prostu jechać wykorzystując te konie schowane pod maską. Ale da się, tylko kwestia treningu i opanowania. W każdym razie miłe doświadczenie. Tyle, że niestety, w Polsce nie ma dróg żeby tak jeździć, albo trzeba się zatrzymywać co jakiś czas, żeby zapłacić na bramkach. Ale jak dziś usłyszałem, z Bielska Białej do północnej Warszawy da się dojechać w trzy godziny...

A miał być spokojny weekend

03 lipca 2006 | 13:00:13 | Kategorie: Radio, Życie | Dodaj komentarz | Permalink

Weekend miał stać pod znakiem 3 prób subregionalnych w drużynie SN5P. A tu bryndza. Cała sobota w pracy: 10:00-20:30 (kumpel był lepszy: 10:00-0:30, ja poszedłem, a on został).
Pobudka o 2:45 i wyjazd z kolegą do Kalinowca.
Na miejscu przyjemnie jak to na wsi sielskiej, anielskiej.
Maszt stał, kontener z otwartymi drzwiami też czekał na ekipę zmieniającą, kolega na dużurze jednak nie chciał oddać mikrofonu przed zrobieniem setnej łączności, było dopiero 93, ale musiał się poddać. Za słaba aktywność stacji po drugiej stronie eteru była, a zmęczony organizm nieubłagalnie domagał się snu. W końcu Bartek oddał stację we władanie moje i Adama. I co? Dalej nic, dopiero po godzinie delikatnie się ruszyło. Setkę przekroczyliśmy dopiero koło 7 rano. A potem powolne dobijanie kolejnych operatorów do końcowych 143 QSO, przypominanie sobie ze szkół wyrazów w językach, które uznane przez nas zostały za już zapomniane. Takie eins, drei, acht powtarzane po kilka razy dają dziwne słowa w wyniku, coś jak powtarzanie ząb zupa zębowa albo coś o voprosach.
Godzina 16 nadeszła - koniec, ostatnie pół godziny, to naprzemienne nasłuchiwanie i wołanie CQ w różnych kierunkach, nuż widelec pojawi się jakiś jeszcze nie wyłowiony korespondent, którego głos wybije się ponad poziom szumów na tyle, że rozmowy z duchami nie będą konieczne.
Potem szybkie sprzątanie w kontenerze i jego otoczeniu, oraz zwijanie kabla energetycznego. Po czterdziestu minutach już nas nie było.
W drodze powrotnej pilnowanie siebie i kierowcy, który spał jeszcze mniej niż ja, żeby nie zasnąć. Kierowca dowiózł mnie bezpiecznie z powrotem do mieszkania, ale ja sam przed kilkoma drzemkami się nie wybroniłem.
Wieczorem walka z wczytaniem logu w EDI z Atalanta Locator do TACLoga, który liczy punkty porządniej i umożliwia przeliczenie gotowego logu, ale jest trochę mniej przyjemny w obsłudze. Log miał feler, w błędnej łączności nie było godziny i taclog nie chciał wczytać logu. Dopiero próba zmuszenia go do obsługi ręcznie doklejonych do pliku danych łączności spowodowała jego błąd z wypisaniem numeru w której linijce ten błąd wystąpił. Tu dostałem kolejną lekcję informatyki - pliki dosowe uruchamiać z konsoli, a nie bezpośrednio z Windows, bo wtedy widać ewentualne komunikaty błędu, a nie tylko samoczynnie zamykające się okienko... Brrrr, arhg. XD ;)
Walka trochę za długo trwała i dzisiaj ledwo wstałem do pracy i dalej chodzę jak pijany, dobrze że środowisko do pracy admini przywracają do nowej wersji, można spokojnie iść na obiad.
Jak ktoś ma ochotę to tu można poczytać ciut więcej i zobaczyć statystyki.

A w przyszły weekend pod znakiem SN0HQ w zawodach IARU: 2006 IARU HF World Championship. Też będzie ciekawie!

radio

04 marca 2006 | 20:32:10 | Kategorie: Radio | Dodaj komentarz | Permalink

No tak, napisałem o om3kii, a oni są na zawodach. Jutro w dzień pewnie będzie można popatrzec co robią bo teraz ciemno: OM3KII live camera.
ALE ja też miałem być z ekipą na zawodach. No i niestety zonk. Nie dało się. Przygotowania nie wypaliły, bo na start to pewnie czas by się znalazł. Jakoś wszyscy zarobieni. A Jacek taką fajną mapkę przygotował... Ale choć byliśmy na niej drudzy to musiałem poprosić o usunięcie naszej pozycji. Szkoda. Bez silnej stacji w SP5. Po przyjemności, a w maju pewnie nie będę mógł wziąść udziału w ekipie ze względu na studia. Do kitu!
mapka mała

pipy na nowy sezon

06 stycznia 2006 | 23:13:52 | Kategorie: Radio | Dodaj komentarz | Permalink

No i po pierwszym spotkaniu organizacyjnym klubu w 2006. W Pizzy Hut powiedzieli nam "Do widzenia" jak wychodziliśmy...
Krata się oddala, muszą wystarczyć nam telekopy i inne... Czyli z antenami na dwójkę też nie poszalejemy. Dwie 14 dk7zb to maks. Ale o ile się będzie dało to 4 pasma i wszystkie zawody łącznie z letnimi (o ile organizatorzy dojdą do porozumienia). Będzie ogień, no i chyba nowy kawałek złomu, tzrba będzie dorobić daszek. Czyli HAARP w wersji 5 nadchodzi.
A jutro i w niedzielę wykłady na AGH-u... Ale plecak z Symfonią jest ciężki...

lemiel@jabber.wp.pl

nie ma mnie

mail: lemiel na wp.pl