Bicykl(7) , Ciuchy(10) , Humor(75) , Jedzenie(36) , komentarze(3) , Kultura(63) , Miniblog(144) , Mozilla(5) , Nauka(18) , Polityka(16) , Praca(12) , Radio(9) , SeaMonkey(2) , Skrzaty(3) , Tech(151) Tylko mebel(32) , Varia(291) , Zabawki(2) , ziewnik(45) , Zwierzaczki(7) , Życie(330) , London story(4)



osiągnięcia w listach motywacyjnych

12 sierpnia 2010 | 23:43:22 | Kategorie: Praca, Życie | 15 komentarzy | Permalink

Dziś rozmawiałem z kolegą o zmianach, które mają nadejść. I tak mimochodem przypomniał mi się poradnik pisania CV i listów motywacyjnych z przykładami. W jednym z tych przykładów było zdanie w rodzaju: „Z sukcesem przeprowadziłem dla obecnego pracodawcy projekt wdrożenia systemu obsługi obierania kartofli, który pozwolił na redukcję kosztów o 50%.” I zacząłem się zastanawiać czy ludzie piszący takie rzeczy w listach motywacyjnych piszą, że takie wielkie i cudowne rzeczy zrobili w rzeczywistości. A przede wszystkim jaki był faktycznie ten sukces końcowy i stopień wdrożenia tego. Czy produkt tylko zainstalowany i uruchomiony, czy też dostrojony do granic wytrzymałości? Bo jak często projekty kończą się doprowadzeniem do stanu wycyzelowania bliskiemu stu procentom? I dlaczego Ci ludzie szukają nowej pracy? Brak wyzwań w obecnej, bo projekt się skończył i kontrakt na niego, czy ten opisany projekt był w rzeczywistości niewypałem pomimo dużego, ale jednak pozornego sukcesu i trzeba się ewakuować?

I coś co mnie dręczy — jak dużo projektów kończy się na 70% procentach zaawansowania, bo już wszystko działa, a usprawniać, niekoniecznie ustawicznie jak w ITILu, już się nie chce albo nie ma komu?

Bo tak patrzę po sobie, bo niby zmiany będą niewielkie, ale mogą w końcu wywołać coś w rodzaju El Nino i będę musiał poszukać nowej pracy, to czym takim ja bym się mógł pochwalić? Wychodzi na to, że mam kilka takich rzeczy, część z nich całkiem spora i do pozazdroszczenia. Nawet dyrektor nas mile łechtał słowami mówiąc o jednej z nich, że czymś takim to się będziemy mogli bardzo pochwalić na rynku. Chociaż jak na to patrzę, to mi się wydaje, że są to drobiazgi, pomimo niematerialnego zysku z nich w postaci chociażby spokojniejszych nerwów, czy olbrzymiej elastyczności, pomijając nawet ich koszt z wieloma zerami. Ale w sumie, teraz toczy się u nas pewien projekt, nawet duży, ja zaangażowany w niego obecnie niewiele, chociaż na samym początku sporo, a jeden z przedstawicieli Wykonawcy (z dużej litery jak to w umowach) bardzo nasz szeroki zespół pochwalił mówiąc, że nasi informatycy w porównaniu do takich z np. jednego portalu czy innej telewizji, to są dobrzy i szybko działający, i chcący pomóc, zrobić coś, rozwiązać problemy, i im to wychodzi. I że On jest w szoku. Pozytywnym.

I zastanawiam się czy i w jaki sposób zmienić lub uzupełnić taki np. ogólnikowy obecnie opis w profilu na GL. Bo ja naprawdę wieloma bardzo różnymi rzeczami z sukcesami się zajmuję… Chociaż ten profil to akurat małe znaczenie ma.

Jednak wiem, że słaby PijaR sobie robię nie afiszując się tym wszystkim wszem i wobec.

odpisałem na kilka maili

29 stycznia 2010 | 11:38:34 | Kategorie: Praca, Życie | 2 komentarze | Permalink

Kurcze, na pewnym poziomie pracy to faktycznie może być tak, że tylko na maile się odpisuje cały dzień. Korzystając z wiedzy zdobytej przed okresem, w którym te maile w takiej ilości trzeba pisać. Chociaż czasem trzeba zajrzeć do czegoś, np. swoistego „crona”. I jak tylko można gdzieś wpisać np. „delete noprompt obsolete”, to człowiek się cieszy i ucieka od tych maili.

A ja głupi parę lat temu zastanawiałem się, co właściwie robi człowiek przy biurku obok, który całe dnie spędzał na telekonferencjach…

Dokumentowanie zadań - w poszukiwaniu rozwiązania

22 listopada 2009 | 11:20:37 | Kategorie: Praca, Tech | 4 komentarze | Permalink

Drogi Joggerze.

Od jakiegoś czasu męczy mnie dokumentowanie wykonywanych przeze mnie zadań. Wymysliłem sobie z grubsza jak to ma wyglądać. Czyli 3 poziomo uszczegóławiania zadania, z czasem startu i końca wykonywania zadania oraz ewentualnym opisem słowno-muzycznym. I do tego jakiś raport z tego, co jest zapisane. Niestety brakuje mi czasu i umiejętności, żeby sobie coś takiego samemu napisać. Google oczywiście nie boli, ale jakoś niespecjalnie wiem jakimi kryteriami kierować się przy szukaniu czegoś, co oczywiście najprawdopodoniej istnieje na rynku w całkiem sensownej postaci. Gdzieś przemknęła mi przed oczami nazwa Basecamp. Niestety, znalazłem tylko stronę na abonament, od której z definicji się odbiłem.

Czy możecie coś polecić? Coś co nie byłoby jednocześnie armatą na wróbla.

Freelancerzy i klapeczki, na oczętach

11 sierpnia 2009 | 23:46:11 | Kategorie: Praca, Tech | 19 komentarzy | Permalink

A moim zdaniem sporo osób pracujących na etacie nie jest po prostu na tyle ambitna, żeby zacząć robić coś na własną rękę.

No żesz i tu solidna wiązanka.

Albo:

8. -Etatowcy nie rozumieją, że praca na własny rachunek jest tak samo trudna jak każda inna.

Bo etatowcy to tylko strony www i grafiki robią. Nosz cholera. No, można jeszcze pisać artykuły do prasy. (I pewnie kilka innych rzeczy, ale nie mam ochoty ich teraz przywoływać z otchłani umysłu.)

A jak robią to na etacie, to w zdecydowanej większości „tłuką” inne własne (dla własnych klientów) projekty po godzinach, w drugiej albo i jeszcze trzeciej „pracy”…

Ale praca to nie tylko strony www, internet i okolice. A serwisy hostujące te stronki? Spróbujcie się pobawić jako freelancer macierzą (macierzami), siecią SAN albo iSCSI i zestawem serwerów za przykładowe pół miliona złotych. Da się? Gdzie? Albo wystąpcie sami dla siebie do ABW o świadectwo bezpieczeństwa na poziom np. poufny albo tajny…

Oczywiście, są etaty i etaty. Można 7 godzin przesiedzieć w necie albo nad gazetą, albo grając w grę, a pozostałą godzinę jeść dwa śniadania i obiad…

A te panie Krysie od finansów i podobnych są po to, żebyś sobie drogi freelancerze nie musiał pierdołami zaśmiecać głowy. Bo znacie tę bajkę o piekarzu piekącym chleb, murarzu coś tam budującym… Albo o serwisancie przylatującym z drugiego końca Europy, żeby włożyć kartę PCIe do serwera, bo chociaż to dziecinne proste, to on jest od tego. W ten sposób niestety buduje się bogactwo „klasy średniej” czyli ogólnie społeczeństwa. Co prawda jest jeszcze VAT/PTU, ale to już inna bajka.

Tu też można wspomnieć opowieść profesora Hołyńskiego na Bootstrapie o tym, jak się robi startup, że jest osoba, która dba o to, żebyś miał odpowiednią lampkę na biurku, żebyś miał co jeść i nie musiał o tym myśleć, a mógł się skupić na tworzeniu.

Wracam na urlop…

szkło czy szkło

28 lipca 2009 | 22:38:20 | Kategorie: Miniblog, Praca, Tech, Życie | 4 komentarze | Permalink

Miałem umyć dziś okno, ale światłowody wygrały. Były ciekawsze chociaż to szkło i to szkło…

Bo deszcz nie jest godnym przeciwnikiem.

Dla pracoholików

18 stycznia 2009 | 21:57:12 | Kategorie: Miniblog, Praca, Życie | 12 komentarzy | Permalink

Określ jasno, co jest dla Ciebie najważniejsze. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby ktoś na łożu śmierci powiedział: „Ach, żałuję, że nie spędzałem więcej czasu w biurze”.

Get your priorities straight. No one ever said on his death bed, "Gee, if I'd only spent more time at the office."

Notka z kalendarza, nie wiem czyjego autorstwa, ale fajna.

Tagi: ,

pomysłotwórcze miejsce

08 grudnia 2008 | 23:27:46 | Kategorie: Miniblog, Praca, Życie | 3 komentarze | Permalink

Nie sądziłem, że takie standardowe mycie prysznicem w wannie będzie tak obfitowało w dobre i proste pomysły na cele do wykonania w pracy w następnym roku… Niby pracoholizm, ale może wraca ta pewna lekkość umysłu — czyżby po tym mocno wypoczynkowym weekendzie w dobrym towarzystwie? Oczywiście dobre pomysły przychodziły mi już do głowy w mniej (a może bardziej) ciekawych miejscach, ale dawno już ich nie było…

wieczorna praca w domu

05 grudnia 2008 | 21:40:11 | Kategorie: Praca, Życie | 8 komentarzy | Permalink

Bardzo się dziwiłem koledze, który wolał wieczorem przyjść ponownie do pracy i siedzieć do bardzo, bardzo późna w biurze zamiast w domu. Bo ja w niej siedziałem non stop bez wychodzenia w trakcie. Ale z domu też mogłem popracować. Argumentował to tym, że tam nie ma warunków, że w domu jest żona, że będzie jej przeszkadzał, że nie będzie się mógł skupić. Itp. Nie wierzyłem. Aż do tego tygodnia. Bo nie jestem sam. Bo ilekroć zamierzałem wyjąć komputer z plecaka, po chwili rezygnowałem. Nie chciało mi się. Dziś jest nieco lepiej, bo nawet ten wpis się pojawi. Ale zaglądać do pracy? Nie chce mi się. Chociaż by się przydało…

„A Ona wygląda na sympatyczną.”

„ty nienormalny jesteś”

02 września 2008 | 21:58:05 | Kategorie: Praca, Życie | 3 komentarze | Permalink

21:10, wychodzę przed firmowy biurowiec udając się w kierunku zasłużonej kolacji, a tu przed drzwiami stoi paląc papierosa kolega, do którego przed chwilą napisałem idiotyczne „Jesteś?” i dostałem w odpowiedzi informację, że jest offline. Powiedziałem mu o tym, a on mi odpowiedział: „Właśnie miałem ci mówić, że ty nienormalny jesteś, ale zrezygnowałem, bo jestem taki sam…”. Tak, jak wychodził do lekarza około 17 i mówił, że będzie za półtora godziny, to mu odpowiedziałem, że wtedy mnie już nie będzie… Ale on jeszcze został by pobawić się swoją nową „zabawką”…

Ale najlepsze jest w tym wszystkim jest to, że najprawdopodobniej zostawiłem na biurku służbowy telefon komórkowy i mogą sobie rano wszyscy dzwonić do mnie aż do znudzenia, racząc „współlokatorów” pokoju australijskim rockiem. Zorientowałem się dopiero po 500 metrach dochodząc do przystanku autobusowego — przecież nie będę się wracał. A jak zgubiłem, cóż… Zdjęcia ostatnio zgrałem.

moje letnie biuro

04 sierpnia 2008 | 14:03:45 | Kategorie: Miniblog, Praca, Życie | 23 komentarze | Permalink

Ale wciąż zastanawiam się, czy tak całkiem wygodnie w nim jest. Bo może jednak wygodniejszy fotel Ale niestety to tylko dzisiaj. Jutro jadę do Wrocławia na prawie dwa tygodnie z weekendową przerwą… A później powrót do Warszawy…

moje letnie biuro

Tagi: , , ,

« Wcześniejsze wpisy |

lemiel@jabber.wp.pl

nie ma mnie

mail: lemiel na wp.pl