Bicykl(7) , Ciuchy(10) , Humor(75) , Jedzenie(36) , komentarze(3) , Kultura(63) , Miniblog(144) , Mozilla(5) , Nauka(18) , Polityka(16) , Praca(12) , Radio(9) , SeaMonkey(2) , Skrzaty(3) , Tech(151) Tylko mebel(32) , Varia(291) , Zabawki(2) , ziewnik(45) , Zwierzaczki(7) , Życie(330) , London story(4)



Zielona mila

13 stycznia 2012 | 23:38:24 | Kategorie: Kultura, Życie | 23 komentarze | Permalink

Przez długi czas broniłem się przed obejrzeniem tego filmu mimowolnie ignorując jego wielokrotne emisje tu i ówdzie, ale dzisiaj był jego dzień i z doskoku odrobinę obejrzałem oraz poznałem większość historii. I już dokładnie wiem dlaczego nie chciałem go oglądać. Jak mało kiedy wystarczało mi niedopowiedzenie. No cóż, straciłem „dziewictwo”...

Trzeba znaleźć intensywną odtrutkę.

Kibelek

12 lutego 2011 | 22:22:50 | Kategorie: Kultura, Życie | 2 komentarze | Permalink

Zastanawialiście się kiedyś co jest najbardziej intymną czynnością wykonywaną przez człowieka? Ja kilka razy. Ale wtedy nie znalazłem konsensusu (pomijając to czy to to jest dobre określenie). A w ciągu ostatnich kilku miesięcy doszedłem do niezbitego wniosku, że to są czynności wykonywane na/w kibelku. Pomijając nieco higieniczność/obrzydliwość czynności wydalania, to to jest strzał w dziesiątkę. To nie są już czasy Szwejka, że cała kompania (np. bo równie dobrze może to być pluton) kuca nad dołem rzędem z pasami przewieszonymi na szyi. Łazienka albo w lepszym przypadku osobna toaleta to wtedy strefa zamknięta dla innych.

Drużyna A jest świetna

23 czerwca 2010 | 22:36:51 | Kategorie: Kultura | 10 komentarzy | Permalink

Wybrałem się do kina tym razem sam. Ale nie byłaby niezadowolona po projekcji. I na te dwie scenki po napisach też byśmy zostali.

Z serialowym oryginałem ma wspólne nazwy, żołnierzy, Lyncha, furgonetkę GMC i muzykę. Oraz Stephena J. Cannella. Historyjka z innej bajki i dobrze. Czołg ze zwiastuna to banalny kawałek i na prawdę w dobie dzisiejszego kina nie jest przesadą, a kończące ten epizod pytanie o kierunek… Masowy wybuch śmiechu. Śmiać się można często i gęsto, a to jednak głównie niezła sensacja (lepsza niż Szklana Pułapka 4 (czy tam inne Die Hard 4)). Akcja się nie wlecze, jest spójna i z sensem. Buźka (nie przetłumaczyli w napisach Face) mógłby grać w nowym „Och Karol” zamiast Adamka, Hannibal nie jest sztabowcem, Murdock pasuje do szpitala jak w K-Pax a BA z długimi włosami i zarostem jest milusi.

Niecałe dwie godziny dobrej rozrywki. I sala była w 1/3 wypełniona pomimo środy i drugiego tygodnia wyświetlania. Jak się DVD pojawi to sobie kupię. Polecam. Dawno takiego fajnego filmu nie oglądałem.

Sherlock Holmes nowocześnie

07 stycznia 2010 | 00:03:46 | Kategorie: Kultura | 2 komentarze | Permalink

Byliśmy w niedzielę w kinie na nowym filmie o tym słynnym detektywie. Długo czekałem na tę projekcję. Prawie dwie godziny i kompletnie tego nie czułem. Niechluj, zabawiający się jak chłopcy w „Fight Club”, na dodatek z niezłą skutecznością. Rozwiązywanie zagadki z ukrytym asem w rękawie, ale bez założenia, że postaci ma się wszystko gładko udać. Doktor Watson, były żołnierz z niezłą sprawnością fizyczną i dobrą znajomością walki wręcz, chociaż nie tak dobrą jak Sherlock Holmes. I właśnie, przez jaki długi czas po służbie w wojsku zachowuje się taką dobrą sprawność fizyczną, raczej bez codziennych ćwiczeń?

Zagadka zjawiskowa, ale bez zadęcia i wymyślania niewiadomo czego. Oczywiście, z Psa Baskervillów nie dałoby się nakręcić kinowego hitu obecnie, więc nie mogło to być nic zwyczajnego. Ale w sumie, nawet możliwe. Fajne coś w rodzaju butelki lejdejskiej i jeszcze bardziej zaawansowana technologia jak na ten czas. Oraz prosta chemia. A dwaj główni bohaterowie dobrzy byli z tej chemii… Takie wyciąganie napisu atramentem z nadpalonych kartek — kurde, takich rzeczy nie uczą na studiach w bezpośredni sposób, bo o wiązaniach kowalencyjnych nie było. I kobiety, dwie. Nie piękne, ale takie w sam raz. Na dodatek silne (no nie kochanie?). I do tego ten Tower Bridge w budowie. Dla mnie fajne. Polecam. Warto iść do kina, na ekranie komputera, nawet 32 calowym, nie będzie efektu.

Oraz oczywiście, nie odprawiajcie za dobrze rytuału, bo szatan się o Was upomni…

Chciałem napisać coś od razu po seansie, ale było coś ciekawszego do robienia, a później szkoda gadać. Okazuje się, że Weronika też widziała ten film i całkiem dobra recenzja jest na Hatak.pl.

Dystrykt 9

18 października 2009 | 22:36:53 | Kategorie: Kultura | 18 komentarzy | Permalink

Jak dla mnie dno. Może nie totalnie, ale mocno. Manoj Night Shyamalan w takiej „Osadzie” albo „Znakach” miał przynajmniej spójną historię. Przyszłość, fajne zabawki, ale namierzyć telefonu komórkowego nie da się inaczej niż w trakcie rozmowy. Taka jakaś totalna naiwność. Polityczna i ogólnoludzka. Za dużo praw dla jednych kosztem innych. Idiotyczne zachowanie bohaterów, na dodatek przerysowanych. Idiotyczne pieprzenie o karach za nielegalne komputery i rozmnażanie. I niszczenie „szopy rozmnożeniowej”. I ci obcy. Tu też naiwność. Jak przylecieli i taką broń mają to nie wrócą? Jak tylko zdobędą kolejne dwie szklanki paliwa na drogę w obie strony. Kolonia dla miliona obcych w tuż obok dużego miasta. Obcy z bronią, którą sprzedają etapami przez dwadzieścia lat, a kto ich ewakuował, kto tego nie dopilnował? I co to za sens chodzić i zbierać podpisy pod zawiadomieniem o eksmisji na terenie specjalnym… Jak i tak rozwalają od przysłowiowego kichnięcia. Pułkownik idiota. Spodziewałem się czegoś w rodzaju transformersów po reklamach - nie czytałem recenzji żadnych, a tu niedorobiony pseudodokument z jednym robotem na końcu (sam jestem widocznie sobie winny).

Był to pierwszy film, na którym się zastanawiałem, czy nie wyjść z kina. A najśmieszniejsze jest to, że mojej dziewczynie się podobał…

Twórcy byli jednak na tyle profesjonalni, że tak pocięli historię, że można nakręcić zarówno sequel i prequel.

Dodane 26.11.2011, przyda się, wpis u Krystka:Dystrykt 9. Bzdura bzdurę pogania.

Surogaci czyli globalny flashmob

28 września 2009 | 21:17:52 | Kategorie: Kultura | 2 komentarze | Permalink

Albo jak Bruce Willis po raz kolejny uratował świat. Oraz jak wyglądają aktorzy bez makijażu. (No prawie, bo Rosamund Pike może była dodatkowo charkteryzowana bo miała dokładaną bliznę na brwi/skroni.) Chociaż nieco sztywny Bruce z gładziutką twarzą i tą blond grzywką. Albo skaczący po kontenerach po podciągnięciu się na jednej ręce. Kawałek sensacji do obejrzenia. Można się oczywiście zastanawiać nad sensem życia i coraz głębiej wchodzącej w to życie techniki, ale bez przesady. To rozrywka. (Chociaż, dla niektórych dobra rozrywka musi oznaczać też wysiłek intelektualny. Dla mnie nie zawsze.) Akcja momentami niespójna, zwłaszcza w końcówce. Ale przyjemnie się oglądało. I ten flashmob na końcu. Chociaż, chyba się nie śmiałem. Ale też nie spałem po intensywnym weekendzie — spotkanie Aviary.pl. Szersze opisy w lepszych wersjach człowieka u Piotra Szymczaka i obejrzanych Surogatach u Radmena.

Zakopane innym okiem

11 lipca 2009 | 10:42:15 | Kategorie: Kultura, Varia | 4 komentarze | Permalink

Pamiętacie Foresta, który był ze dwa-trzy lata temu na Joggerze? Geja o lekkim piórze, który przekazywał nam lekko sensacyjne historyjki z okolic Zakopanego i przywitał się z nami dość ciekawą listą historyjek do przekazania? Otóż, przeczytałem wczoraj w zapchanym pociągu dwie książki Jacka Rębacza: „Zakopane: Sezon na samobójców” i „Zakopanie: Pokój z widokiem na cmentarz”. Lekko napisane lokalne historie sensacyjne, pokazujące lokalny folklor, samowole budowlane, ksiądz dyrektor, najtańsza szynka drobiowa dla turystów na śniadanie oraz inne z gangsterami i wywiadem w tle. Kupiłem je po 7 złotych sztuka na stoisku z tanią książką w Carrefourze. Mam jeszcze jedną, ale została w stolicy i nie pamiętam tytułu, ale w przyszłym tygodniu będzie to pierwsza czytana rzecz. Nawet „Ostatnia przygoda” (Owena Yatesa) EuGeniusza Dębskiego mnie nie ciągnie. (Chociaż nowa książka Dębskiego będąca już w księgarniach, też mnie silnie wabi…)

Achilles, jego pięta i religie, czyli o umieraniu

08 maja 2009 | 20:18:33 | Kategorie: Kultura | 13 komentarzy | Permalink

W mało poczytnym i równie wysokonakładowym Magazynie Fantastycznym numer 1(14)/2009 przeczytałem dziś fantastyczny krótki komiks, rewelacyjnie obrazujący to, dlaczego religijność i temu podobne sprawy solidnie tracą na popularności.

Przychodzi pierwszy lepszy rezolutniejszy dzieciak po bezpośrednim logicznym podejściu do mitycznej sytuacji wyjaśnia ją jednym zdaniem.

Bo dlaczego niby Achilles umarł? Zastanawialiście się nad tym kiedyś? Proste wyjaśnienie: bo dostał od Parysa w piętę strzałę z łuku. W piętę, która nie była zanurzona w Styksie jak reszta ciała, odpornego dzięki temu na ciosy. Ale od wbicia strzały z łuku w piętę się nie umiera. Przecież nawet wtedy umieli tamować upływ krwi. No chyba, że strzała była zatruta, jakieś paskudne bakterie wdały się w ranę… Albo po prostu Achilles miał zawał spowodowany szokiem, że jednak jakiś cios mu zaszkodził…

I do jasnej ciasnej, dlaczego ta jego matka nie zanurzyła mu też tej pięty w Styksie trzymając go za coś innego? Albo tylko nie posmarowała jej tą wodą. Bo jednak wyrodna była? Albo (nowoczesne słowo) niekumata tudzież ograniczona.

Chociaż bajki jednak przyciągają. Taki Star Trek (idziemy w niedzielę), Stargate, czy inne Hurysy albo Walkirie w zaświatach…

Z innej strony parabole, symbole, alegorie i inne metafory… W kwarkach i teorii strun. Czymkolwiek są te wszystkie rzeczy…

Bo ja myślałem, że to się skończy Happy Endem…

08 marca 2009 | 19:29:03 | Kategorie: Kultura, Nauka, Varia | 13 komentarzy | Permalink

Pomimo, że lubię oglądać Toma Cruise na ekranie i tego, że w każdej kolejnej części „Mission Impossible” był coraz śmieszniejszy, to na ten film nie chciałem początkowo iść. Bo dokument, bo co można o takiej historii powiedzieć, itp., itd. Ale uległem namowom i nie żałuję. Czyli jak pułkownik Stauffenberg nie uratował Niemiec.

Czytaj dalej...

Idealny chłopak dla mojej dziewczyny

05 lutego 2009 | 00:28:30 | Kategorie: Kultura, Życie | 33 komentarze | Permalink

Myślałem sobie — kolejna komedia romantyczna, ale od czasu jak nie muszę sam chodzić do kina i chodzę dość często, to nie robi mi to różnicy, czy to „Hitman” czy „Lejdis”. Więc (nie zaczynając zdania od tego słowa), polski, podobno ma być fajny i na dodatek bez standardowej obsady typu Zakościelny, nie zauważyłem nachalnych i nadmiarowych reklam, to „postanowiłem” — pójdziemy (razem). Na dodatek nie kojarzyłem nazwisk Konecki i Saramonowicz — autorów „Testosteronu” i „Lejdis”, które były rewelacyjne (no, poza tą wstawką z małymi dziewczynkami w tym drugim, która jak dla mnie była na siłę), a po przeczytaniu recenzji z tytułem z cytatu nie skojarzyłem jej z tym filmem, lecz z jakimś przedstawieniem teatralnym, czyli miałem wolny umysł. Kojarzyłem tylko Marcina Dorocińskiego, z Pitbulla i chwilę wcześniej widzianej innej komedii romantycznej, w której grał kucharza (tytułu nie pamiętam, czy to istotne?) i był sensowny.

Zastanawiałem się tylko co to za powód jest, że facet oddaje swoją dziewczynę innemu — śmiertelnie chory, niedowartościowany, wyjeżdża za granicę, ma już żonę albo znalazł sobie nową dziewczynę? Ale za mocno o tym nie myślałem.

I poszliśmy. Na sali pełno dzieciarni. Obok dziewczyny, jedna niby emo, niby punk. Ale obie tak z 16-17 lat, a może i młodsze — no po prostu młode. I w trakcie filmu zaczęły rozmawiać — nudziły się, a przecież było śmiesznie, bardzo. Pełno lesbijek na ekranie — całujących się, parodia Radia Maryja i jego dyrektora, pielgrzymka dziewic na szczudłach do Częstochowy. One po prostu nie rozumiały. Nie łapały aluzji. Podobnych komentarzy w sieci jest pełno (nie chce mi się szukać za dużo linków, dwa wystarczą, podejrzewam, że ich autorzy w podobnym wieku do moich sąsiadek z seansu 1, 2). I co jest powodem, za młodzi, za mało wiedzy, doświadczenia, czy to takie pokolenie, po prostu z za małą orientacją o otaczającym świecie (Idiokracja się zbliża? — NIEEE!)? Chociaż jak dotarło do mnie jak odebrałem recenzję Kasi to się przestraszyłem, że jestem taki sam jak te dzieci… Te dziewczyny powiedziały, że „Testosteron” i „Lejdis” też nie za bardzo im się podobały. A dziś naście lat starsza koleżanka powiedziała, że one były niezłe i w takim wypadku na ten nowy też się wybierze. Od znajomych doszły podobne informacje o dzieciakach, którym się film również nie podobał.

Wychodzi też na to, że seks nie jest dla młodych.

Dla mnie film ma dużą szansę na stanie się kultowym, nie wiem dlaczego, tak po prostu subiektywnie. Ale, że subiektywnie, to mogę się mylić. Ale DVD z nim znajdzie się w mojej „kolekcji”.

Nie pamiętam ile się śmiałem, ale zachęcam — idźcie do kina.

A czy będzie skandal? Skoro film nie jest za mocno reklamowany.

Aha, i dziewczyny ;) — nic do Was nie mam. Do facetów prędzej, bo niehigienicznie i nieestetycznie mi się to kojarzy, pomijając tę nazwę/określenie na S, której no tu nie ma.

« Wcześniejsze wpisy |

lemiel@jabber.wp.pl

nie ma mnie

mail: lemiel na wp.pl