Myślałem sobie — kolejna komedia romantyczna, ale od czasu jak nie muszę sam chodzić do kina i chodzę dość często, to nie robi mi to różnicy, czy to „Hitman” czy „Lejdis”. Więc (nie zaczynając zdania od tego słowa), polski, podobno ma być fajny i na dodatek bez standardowej obsady typu Zakościelny, nie zauważyłem nachalnych i nadmiarowych reklam, to „postanowiłem” — pójdziemy (razem). Na dodatek nie kojarzyłem nazwisk Konecki i Saramonowicz — autorów „Testosteronu” i „Lejdis”, które były rewelacyjne (no, poza tą wstawką z małymi dziewczynkami w tym drugim, która jak dla mnie była na siłę), a po przeczytaniu recenzji z tytułem z cytatu nie skojarzyłem jej z tym filmem, lecz z jakimś przedstawieniem teatralnym, czyli miałem wolny umysł. Kojarzyłem tylko Marcina Dorocińskiego, z Pitbulla i chwilę wcześniej widzianej innej komedii romantycznej, w której grał kucharza (tytułu nie pamiętam, czy to istotne?) i był sensowny.
Zastanawiałem się tylko co to za powód jest, że facet oddaje swoją dziewczynę innemu — śmiertelnie chory, niedowartościowany, wyjeżdża za granicę, ma już żonę albo znalazł sobie nową dziewczynę? Ale za mocno o tym nie myślałem.
I poszliśmy. Na sali pełno dzieciarni. Obok dziewczyny, jedna niby emo, niby punk. Ale obie tak z 16-17 lat, a może i młodsze — no po prostu młode. I w trakcie filmu zaczęły rozmawiać — nudziły się, a przecież było śmiesznie, bardzo. Pełno lesbijek na ekranie — całujących się, parodia Radia Maryja i jego dyrektora, pielgrzymka dziewic na szczudłach do Częstochowy. One po prostu nie rozumiały. Nie łapały aluzji. Podobnych komentarzy w sieci jest pełno (nie chce mi się szukać za dużo linków, dwa wystarczą, podejrzewam, że ich autorzy w podobnym wieku do moich sąsiadek z seansu 1, 2). I co jest powodem, za młodzi, za mało wiedzy, doświadczenia, czy to takie pokolenie, po prostu z za małą orientacją o otaczającym świecie (Idiokracja się zbliża? — NIEEE!)? Chociaż jak dotarło do mnie jak odebrałem recenzję Kasi to się przestraszyłem, że jestem taki sam jak te dzieci… Te dziewczyny powiedziały, że „Testosteron” i „Lejdis” też nie za bardzo im się podobały. A dziś naście lat starsza koleżanka powiedziała, że one były niezłe i w takim wypadku na ten nowy też się wybierze. Od znajomych doszły podobne informacje o dzieciakach, którym się film również nie podobał.
Wychodzi też na to, że seks nie jest dla młodych.
Dla mnie film ma dużą szansę na stanie się kultowym, nie wiem dlaczego, tak po prostu subiektywnie. Ale, że subiektywnie, to mogę się mylić. Ale DVD z nim znajdzie się w mojej „kolekcji”.
Nie pamiętam ile się śmiałem, ale zachęcam — idźcie do kina.
A czy będzie skandal? Skoro film nie jest za mocno reklamowany.
Aha, i dziewczyny ;) — nic do Was nie mam. Do facetów prędzej, bo niehigienicznie i nieestetycznie mi się to kojarzy, pomijając tę nazwę/określenie na S, której no tu nie ma.