przy okazji plam z krwi
20 stycznia 2009 | 01:14:10 | Kategorie: Ciuchy, Tech, Życie | 14 komentarzy | Permalink
Przy okazji wyrywania ósemek cieknie w nocy krew ze śliną z ust. Może nawet dwie noce. Usta opuchnięte, brak czucia i kontroli przez sen. Czyli pościeli nie zmieniasz. Na folii też spał(a) nie będziesz. Czyli masz plamy do usunięcia. Stary kawaler jak ja bierze tę pościel i wrzuca do pralki, ewentualnie wcześniej traktując plamy jakimś odplamiaczem (Vanish, W5, itp.). Pranie się kończy, wyjmuje je z pralki, a tu niespodzianka, plamy zostały… Co robić. Późno, do mamy dzwonić już nie będzie. Korzysta z tego, że jest usieciowiony i „przekopuje” zasoby internetu. Wyszukuje rady, że najlepiej zaprać świeże zimną wodą, wiele moczyć w wodzie z mydłem, wodzie z solą. I dopiero zapierać ponownie, nawet kilka razy.
Nie chce wierzyć w to, że nie ma prostszego sposobu, że chemia nie działa, że nie ma chemii takiej w sprzedaży. Przekopuje Allegro, Świstaka. Znajduje holenderski proszek Dash, odplamiacz za 80 złotych w małej butelce, różne inne odplamiacze, na forach przemyka się nieśmiało LOC (L.O.C.) albo SA8 z Amwaya.
Kompletnie zgłupiał od tego natłoku wiedzy, która nic nie daje. Ale na szczęście portfel zostawił w biurze, więc nie ma jak zrobić szybkich zakupów w sieci, bo Paypala oferenci jeszcze nie używają. I trafia na Cmentarze Amwaya a pod nim trzyipółletnią wojenkę w komentarzach. No i tak. Kupa pieniędzy w obrocie. Bo zysku netto żadnego. No i te materiały szkoleniowe. Muszą być strasznie mało efektywne, skoro w takich ilościach są sprzedawane/wciskane tym biznesmenom. I nie doczytałem się, czy ktoś pojechał na tę wyspę… Ale taki Ludwik litrowy to poniżej pięciu złotych kosztuje, a półlitrowe LOC np. szesnaście pięćdziesiąt plus osiem pięćdziesiąt przesyłka. A Ludwika mogę kupić za rogiem od ręki. To tak osiem do dziewięciu razy więcej… Bo nikt mi nie wmówi, że skoro to jest koncentrat to go się mniej zużywa. I czy jest gdzieś całe „Witaj w życiu”?
Aha, na spotkaniu rekrutacyjnym Herbalife byłem. Wyrzucono mnie z niego…
Ale dalej zostaje pytanie co z tymi plamami z krwi? — Mamo pomożesz?
Kiedyś była taka reklama z tekstem „z krwi, jajka czy wiśni”, tak z dziesięć-piętnaście lat temu. Ale pamiętam go tylko dzięki Trójkowemu montażowi parodiowemu, który łączył z tym Annę Patrycy (ona pierwsza reklamowała Always ze skrzydełkami?). Mam to gdzieś na jakieś kasecie, a może jest gdzieś w sieci?

lemiel@jabber.wp.pl