Bicykl(7) , Ciuchy(10) , Humor(75) , Jedzenie(36) , komentarze(3) , Kultura(63) , Miniblog(144) , Mozilla(5) , Nauka(18) , Polityka(16) , Praca(12) , Radio(9) , SeaMonkey(2) , Skrzaty(3) , Tech(151) Tylko mebel(32) , Varia(291) , Zabawki(2) , ziewnik(45) , Zwierzaczki(7) , Życie(330) , London story(4)



przy okazji plam z krwi

20 stycznia 2009 | 01:14:10 | Kategorie: Ciuchy, Tech, Życie | 14 komentarzy | Permalink

Przy okazji wyrywania ósemek cieknie w nocy krew ze śliną z ust. Może nawet dwie noce. Usta opuchnięte, brak czucia i kontroli przez sen. Czyli pościeli nie zmieniasz. Na folii też spał(a) nie będziesz. Czyli masz plamy do usunięcia. Stary kawaler jak ja bierze tę pościel i wrzuca do pralki, ewentualnie wcześniej traktując plamy jakimś odplamiaczem (Vanish, W5, itp.). Pranie się kończy, wyjmuje je z pralki, a tu niespodzianka, plamy zostały… Co robić. Późno, do mamy dzwonić już nie będzie. Korzysta z tego, że jest usieciowiony i „przekopuje” zasoby internetu. Wyszukuje rady, że najlepiej zaprać świeże zimną wodą, wiele moczyć w wodzie z mydłem, wodzie z solą. I dopiero zapierać ponownie, nawet kilka razy.

Nie chce wierzyć w to, że nie ma prostszego sposobu, że chemia nie działa, że nie ma chemii takiej w sprzedaży. Przekopuje Allegro, Świstaka. Znajduje holenderski proszek Dash, odplamiacz za 80 złotych w małej butelce, różne inne odplamiacze, na forach przemyka się nieśmiało LOC (L.O.C.) albo SA8 z Amwaya.

Kompletnie zgłupiał od tego natłoku wiedzy, która nic nie daje. Ale na szczęście portfel zostawił w biurze, więc nie ma jak zrobić szybkich zakupów w sieci, bo Paypala oferenci jeszcze nie używają. I trafia na Cmentarze Amwaya a pod nim trzyipółletnią wojenkę w komentarzach. No i tak. Kupa pieniędzy w obrocie. Bo zysku netto żadnego. No i te materiały szkoleniowe. Muszą być strasznie mało efektywne, skoro w takich ilościach są sprzedawane/wciskane tym biznesmenom. I nie doczytałem się, czy ktoś pojechał na tę wyspę… Ale taki Ludwik litrowy to poniżej pięciu złotych kosztuje, a półlitrowe LOC np. szesnaście pięćdziesiąt plus osiem pięćdziesiąt przesyłka. A Ludwika mogę kupić za rogiem od ręki. To tak osiem do dziewięciu razy więcej… Bo nikt mi nie wmówi, że skoro to jest koncentrat to go się mniej zużywa. I czy jest gdzieś całe „Witaj w życiu”?

Aha, na spotkaniu rekrutacyjnym Herbalife byłem. Wyrzucono mnie z niego…

Ale dalej zostaje pytanie co z tymi plamami z krwi? — Mamo pomożesz?

Kiedyś była taka reklama z tekstem „z krwi, jajka czy wiśni”, tak z dziesięć-piętnaście lat temu. Ale pamiętam go tylko dzięki Trójkowemu montażowi parodiowemu, który łączył z tym Annę Patrycy (ona pierwsza reklamowała Always ze skrzydełkami?). Mam to gdzieś na jakieś kasecie, a może jest gdzieś w sieci?

zupa pomidorowa

23 października 2008 | 18:41:30 | Kategorie: Ciuchy, Życie | 9 komentarzy | Permalink

Przed ładnymi kilkoma latami krążył po kraju (a może nie tylko) dowcip o hooby pierwszej damy. Hobby czyli to co się lubi. A ja przed momentem odcinając metki o kupionych w tym tygodniu 21 par skarpet doszedłem do wniosku, że może one są moim hobby, bo to najliczniejszy składnik mojej garderoby, chociaż rozrzuconej po kilku lokalizacjach. Ale nie bójcie się, tym razem fotek nie będzie, chociaż nie jest już tak monochromatycznie… A lwia część z tych będących moim dzisiejszym natchnieniem przynajmniej na jeden dzień wyląduje w pewnej szufladzie…

sterczące sutki

31 maja 2008 | 00:17:12 | Kategorie: Ciuchy, Miniblog, Varia | 32 komentarze | Permalink

Kiedyś wydawało mi się, że kobietom zawsze sterczą sutki piersi. Ale chyba coś mi się poprzewracało w głowie. Ponadto jak na podesłanym na blipie obrazku silikonowego stanika UNBRA, to jeszcze bardziej mi się przestaje wydawać. No bo gdzie one by się miały tu zmieścić…

(Dopisane) Zdjęcie sutków, edukacyjne.

Tagi: , ,

panie mnie dziś pozytywnie zaskakują

30 maja 2008 | 15:28:08 | Kategorie: Ciuchy, Miniblog, Varia | 6 komentarzy | Permalink

Bynajmniej nie wydarzeniem jakim jest Międzynarodowy Dzień Bez Stanika, bo czasami bywają takie na co dzień, ale wrażenia estetyczne nie są najlepsze. Ale jedna, taka po której się nie spodziewałem, zadała pytanie: „Czy tu na końcu adresu ma być slash?”. A inna znała skrót klawiaturowy w Excelu do wstawiania hiperłącza…

Ten dzień dzisiaj to nie na pamiątkę spalenia na stosie w 1431 Joanny d'Arc?

korpowigilia i wigilia

21 grudnia 2007 | 15:58:42 | Kategorie: Ciuchy, Miniblog | 11 komentarzy | Permalink

A dokładniej ubranie człowieka idącego na nią. Wiadomo, że raczej nie powinien to być wymięty i brudny tshirt, ale sztywny trzyczęściowy garnitur? Zwłaszcza, gdy takiego się nie nosi na codzień? A nie wystarczy wyprasowana koszula jak jest ciepło? Albo w wydaniu żeńskim — czy musi to być suknia wieczorowa? To co to ma być, bal? A nie spotkanie towarzyskie z rybą do jedzenia w różnych postaciach i smętne śpiewanie kolęd? No jeszcze na Śnieżynki się można pogapić, jak mają na sobie tylko zabrane Mikołajowi z szafy zapasowe kubraczki… Ale to raczej tylko panowie.

lemiel krawacik

15 grudnia 2007 | 23:17:51 | Kategorie: Ciuchy | 37 komentarzy | Permalink

Byłem dziś na ślubie kolegi. Aż w Raszynie. Ale na skórzanych siedzeniach w Hondzie Accord nie było to wcale daleko. Chwilę zastanawiałem się jak bardzo elegancko się ubrać. Uznałem, że czarne sztruksy, biała koszula w czarne paseczki będą w sam raz. Marynarka i eleganckie palto nie zaszkodzi. I krawat. Właśnie, krawat. Otworzyłem szafę i to co w niej zobaczyłem przestało mi się podobać. Ale nie było wyjścia. Jeden z nich musiałem wybrać. Postanowiłem po powrocie udać się na zakupy.

W drodze powrotnej było blisko do Wola Parku. Dużo sklepów z ciuchami, to i krawaty będą. Były, ale takie jedwabne za 199 w Vistuli, czy Wólczance to jednak trochę jednak nie dla mnie. Aż tak często to ja ich nie noszę albo nie w takich sytuacjach, żeby wymagały takich wydatków. Najtańsze poliestrowe, czyli z jedwabiu syntetycznego, za 60 w innych też uznałem za zbyt drogie.

Odbiłem sobie gdzie indziej. Nie powiem gdzie, bo nie ma po co tam iść — wybrałem te najładniejsze, to co Wam po „ochłapach”. Za ile też nie. Ale takiego dużego rachunku w tym sklepie jeszcze nie zapłaciłem. A teraz pięć sztuk leży tuż obok i czeka na związanie. I to właśnie jest celem wpisu. Wiązanie. Bo bardzo podoba mi się, że do dwóch z nich dołączone były instrukcje wiązania. Do jednego na dwa, a do drugiego na trzy sposoby. Na dwa już umiem — kiedyś tak po prostu stanąłem przed lustrem i zawiązywałem. Teraz pora na naukę trzeciego…

Acha, zdjęć nie będzie. Chyba…

Taki zmasowany napór... Ciężko, ale uwaga, mam dziwny gust…

krawaty

Związany wygląda całkiem całkiem. (Do tej koszuli nie powinno się używać krawata, ale że była pod ręką nowa do przymierzenia…)

Związany krawat

Kupiłem szary szlafrok

14 listopada 2007 | 20:20:20 | Kategorie: Ciuchy, Varia | 21 komentarzy | Permalink

Kupiłem dziś w końcu szlafrok, szary, z czegoś w rodzaju polaru. Ale nie do końca, bo takie grube i długi włoski, takie aksamitne w dotyku. Mrauuu!

Szary bo był trzy dychy tańszy niż te za 128… W sumie to nie wiem dlaczego? Ale dla mnie lepiej.

Teraz tylko oczekiwanie na pierwszy cały dzień spędzony w nim przed kompem…

Ale nie on najważniejszy, tylko „sklep”, w którym go kupiłem. Z bielizną. Głównie damską. No i właśnie, stały przy ladzie dwie i wybierały stringi koronkowe.
„Te nie, bo nie mam pasującego stanika, te nie bo nie mam nic pod kolor żeby je ubrać, a te wiesz nie, bo one to takie są…”
A Ty tam stoisz jak ten cioł i nie gapisz się ani na nie, ani na te biustonosze wiszące wszędzie wkoło albo na przymierzalnię powyklejaną zdjęciami Cichopek w bieliźnie…

Brrrr…

gatki

30 września 2007 | 22:16:45 | Kategorie: Ciuchy | 8 komentarzy | Permalink

Niedawno Sisi pisała o problemach z zakupem dobrego biustonosza. Napisałem w jednym komentarzu, że dla facetów kupno dobrych gatek też jest problemem. I dziś się wybrałem do Factory w Ursusie w poszukiwaniu takich, bo pamiętałem, że jest tam sklep Atlantica. I kupiłem jakieś. Przed chwilą przymierzyłem…

Takich fajnych, miłych w dotyku gatek, to jeszcze nie miałem… Żal mi było zdejmować, spałbym w nich, ale szkoda ich do łóżka…

Tyle, że w normalnym sklepie bym takich nie kupił, bo cena specjalna 14,90 i tak wydaje mi się być sporą…

ubraniowy dramat

22 września 2007 | 14:03:45 | Kategorie: Bicykl, Ciuchy, Miniblog, Życie | 4 komentarze | Permalink

Dramat. „Rowerowe” spodnie schną po praniu ze smaru, który pojawił się na nich po „prawie upadku”. Nie mam czego sobie ubrać… A dwie szafy pełne…

Ciuchy

12 sierpnia 2007 | 11:10:32 | Kategorie: Ciuchy, Tech, Życie | 17 komentarzy | Permalink

Chciałem się tylko lekko ubrać. A tu kłoda pod nogi… Wyjąłem z szafy, kupione przy okazji jednej jedynej wyprawy z koleżankami do sklepu z używanymi ciuchami, spodnie za kolana. Cierpliwie czekały wyprane. Uznałem, że nieco pomięte są, trzeba je wyprasować… Zabrałem się za prasowanie. Taki materiał, że w niskiej temperaturze trzeba prasować (zdarzyło mi się raz przypalić len, a wydawałoby się, że to niemożliwe!). Jakieś zagięcia były, spryskiwaczem z żelazka na nie. Prasuję. Zagięcia zniknęły, ale pojawiły się jakieś plamy. No to już wiem dlaczego ten ciuch był na wagę i jego 25 dag kosztowało 12 złotych zamiast 50… Może Vanish pomoże… A ja się będę piekł tymczasem…

lemiel@jabber.wp.pl

nie ma mnie

mail: lemiel na wp.pl