Ojcowska troska
13 listopada 2011 | 17:18:45 | Kategorie: Skrzaty, Życie | 15 komentarzy | Permalink
Jakiś czas temu przeczytałem książkę Lisy Gardner "W ukryciu". Duże wydarzenie, bo zapisałem się do miejskiej biblioteki. Pomysł na historię dobry, a ona dobrze opowiedziana i przyjemna do czytania. Niestety powód zaistnienia jednego z dwóch powiązanych wątków głównych całkiem beznadziejny i głupi. I tylko więzy rodzinne mogą tłumaczyć takie zachowanie bohatera. Który jednak po popełnieniu tej głupoty starał się nieźle przygotować do życia w sposób jaki wybrał, ćwiczył karate, zdobywał wiedzę z szeroko pojętej sztuki przetrwania i przekazywał ją córce. Między innymi. W jakiś tam sposób dbał o nią.
Z okazji pojawienia się Skrzatów przemykają mi przez głowę podobne myśli o dbaniu o nie. Ekonomia świata jest jaka jest. Idiocenie części otaczającego społeczeństwa robi swoje. Przyswajalność wiedzy przez dzieciaki w szkołach również i wpływ internetu na to. Są oczywiście wyjątki, ale według przysłowia potwierdzają regułę. Bo przecież mleka nie produkuje się w supermarketach. Może niekoniecznie powinno być to przygotowanie się na apokalipsę po wojnie jądrowej, ale coś zawsze.
A na chwilę obecną to na przykład zrywanie się w środku nocy i sprawdzanie z latarką w ręce Skrzatów śpiących dwa metry obok w łóżeczku, czy oddychają i czy mają ciepłą skórę albo nie mają gorączki. Po prostu takie małe wariactwo. Albo budyń w mózgu. Jak kto woli.
lemiel@jabber.wp.pl