lemiel@jabber.wp.pl

nie ma mnie

mail: lemiel na WP.pl

lemiel



zmiany w ślubach kościelnych

Zmiany. Jeśli wejdą, to będzie faktycznie rewolucja. No bo kto uzbiera kilka lat stażu narzeczeńskiego? Jak żona mówi, będzie mniej rozwodów, bo skoro jak dziewczyna będzie w ciąży i nie będzie mogła dostać ślubu kościelnego, to go nie weźmie wcale, bo przecież cywilny to nie ślub. Sąsiadka by się krzywo patrzyła albo jakiś urok by się przydarzył. W sumie lepiej dla tych młodych, że się nie będą męczyć. Jednak dzieci szkoda. Ale przecież spadną zarobki za szybkie śluby. Nie wiem czy nauki coś kosztują, ale i tak półroczne kursy będą ciekawe. Będą zaczynać się dwa razy w roku tylko? Tak się wykruszą kolejni. Może to faktycznie będzie sposób. Na drugie Opus Dei, tylko w innym stylu. Ci najwierniejsi i najsilniejsi. Legion. Taka inna kasta czy tam kółeczko wzajemnej adoracji.

Za to faktycznie przydatni będą konsultanci ślubni — „wedding planerzy”. No bo kto ogarnie taki skomplikowany projekt jak własny ślub. ;)

A to tylko kilka głupich wniosków.

dzień dobroci dla ludzkości się nie sprawdził « | | » belissa czyli jak odstraszyć od słuchania radia

Komentarze:

1. | żona | 28 stycznia 2011, 20:42:23 | Permalink

ślub Ci zaszkodził, kochanie

2. | Kasia | 28 stycznia 2011, 22:26:57 | Permalink

łooo... takie zmiany się szykują? ciekawe... a jak oni oboje będą koło 40-50, to też muszą kilka lat trwać w narzeczeństwie? gratuluje pomysłu:D

a jak już piszesz o wedding plannerach, to... masz na myśli "katolickich"? bo mi się od razu kojarzy ten licheński (konkurencyjny dla in vitro) ośrodek leczenia niepłodności z ofertą osobistych trenerów zapładniania i modlitwy w intencji zajścia.

3. | lemiel | 28 stycznia 2011, 22:58:02 | Permalink

Nie, takich Project Managerów bardziej. Ci licheńscy o których piszesz to mi się guru sekty leczącym "własnoręcznie" kojarzy.

4. | Jajcuś | 29 stycznia 2011, 09:26:14 | Permalink

Te kilka lat stażu, to oczywiście w celibacie? ;-)

5. | Zal | 29 stycznia 2011, 09:33:45 | Permalink

Khem... A źródłem tych rewelacji nie jest czasem Super Express Ilustrowany? Wątpię, aby KRzK tak mocno chciał ograniczyć liczbę owieczek w swoim stadzie :>

6. | marcin | 29 stycznia 2011, 09:42:20 | Permalink

kasiak ciekawa rzecz ze sie tak interesujesz tym tematem przeciez ciebie starej panny to nie dotyczy wogole

7. | Ika | 29 stycznia 2011, 10:12:22 | Permalink

Trochę ciężko uwierzyć patrząc na polskie realia, że coś takiego się uda. Zamysł że tak powiem chwalebny. To plus podatek na kościół niewiątpliwie przesiałoby rzesze "wierzących", pewnie okazałoby się, że nagle w Polsce z dziewięćdziesięciu paru procent katolików zostało w porywach 30% ;-) Niestety pewnie i tak skończy się to w ten sposób, że jeśli jeden ksiądz nie udzieli ślubu, to zrobi to inny, w końcu to tylko kwestia ceny.

Może część ludzi przerzuciłaby się na śluby humanistyczne (ci co mają awersję do "suchości" ślubów cywilnych), zrobili fetę wg własnego projektu i olali podpisywanie "umowy".

Co do dzieci... To dzieci niekochanych szkoda niezależnie od tego czy rodzice są małżeństwem czy nie. Śmiem twierdzić, że w niektórych przypadkach będzie im lepiej jak rodzice nie będą związywani na siłę przez "bo tak trzeba".

8. | lemiel | 29 stycznia 2011, 10:20:10 | Permalink

Słyszałem o tym rano w radiu a wieczorem wprost rzuciło mi się w oczy to: http://media.wp.pl/kat,1022943,wid,13079757,wiadomosc.html
Faktycznie cytują Super Express - ale może tego biskupa Antoni Długosz też?

9. | weronika | 29 stycznia 2011, 10:25:53 | Permalink

kilka lat? ile to kilka? czy to będzie zależało od 'co łaska, tyle za rok++'? :D

10. | Wildente | 29 stycznia 2011, 11:29:12 | Permalink

Te kilka lat stażu, to oczywiście w celibacie? ;-)

Opieranie związku na seksie jest bardzo niebezpieczne dla tego związku.

11. | Ika | 29 stycznia 2011, 11:35:38 | Permalink

Wildente:
Uprawianie seksu wcale nie oznacza opierania na nim związku, jest po prostu naturalną potrzebą dwojga (bądźmy na razie tradycyjni ;-)) kochających się ludzi.

12. | Wildente | 29 stycznia 2011, 11:43:07 | Permalink

I dlatego po zawarciu małżeństwa będą sobie seksili do woli. Nie wiadomo jednak, jak ułoży się życie, jak długo seks będzie faktycznie w związku. Jeśli ktoś nie potrafi wytrzymać narzeczeństwa bez seksu, to czy później wytrzyma całe życie bez niego, gdy już okres seksu w małżeństwie się zakończy? Małżeństwo jest związkiem na całe życie, związkiem miłości. A fascynacja seksem to relatywnie króki okres na starcie dorosłego życia.

Poza tym, seks niesie konkretne skutki, nieodwracalne. Gdy trwa jeszcze okres narzeczeństwa, te skutki mogą być szkodliwe.

Seks poza związkiem małżeńskim jest negatywny, nawet jeśli całkowicie odrzucimy aspekty religijne. Wiem, że nie jest łatwo wytrzymać, jeżeli się jest nastolatkiem z burzą hormonów, ale właśnie to wytrzymanie jest bardzo cenne dla rozwoju psychiki i dla kształtowania przyszłego życia.

13. | Ika | 29 stycznia 2011, 11:48:23 | Permalink

"Całe życie bez niego, gdy już okres seksu w małżeństwie się zakończy" a kiedy się takowy zakańcza jeśli potem pozostaje "całe życie"? :->

Jakie nieodwracalne skutki i do tego szkodliwe? Szczególnie przy założeniu, że mamy parę która deklaruje wspólne życie razem i nie skacze w bok.

Co do psychiki... to sorka, ale przymusowa abstynencja polegająca przez parę lat na wmawianiu sobie, że rezygnuje się z seksu w imię jakiś wyższych bliżej nie określonych celów, jest dużo bardziej szkodliwa :->

14. | Wildente | 29 stycznia 2011, 11:51:46 | Permalink

"Całe życie bez niego, gdy już okres seksu w małżeństwie się zakończy" a kiedy się takowy zakańcza jeśli potem pozostaje "całe życie"? :->

Ano, jeżeli się zakończy definitywnie, to tak.

Jakie nieodwracalne skutki i do tego szkodliwe? Szczególnie przy założeniu, że mamy parę która deklaruje wspólne życie razem i nie skacze w bok.

Para, która to deklaruje staje się małżeństwem. Sęk w tym, że narzeczeństwo to okres, gdy mają podjąć tę decyzję i gdy właśnie zrezygnowanie z tego wspólnego życia razem ma nie rodzić skutków negatywnych.

Co do psychiki... to sorka, ale przymusowa abstynencja polegająca przez parę lat na wmawianiu sobie, że rezygnuje się z seksu w imię jakiś wyższych bliżej nie określonych celów, jest dużo bardziej szkodliwa :->

Owszem, bliżej nieokreślonych tak. Jeśli jednak wiemy, że w ten sposób osiągamy realne i sprecyzowane cele, to już się robi jakby inaczej.

15. | Krupier | 29 stycznia 2011, 14:36:22 | Permalink

"Jeśli ktoś nie potrafi wytrzymać narzeczeństwa bez seksu, to czy później wytrzyma całe życie bez niego, gdy już okres seksu w małżeństwie się zakończy?"

Ah jak ja kocham ten argument. Wszyscy, którzy współżyją bez ślubu to seksoholicy, którzy później w razie W nie wytrzymają i będą zdradzać na prawo i lewo. ;D

"Małżeństwo jest związkiem na całe życie, związkiem miłości."

Związek bez małżeństwa również.

"A fascynacja seksem to relatywnie króki okres na starcie dorosłego życia. "

Seks powinien fascynować całe życie, ale to tylko moje skromne podejście do tematu. :>

"Seks poza związkiem małżeńskim jest negatywny, nawet jeśli całkowicie odrzucimy aspekty religijne."

Ok, spoko, masz prawo twierdzić, że coś, co wynika z natury ludzkiej jest dla człowieka szkodliwe. :D

Każdy ma prawo decydować o swoim życiu jak chce. Chce się kochać - proszę bardzo, jego sprawa. Religia mu nie pozwala - okej, jego poglądy. Tylko, że później powstają problemy pokroju:

http://forum.wiara.pl/viewtopic.php?f=26&t=26498
http://forum.wiara.pl/viewtopic.php?f=26&t=26038

16. | Kasia | 29 stycznia 2011, 17:29:54 | Permalink

"marcinie", ciekawe, że ciebie tak moje staropanieństwo interesuje... wszak nie chcesz chyba wpływać na zmianę tego stanu rzeczy in my life? w każdym razie dziękuję - "anonimowych" ofert nie zbieram:D

17. | Kasia | 29 stycznia 2011, 17:33:19 | Permalink

ps. "w ogóle" piszemy rozdzielnie. i czasem używamy przecinków.

18. | Piotr Szymczak | 29 stycznia 2011, 19:11:38 | Permalink

Ja jakoś nie wierzę w to że księża zrezygnują z "co łaska", bo ewidentnie takie pomysły prowadziłyby do zmniejszenia ilości ślubów. Kto dziś ma czas na jakieś nauki, pół biedy jeżeli sa one jakoś wartościowe, bo okazuje się że mogą być, ale to zależy od prowadzących, a zazwyczaj jest to przykra konieczność do odfajkowania.
Jeżeli pomysł miałby ograniczyć śluby osób niedojrzałych do tego, to mógłbym mu przyklasnąć, ale z drugiej strony to jest swego rodzaju zamach na wolność decyzji i ograniczanie prawa do błędu. Choć może nie do końca, wszak będąc w KK akceptujemy reguły.

Obawiam się jednak, że taki pomysł i tak nie pomoże tym, którym ewentualnie taka pomoc przy decyzji o ślubie mogłaby wiee rozjaśnić, a tylko utrudni życie tym którzy są przekonani o słuszności swej decyzji.

Co do tematu seksu przed ślubem, o ile ktoś nie podchodzi do tego w kategoriach wiary, to moim zdaniem seks przed nie jest niczym złym, a tym bardziej szkodliwym. Popęd, żądze są po to by je zaspokajać o ile nie szkodzą innemu człowiekowi, seks niewątpliwie jest miły, niektórzy twierdzą, że przed ślubem smakuje lepiej niż po :) Chętnie bym poznał opinie tych którzy twierdzą że przed moze zaszkodzić, jakies przykłady lub choć trk myslowy w jaki sposób może to zaszkodzić.

19. | weronika | 30 stycznia 2011, 20:02:05 | Permalink

Wildente: po zawarciu małżeństwa będą się mogli seksić do woli, oczywiście jeśli tylko chcą mieć liczbę dzieci liczonych w ilościach niewyobrażalnych w warunkach polskich - jeśli chcą żyć zgodnie z nauką KK, a nie rozmnażać się przy okazji nadmiernie, to tego sekszenia będzie jakoś tak niewiele

20. | Dandys | 30 stycznia 2011, 20:10:27 | Permalink

weronika: Doucz się, bo klepiesz stereotypy (http://pl.wikipedia.org/wiki/Naturalneplanowanierodziny).

21. | Jajcuś | 30 stycznia 2011, 20:15:24 | Permalink

@Dandys: podejrzewam, że każde z nas zna więcej dzieci z „naturalnego planowania rodziny” niż chociażby z pękniętej gumki.
Te metody naturalne działają pięknie podczas regularnego okresu bez żadnych „zakłóceń”. Ale już zawodzą chociażby po porodzie – wtedy okresu nie ma, a w ciąże można zajść zanim pierwszy się pojawi. Takich szczególnych wypadków jest więcej i nie wszystkie przewidywalne. Pozostaje seksić się dla prokreacji, albo w „bardzo pewne” dni.
Nie ma to jak „piękne, jednoczące przeżycie” z zegarkiem w ręku i z termometrem w pochwie ;-)

22. | Dandys | 30 stycznia 2011, 20:17:08 | Permalink

Jajcuś: Ale stosowałeś, czy się wynurzasz? Jeśli tak, to którą metodę? Z ciekawości pytam.

23. | Jajcuś | 30 stycznia 2011, 20:28:10 | Permalink

Stosowaliśmy przez jakiś czas (gdy byliśmy pogodzeni możliwością dorobienia się dziecka) metodę objawowo-termiczną (tą, której uczono nas na naukach przedmałżeńskich), jeśli Ciebie to interesuje. Najpierw „prewencyjnie”, potem żeby dziecka się dorobić. Wiem co i jak. Np. to, że największą ochotę na seks kobieta ma dokładnie wtedy, gdy jest najbardziej płodna (sprawdzone empirycznie podczas dokładnych obserwacji). Oczywiście, kiedy ma ochotę, to wtedy nie wolno – tak się okazuje miłość po katolicku ;)
Poza własnymi doświadczeniami (które nie mówią nic o skuteczności, bo nigdy nie stosowaliśmy tego jako poważną metodę antykoncepcyjną), znam jeszcze parę wierzących rodzin, które z przekonaniem stosowały naturalne metody (o szczegóły nie wypytywałem) i które dorobiły się niespodziewanego dziecka.
Poza tym, coś takiego jak skuteczność jakiejkolwiek metody to jest coś co można po prostu zbadać i policzyć, tu masz porównanie:
http://en.wikipedia.org/wiki/Comparisonofbirthcontrolmethods
Metody 'behavioral' dość daleko są w tej tabelce. Szczególnie interesująca jest rozbieżność między 'perfect use' a 'typical use' – pokazuje jaka to praktyczna metoda.

24. | Piotr Szymczak | 30 stycznia 2011, 20:38:06 | Permalink

tak sobie zwizualizowałem ten termometr (teraz już nie sprzedają tych z rtęcią?) w trakcie i to by było cholernie niewygodne. :)
Wiele pewnie zależy od szczęścia, znam pary które całe swe pożycie opierały na fuksie, bez gumki, bez tabletek, bez innych metod, czasem przerywając jak było bliżej owulacji. Ale ogólnie cały czas na żywca i tak przez kilka lat. Niby cały czas w strachu, ale udawało się, aż tu slub wyznaczony, goście poproszeni i zwieracze puszczają i "cyk" i to co się udawało przez tyle lat z zachowaniem tych samych środków ostrożności zawodzi w dość nieoczekiwanej chwili. Może to efekt tego, że już można bo ślub bo wesele, może to ekscytacja z powodu ślubu, a efekt taki że połowa rodziny dopatruje się potem że ślub był wymuszony :)

Inny przykład - jak ktoś ma pecha to mu i gumka i tabletki nie pomogą, oczywiście nie sprowadzałbym wszystkiego do pecha/szczęścia ale chyba taki czynnik też ma jakąś rolę, bo inaczej cięzko by było wytłumaczyć niektóre przypadki ...

25. | weronika | 30 stycznia 2011, 21:08:09 | Permalink

Dandys, dziecko drogie, sam się doucz i nie szafuj pustymi hasełkami. NPR jest jakże skuteczny, tylko opiera się na nieco innej zasadzie niż jakakolwiek inna antykoncepcja. W normalnej antykoncepcji uprawiasz seks kiedy i ile chcesz, bo masz metody, które nie doprowadzą do zapłodnienia. W NPR masz metody, które nie doprowadzą do seksu, jeśli nie chcesz doprowadzić do zapłodnienia. Całkiem inna filozofia, wcale nie taka 'prościzna', przy rozchwianiach hormonalnych i restrykcyjnym podejściu (żadnych zastępczych form seksu, żadnych gumek w potencjalnie płodnych okresie, brak dopuszczalnego jakiegokolwiek ryzyka) stosowanie NPR oznacza możliwość uprawia seksu jedynie w drugiej fazie cyklu (jak już się upewnisz, że kobieta jest w drugiej fazie). Wiesz, ile wynosi druga faza cyklu? Prawidłowa to 10 - 18 dni (najczęściej 12-14, ale czasem po prostu bywa po 9). Fajnie, co nie? I to nie 10 dni w miesiącu, tylko 10 dni pod rząd. Have fun!

26. | weronika | 30 stycznia 2011, 21:13:49 | Permalink

Ach, popełniłam błąd: napisałam 10 dni na miesiąc, a powinno być: na cykl. Dandys, wiesz, ile wynosi cykl? Wiesz, ile to jest 10 dni seksu na dużo czasu (dowolne rozchwiania emocjonalne, stresy, dieta, podróże, przeróżne choroby potrafią cykl przedłużyć np. do 50, 80, 100 dni, o wstępie do menopauzy czy kilku miesiącach po porodzie nie wspominając)? Podpowiem: bardzo mało :] Tyle w temacie stereotypu, że po ślubie to nic, tylko seks i seks (oczywiście w małżeństwie na wskroś katolickim).

27. | lemiel | 30 stycznia 2011, 21:40:05 | Permalink

O, komentarze mnie natchnęły, przypomniało mi się coś jeszcze w temacie do opisania, ale to już nie dziś.

28. | weronika | 30 stycznia 2011, 21:40:41 | Permalink

Jejku jej, znowu błąd - jak mogłam! od 10 (czy też 12 lub 14) dni II fazy należy jeszcze odjąć trzy, wszak obecność drugiej fazy stwierdza się trzeba dniami określonych objawów. Jeśli więc policzyć dokładniej, zostaje jakieś 6 (min. faza druga) do 15 (ekstremum, 18 dni fazy drugiej oznacza w praktyce ciążę) dni na cykl, kiedy bezpiecznie można uprawiać seks. Jaj :>

29. | echo90 | 31 stycznia 2011, 14:17:21 | Permalink

Nauki są do przejścia, nie na takie wykłady się chodziło. ;)Nie płaci się za nie, za tamte wykłady jednak tak. Inna sprawa, ślub kościelny czy cywilny to kwestia wyboru, więc nie wiem o co chodzi? Czy wszystkie wybory życiowe każdego człowieka wzbudzają takie emocje? Mnie zdecydowanie bardziej bulwersują wojny, mordy i kryzys. :) Kochajcie się. ;)Wystarczy.

30. | lemiel | 31 stycznia 2011, 15:36:50 | Permalink

Kochamy się.

A chodzi o obłudę. Skończy się. Mam nadzieję.

31. | anetka | 31 stycznia 2011, 20:50:11 | Permalink

czytam czytam i oczom nie wierzę, zapytałabym tego i owego co tu tak krzyczą na wszystkich i się wymądrzają, czy już sami stosowali metody naturalne, ile lat są po ślubie, czy aby nie dyskutuje się tu z nastolatkami, którzy myślą że wszystkie rozumy pozjadali ;)

no ale przecież nie wypada od "gówniarzy" wyzywać c'nie? ;P

Echo napisała "Kochajcie się"
Lemiel odpisał o obłudzie

A ja dodam: ludzie mniej hipokryzji ;D

32. | weronika | 31 stycznia 2011, 20:50:54 | Permalink

hipokryzja przy kochaniu się może przeszkadzać :D

33. | echo90 | 31 stycznia 2011, 22:33:00 | Permalink

Nie wiem, ale ja swoje "kochajmy się" napisałam bez grama obłudy. :( Wciąż podkreślam, każdy ma wybór. Nie śmiem rozpatrywać człowieka w ramach ludzkiego stada. I nie mnie krytykować cudze wybory, do których zaliczam i formę zaślubin i planowanie rodziny.;)

34. | anetka | 31 stycznia 2011, 22:34:58 | Permalink

Echo mój apel nie był skierowany do Ciebie broń boże ;)

35. | echo90 | 31 stycznia 2011, 22:36:02 | Permalink

Tak jakoś wolałam się upewnić. ;)

36. | anetka | 31 stycznia 2011, 22:37:35 | Permalink

nie musiałaś ;) bardziej mi chodziło o tych wszystkich śmiertelnie oburzonych powyżej, którzy wiedzą wszystko lepiej i każdego pragną nawrócić ;)

37. | lemiel | 31 stycznia 2011, 22:41:58 | Permalink

Ale tego się nie zmieni i szkoda czasu na dyskusję.

Wiara i wyrzeczenia bywają potrzebne. Ale jak się nie łączą z głupotą, barbarzyństwem i temu podobnymi to niech będą.

A ja się chociaż czegoś nauczyłem. Np. że przy bodajże 90-dniowym cyklu tylko jeden dzień według NPR jest bezpieczny. Że to aż tak źle wygląda, to nie myślałem.

38. | weronika | 01 lutego 2011, 08:35:31 | Permalink

Aż tak źle może nie być, ale przy długich cyklach i absolutnie żadnej możliwości bycia w ciąży, to tych dni bezpiecznych jest śmiesznie mało (np. po kilka sztuk, pod koniec cyklu), jak dojdą zaburzenia przedmenopauzalne to nie są jakimś nie wiadomo jakim kuriozum ilości dni bezpiecznych w roku w zastraszającej ilości kilkunastu :>

39. | viola | 06 sierpnia 2011, 19:05:02 | Permalink

Długi okres arzeczeństwa powinien być dla młodych do 25 roku życia i dla słabych w wierze, tzw. wierzących katolików, ale nie praktykujących.

40. | viola | 06 sierpnia 2011, 19:11:09 | Permalink

Jeśli ktoś uważa się za katolika a chce współżyć przed ślubem tym bardziej powinien długo czekać na ślub. Sex przed ślubem jest grzechem cudzołóstwa.Potem mamy takich co mówią,ze są z kościoła katolickiego, a są już po rozwodach cywilnych. Jakby nie mieli świadomości,że po rozwodzie są nadal małżonkami i żonami, bo sakramentalny związek małżenski jest nierozerwalny. No chyba,że ktoś dostanie unieważnienie ślubu,ale muszą wykazać przyczynę,ze w momencie zawierania małżeństwa małżeństwo było już nieważe.

41. | lemiel | 07 sierpnia 2011, 19:52:29 | Permalink

Słaby związek widzę.
Przecież spowiedź zmazuje praktycznie każdy grzech.
Z resztą nie chce mi się dyskutować.

Dodaj komentarz:

Możesz używać Markdown bez obrazków.

 

 

 

 code