Jak to zwykle przy drodze do i z pracy przepuściłem kilka osób na pasach. W drodze na zakupy zatrzymałem się przy samochodzie stojącym po prostu na drodze na awaryjnych i spytałem czy może pomóc? „A ma Pan linkę?” Mam. Zaciągnąłem biedaka na pobliską stację Shell, ale to niestety zatankowanie nie pomogło. Potem już w sklepie zauważyłem, że pan, który przede mną wypłacał stosik banknotów, tak więcej niż połowę salda konta, które mu się wyświetliło, zostawił banknot stuzłotowy we wnęce, do której bankomat wrzuca banknoty. Pobiegłem za nim i oddałem.
Ale niestety później ktoś pod prysznicami na basenie wziął sobie mój ręcznik i zostawił swój. Wielkością zbliżone, jakością też, kolorystycznie już niekoniecznie. Zastanawiam się jednak, czy ten ktoś nie był daltonistą, bo to by wiele tłumaczyło. Oprócz oczywiście stuprocentowego, do wyboru: roztargnienia, olewactwa lub chamstwa.
Zastanawiam się też, czy na drugi raz nie olewać takich „czyno-społeczno-gennych” zdarzeń. (Nie umiem wyrazić tego normalnymi słowami.) Bo pewnie wtedy wyjdę na tym jeszcze gorzej.