osiągnięcia w listach motywacyjnych
Dziś rozmawiałem z kolegą o zmianach, które mają nadejść. I tak mimochodem przypomniał mi się poradnik pisania CV i listów motywacyjnych z przykładami. W jednym z tych przykładów było zdanie w rodzaju: „Z sukcesem przeprowadziłem dla obecnego pracodawcy projekt wdrożenia systemu obsługi obierania kartofli, który pozwolił na redukcję kosztów o 50%.” I zacząłem się zastanawiać czy ludzie piszący takie rzeczy w listach motywacyjnych piszą, że takie wielkie i cudowne rzeczy zrobili w rzeczywistości. A przede wszystkim jaki był faktycznie ten sukces końcowy i stopień wdrożenia tego. Czy produkt tylko zainstalowany i uruchomiony, czy też dostrojony do granic wytrzymałości? Bo jak często projekty kończą się doprowadzeniem do stanu wycyzelowania bliskiemu stu procentom? I dlaczego Ci ludzie szukają nowej pracy? Brak wyzwań w obecnej, bo projekt się skończył i kontrakt na niego, czy ten opisany projekt był w rzeczywistości niewypałem pomimo dużego, ale jednak pozornego sukcesu i trzeba się ewakuować?
I coś co mnie dręczy — jak dużo projektów kończy się na 70% procentach zaawansowania, bo już wszystko działa, a usprawniać, niekoniecznie ustawicznie jak w ITILu, już się nie chce albo nie ma komu?
Bo tak patrzę po sobie, bo niby zmiany będą niewielkie, ale mogą w końcu wywołać coś w rodzaju El Nino i będę musiał poszukać nowej pracy, to czym takim ja bym się mógł pochwalić? Wychodzi na to, że mam kilka takich rzeczy, część z nich całkiem spora i do pozazdroszczenia. Nawet dyrektor nas mile łechtał słowami mówiąc o jednej z nich, że czymś takim to się będziemy mogli bardzo pochwalić na rynku. Chociaż jak na to patrzę, to mi się wydaje, że są to drobiazgi, pomimo niematerialnego zysku z nich w postaci chociażby spokojniejszych nerwów, czy olbrzymiej elastyczności, pomijając nawet ich koszt z wieloma zerami. Ale w sumie, teraz toczy się u nas pewien projekt, nawet duży, ja zaangażowany w niego obecnie niewiele, chociaż na samym początku sporo, a jeden z przedstawicieli Wykonawcy (z dużej litery jak to w umowach) bardzo nasz szeroki zespół pochwalił mówiąc, że nasi informatycy w porównaniu do takich z np. jednego portalu czy innej telewizji, to są dobrzy i szybko działający, i chcący pomóc, zrobić coś, rozwiązać problemy, i im to wychodzi. I że On jest w szoku. Pozytywnym.
I zastanawiam się czy i w jaki sposób zmienić lub uzupełnić taki np. ogólnikowy obecnie opis w profilu na GL. Bo ja naprawdę wieloma bardzo różnymi rzeczami z sukcesami się zajmuję… Chociaż ten profil to akurat małe znaczenie ma.
Jednak wiem, że słaby PijaR sobie robię nie afiszując się tym wszystkim wszem i wobec.
lemiel@jabber.wp.pl
Komentarze:
Akurat duża część moich znajomych szuka pracy po skończeniu studiów i sporo osób z jakiegoś powodu daje mi do obejrzenia CV/ listy.
To co oni tam wypisują, to jest jakiś kosmos:
- "znajomość systemu Linux" (o, to Ty korzystasz z Linuksa? "no włączyłem sobie Ubuntu z LiveCD wczoraj i przejrzałem jaką to ma strukturę katalogów i że ma takie fajne pulpity do przesuwania")
- "bardzo dobra znajomość C++" (o, to Ty znasz C++? Zawsze w C# robiłeś projekty? "nie, no miałem piątkę z programowania obiektowego i jeden projekt robiłem w C++")
- "swobodne posługiwanie się angielskim w środowisku międzynarodowym" (o, to Ty przebywasz w jakimś środowisku międzynarodowym? "no skąd, ale pewnie bym się dogadał, bo chodziłem na dodatkowy angielski w podstawówce")
- "stworzenie portalu internetowego w zakresie baza danych, kod, grafika" (jakiego kurwa portalu?! "no bloga firmowego dla znajomego na Joomli"
- "prowadzenie negocjacji biznesowych w firmie telekomunikacyjnej" (tu nawet nie pytałem, bo to znajomy, który sprzedawał telefony w Plusie dla firm w callcenter)
Generalnie znajomość [tu język programowania] po kilku projektach uczelnianych to standard. To samo z bazami danych, które każdy ma po jednym semestrze i jednym projekcie.
- "doświadczenie teoretyczne" w czymśtam ("doświadczenie teoretyczne" to przygotowanie jednej seminarki)
No i oczywiście każdy musi kandydować na stanowiska mocno specjalistyczne, no bo jak to zacząć od klepania kodu albo dokumentacji?
Także podsumowując, PR musi być:(
A to stąd się biorą opowieści o wymaganiach i umiejętnościach wychodzących na rozmowach kwalifikacyjnych w firmach programistycznych...
Wyolbrzymiacie.
Swoją drogą może Marcin nie wyolbrzymia - może po prostu przyciąga tylko takich ludzi:D
Do pełni szczęścia brakuje mi tylko "... a pracuje w firmie, gdzie programiści są po studiach humanistycznych bo Ci z informatyki to nic nie umieją" :D
Nie wyolbrzymiamy. To realia.
U mnie nie ma programistów. A ludzie po informatyce w zakresie swoich wspólnych zadań niestety wcale nie są lepsi od pozostałych...
Ale to nie jest kwestia formalnego wykształcenia, bo jest ono z jednej strony ogólne, a z drugiej bardzo wąsko specjalizowane i często nie przystaje do potrzeb realnych i zderzenia z potrzebami użytkowników.
A potem są takie kwiatki: "Byłem kiedyś w Sztokcholmie na piwie z developerem MySQL. Na pytanie "What's up with MySQL?" odpowiedział "Seriously don't use it." "
Oraz kwestia charakteru danej osoby lub osób.
Oczywiście jest pewne ale, jak wszędzie.
podasz nazwę firmy? Ciekawią mnie takie ewenementy i z chęcią zrobię jakiś reaserch;>?
A chcesz, żeby wpis wylądował na poziomie 3?
Nie rozumiem? Istnieje jakiś powód dla którego nie możesz podać nazwy?
Bo nie jest to blog firmowy z namaszczeniem pijaru. Koniec.
Tylko moje prywatne majaczenia.
Oraz oczywiście niekoniecznie opisana sytuacja musi dotyczyć mojego aktualnego pracodawcy, a nie jest on pierwszym i być może nie ostatnim...
Niestety nie ma tu za grosz wyolbrzymiania. Mam to samo przy każdej rekrutacji. Prosimy najpierw ludzików żeby się sami ocenili w skali od 1 do 10 jeśli chodzi o daną technologię, gdzie 1 to poziom gdzie wie że jest taka technologia, a 10 to kiedy może być jednym ze współautorów. Rzadko.oceniają się na mniej niż 6 do.7. Oczywiście wiedza jest na poziomie może 4, często mniej. Na jakieś 20 do 30 osób czasem uda się ze 2 wybrać na okres próbny. Z tego przynajmniej jedna ucieknie, jak zaczynamy na bieżąco patrzeć jak pracuje, co.robi, i czy my odważymy się.to puścić na produkcję. Zazwyczaj muszą poprawiać, i jakiś czas później stwierdzają że nie spodziewali się że ktoś ich tak z ich wiedzy i tego co i jak robią, będzie rozliczac.
Ogólnie dno i bąbelki.
@matekm: wcale nie wyolbrzymiam. To są cytaty z cefałek znajomych i późniejszych rozmów. Tekst z dzisiaj: "na test na poniedziałek nauczę się C++ z Boostem i Linuksa. Zacznę od 'Symfonii'".
@MySZ: nie to, żebym wybierał się do pracy jako programista, ale tak z ciekawości zapytam, jak patrzysz na dwie ankiety, w których jedna jest wypełniona na (w twojej skali) 1 w prawie wszystkich technologiach, 4 w dwóch albo trzech i 5-6 w jednej, a druga ze wszystkim na 6-8? Weźmiesz na rozmowę tego, który napisał prawdę?
Aha, co do "przyciągania tylko takich ludzi", to po prostu większość moich znajomych ze studiów jest w wieku, w którym kończy się studia i szuka pracy, a że studiowałem Elektronikę, to duża część z nich nie miała możliwości pracy w czasie studiów ("wymagane wykształcenie wyższe techniczne" w 90% ogłoszeń o pracę).
@kosa: na rozmowę mogę wziąć obydwu, acz ten pierwszy ma plusy już na starcie. Praktycznie nikt kogo przyjmujemy nie zna perla (a w tym piszemy) ani pozostałych naszych rozwiązań, więc i tak trzeba zrobić pełny, 3 miesięczny cykl szkoleń. Natomiast informacja, że dany człowiek wie czego nie wie (to naprawdę jest rzadkość) jest dla mnie bardzo dużo mówiąca.
@kosa: na rozmowę mogę wziąć obydwu, acz ten pierwszy ma plusy już na starcie. Praktycznie nikt kogo przyjmujemy nie zna perla (a w tym piszemy) ani pozostałych naszych rozwiązań, więc i tak trzeba zrobić pełny, 3 miesięczny cykl szkoleń. Natomiast informacja, że dany człowiek wie czego nie wie (to naprawdę jest rzadkość) jest dla mnie bardzo dużo mówiąca.
Dodaj komentarz:
Możesz używać Markdown bez obrazków.