Kromka chleba ze śmietaną i cukrem jest pyszna. Proste, zdrowe i pożywne jedzenie. Na dodatek jakie ekologiczne, czysta odmiana od fastfoodów. Ale jak to zrobić? Tak z niczego trochę trudne. A na dodatek, żeby było zdrowe, to trzeba się trochę napracować.
Zacznijmy od śmietany. Dobra, czyli swojska. Z własnego mleka. A własne mleko to oczywiście własna krowa. Ale nie będziemy kupować pierwszej lepszej krowy. Wyhodujemy własną.
Ale żeby móc ją hodować, to przydałoby się jakieś gospodarstwo. Kupujemy takie małe. Dom, budynki gospodarcze i około 3 ha ziemi. I już mamy miejsce na krówkę, bo i stajnia jest i pastwisko - przeznaczymy na nie jeden z trzech hektarów.
Kupujemy jałówkę. Czekamy aż podrośnie na tyle, żeby zaprowadzić ją do byka albo byka przyprowadzić do niej. Udało się, będzie cielątko. Czyli z cielęciem będzie już też mleko. Doimy krowę. Potrzebne będzie czyste wiadro na mleko, wiadro z czystą ciepłą wodą, ręcznik i stołeczek. Przystawiamy stołeczek do krowy, siadamy na nim, czystą wodą myjemy wymiona. I jak już umyliśmy i wytarliśmy, to podstawiamy wiadro i rytmicznymi ruchami wyciskamy mleko. A jak jest mleko, to i śmietana, którą z niego zbierzemy. A ze śmietanki można ewentualnie ubić masło jak będziemy jej mieć za dużo ;)
Ale potrzebny nam jeszcze chleb. Na drugim hektarze siejemy pszenicę. Uprzednio go nawożąc, najlepiej oczywiście naturalnie - w końcu mamy krowę - azotem, fosforem i potasem. Potrzeba ze 250 kilogramów ziarniaków. Zbierzemy 25-30 kwintali (2500-3000 kilogramów). Wystarczy na duużo chleba. Zmielimy ziarniaki i będzie mąka. Drożdże na zaczyn można kupić w sklepie.
Ale skoro chleb ma by jak najbardziej naturalny, to nie można używać tych dziwnych wynalazków automatycznie wyrabiających ciasto i pieczących chleb. Do wyrobienia ciasta trzeba użyć dzieży. Do pieczenia chleba należy wymurować piec chlebowy! A w piecu palić tylko drzewem bukowym z własnoręcznie zbieranych w lesie (po uzyskaniu wcześniej zgody leśniczego) suchych gałęzi.
No tak, a cukier? Nie może przecież być z melasy z buraka cukrowego. Musi być z trzciny cukrowej. Na jej uprawę przeznaczymy trzeci hektar - nie muszę dodawać, że powinien on być w tropikach. Na posypanie kromki chleba ze śmietaną wystarczy. Siejemy, po 11-24 miesiącach zbieramy. Przepuszczamy łodygi i liście przez prasy. Uzyskany sok podgrzewamy i poddajemy defekacji wapnem. Odparowujemy wodę, afinujemy i saturujemy mlekiem wapiennym i ditlenkiem węgla (a co!) lub kwasem fosforowym. Odbarwiamy za pomocą węgla aktywnego i możemy już krystalizować przez odparowanie wody i suszenie. I już mamy kryształki na chlebek.
Czyli bierzemy kromkę świeżo upieczonego chleba, dając mu tylko ostygnąć, polewamy śmietanką zebraną z odstanego mleka z poprzedniego udoju. Sypiemy wysuszonymi kryształkami cukru.
Ilość porcji: dwie.
Ilość kalorii: a kto by się przejmował.
Czas przygotowywania: pomijalny, bo co to są w końcu dwa lata na uprawę trzciny albo wyhodowanie krowy.
Smak: niezapomniany.
Ale żeby ten smak był jeszcze lepszy to skrapiamy wszystko bulionetką Knorra. Wołową, w końcu mleko od krowy jest.
Nie pomyślałem żeby dopisać, że ten wpis jest pozytywnie dedykowany przez ostatnie zdanie niejakiej Maire…