Bicykl(7) , Ciuchy(10) , Humor(75) , Jedzenie(36) , komentarze(3) , Kultura(63) , Miniblog(144) , Mozilla(5) , Nauka(18) , Polityka(16) , Praca(12) , Radio(9) , SeaMonkey(2) , Skrzaty(3) , Tech(151) Tylko mebel(32) , Varia(291) , Zabawki(2) , ziewnik(45) , Zwierzaczki(7) , Życie(330) , London story(4)



odpisałem na kilka maili

29 stycznia 2010 | 11:38:34 | Kategorie: Praca, Życie | 2 komentarze | Permalink

Kurcze, na pewnym poziomie pracy to faktycznie może być tak, że tylko na maile się odpisuje cały dzień. Korzystając z wiedzy zdobytej przed okresem, w którym te maile w takiej ilości trzeba pisać. Chociaż czasem trzeba zajrzeć do czegoś, np. swoistego „crona”. I jak tylko można gdzieś wpisać np. „delete noprompt obsolete”, to człowiek się cieszy i ucieka od tych maili.

A ja głupi parę lat temu zastanawiałem się, co właściwie robi człowiek przy biurku obok, który całe dnie spędzał na telekonferencjach…

Tenis - to da się oglądać

20 stycznia 2010 | 15:49:37 | Kategorie: Varia | 8 komentarzy | Permalink

Jakieś 9 lat temu, kolega, tenisista, opowiadał o tym, jak fascynującym sportem jest tenis. I że oglądanie go w telewizji też jest fascynujące. Próbowałem wtedy oglądać, kilka razy. Niestety, było nudno. Z usypiającym komentarzem sprawozdawcy. I takie skojarzenie, z nudnym sportem dla angielskich dżentelmenów pozostało.

A dziś, na ekranie w saloniku zamiast tvn24 i jakiegoś nudnego politycznego przesłuchania, jak wczoraj Kamińskiego, pojawił się Eurosport HD i dwie dziewczyny grające ostro w tenisa, bez porównania do leniwych Wyspiarzy. I to nie ze względu na krótkie spódniczki oraz wystające majtki. Oraz emocjonująca się publiczność.

Może powodem takiego odbioru był brak komentatora albo mocno wyciszony dźwięk, bo już nie pamiętam. Ale nie było tak źle. Nawet mecz szczypiornistów wczoraj mnie tak nie zainteresował - uznałem, że włączę TV Time w ostatniej minucie. Zresztą, nawet oglądanie biathlonu mnie nie ciągnie, a to był jedyny ostatnio pociągający sport...

A może to przekaz HD?

Brudne jedzenie jest pyszne!

17 stycznia 2010 | 19:03:59 | Kategorie: Jedzenie | 5 komentarzy | Permalink

Bierzemy pyszny, czysty chlorek sodu, wkładamy w układ koloidalny bliski smogowi powstałemu ze spalania niecałkowitego drewna i trzymamy w nim przez jakiś czas. Po tym czasie, rzędu kilkuset godzin, wyjmujemy z tego smrodu i rozkoszujemy się namiastką smaku wędzonki i zapachem dymu. Smacznego.

Czy własnoręczne wędzenie pozwoli coś zaoszczędzić? Nie sądzę, cena kilkograma takiego produktu w okolicach dwustu złotych boleśnia zderza się z ceną drzewa zużytego do wytwarzania dymu w czasie tych kilkuset godzin oraz wódki (nawet tej co sama goni po rurach) wypitej przez pilnujących, by ogień nie wygasł.

A by otrzymać pyszne wędzone mięsko wystarczy powędzić go trzy-cztery godziny. Oraz można odkroić skórkę. A spróbujcie odkroić skórkę od ziarenka soli. Nawet dużego ziarenka.

podryw

16 stycznia 2010 | 23:26:51 | Kategorie: Varia | 9 komentarzy | Permalink

Smaruję wafle masą krówkową, oglądam połową oka „Pamięć absolutną" z gubernatorem Kalifornii i Sharon Stone. I zastanawiam się, jakbym się zachował, gdyby mnie podstawiono taką wysportowaną blondynkę by mnie podrywała. Tylko zastanawiam się po co — co ktoś ode mnie by mógł chcieć? Tajnym agentem o posturze herosa też przecież nie jestem.

Masz trzy dychy i idź do kina

14 stycznia 2010 | 21:01:32 | Kategorie: Życie | 8 komentarzy | Permalink

W czasie weekendu opiekowaliśmy się synem znajomych. Planowaliśmy wyjście na basen i został dostarczony wraz z zestawem kąpielowym. Młodzieniec próbował namówić nas na wyjście na łyżwy zamiast na basen albo nawet na obie atrakcje. Asertywnie odmawialiśmy. Aż w końcu dostaliśmy propozycję nie do odrzucenia, mianowicie zostawimy go na godzinę na łyżwach samego i mamy wolne. Oboje pomyśleliśmy o tym samym, jednak nie skorzystaliśmy. Czy jesteśmy dziwni?

puste butelki

07 stycznia 2010 | 21:38:16 | Kategorie: Życie | 16 komentarzy | Permalink

Tak ze dwadzieścia i więcej lat temu, to bym puste butelki umył, wysuszył i zawiózł do punktu skupu w mieście (cena biletu autobusowego była niezauważalna, wody do mycia też). A dziś, tak po prostu je wyrzuciłem do kosza na stłuczkę szklaną. Trochę dziwnie się poczułem jak mi się dzieciństwo przypomniało…

Sherlock Holmes nowocześnie

07 stycznia 2010 | 00:03:46 | Kategorie: Kultura | 2 komentarze | Permalink

Byliśmy w niedzielę w kinie na nowym filmie o tym słynnym detektywie. Długo czekałem na tę projekcję. Prawie dwie godziny i kompletnie tego nie czułem. Niechluj, zabawiający się jak chłopcy w „Fight Club”, na dodatek z niezłą skutecznością. Rozwiązywanie zagadki z ukrytym asem w rękawie, ale bez założenia, że postaci ma się wszystko gładko udać. Doktor Watson, były żołnierz z niezłą sprawnością fizyczną i dobrą znajomością walki wręcz, chociaż nie tak dobrą jak Sherlock Holmes. I właśnie, przez jaki długi czas po służbie w wojsku zachowuje się taką dobrą sprawność fizyczną, raczej bez codziennych ćwiczeń?

Zagadka zjawiskowa, ale bez zadęcia i wymyślania niewiadomo czego. Oczywiście, z Psa Baskervillów nie dałoby się nakręcić kinowego hitu obecnie, więc nie mogło to być nic zwyczajnego. Ale w sumie, nawet możliwe. Fajne coś w rodzaju butelki lejdejskiej i jeszcze bardziej zaawansowana technologia jak na ten czas. Oraz prosta chemia. A dwaj główni bohaterowie dobrzy byli z tej chemii… Takie wyciąganie napisu atramentem z nadpalonych kartek — kurde, takich rzeczy nie uczą na studiach w bezpośredni sposób, bo o wiązaniach kowalencyjnych nie było. I kobiety, dwie. Nie piękne, ale takie w sam raz. Na dodatek silne (no nie kochanie?). I do tego ten Tower Bridge w budowie. Dla mnie fajne. Polecam. Warto iść do kina, na ekranie komputera, nawet 32 calowym, nie będzie efektu.

Oraz oczywiście, nie odprawiajcie za dobrze rytuału, bo szatan się o Was upomni…

Chciałem napisać coś od razu po seansie, ale było coś ciekawszego do robienia, a później szkoda gadać. Okazuje się, że Weronika też widziała ten film i całkiem dobra recenzja jest na Hatak.pl.

poczułem się staro

02 stycznia 2010 | 12:25:31 | Kategorie: Życie | 1 komentarz | Permalink

Wii jest fajne i temu się nie da zaprzeczyć. Ale niestety odrobinę przyjemności odebrało mi to, że mocno małoletni przyszły szwagier ogrywa mnie w grach jak tylko praktycznie chce. (Zanim zorientowałem się jak ruszyć czołgiem i gdzie jest celownik kilkoma strzałami wyeliminował mój czołg…) I zastanawiam się tylko, czy to głównie ta dziecięca intuicja, czy fakt, że PSP i strony typu giercownia.pl, wyspagier.pl oraz gry.pl są dla niego pewnego rodzaju codziennością? Jednak może to być też to, że nie jestem specjalnie „uzdolniony” motorycznie(?) do grania w zręcznościówki.

Co prawda, w bardziej utylitarnej czynności jaką jest odśnieżanie samochodu jestem lepszy, bo np. kolejność czynności — najpierw śnieg z górnych części karoserii na dół i później z dolnych części, wymaga doświadczenia czyli wcześniejszego nauczenia go tego. A niestety nie bardzo ma on naturalne możliwości by został tego nauczony — garaż to świetna sprawa. Tak jak Siwa przy okazji opisywania o co właściwie chodzi w feminizmie napisała, trzeba uczyć dzieci wykonywania wielu zadań, o ile to nie grozi oczywiście totalnymi zniszczeniami w otoczeniu… Oraz nie odganianiu dzieciaków od np. zmywania naczyń, bo porozlewają wodę albo będzie to trwało godzinę zamiast dwudziestu minut. (Pomijając to, że zmywarki są coraz powszechniejsze.)

« Wcześniejsze wpisy | | Nowsze wpisy »

lemiel@jabber.wp.pl

nie ma mnie

mail: lemiel na wp.pl