naturalny budzik
26 października 2009 | 23:21:10 | Kategorie: Zwierzaczki, Życie | 11 komentarzy | Permalink
Noc z niedzieli na poniedziałek. (No, z 25 na 26, chociaż może z 25 na całkiem inny dzień.) Jak co tydzień prawie. Krótka. Budzi mnie jakiś ruch, chyba psa w nogach. I takie jakby jego piśnięcie (tak jak psy robią). Podnoszę głowę, patrzę, a on tuż przy mojej twarzy. Z takim proszącym wyrazem mordki. pomyślałem, że pewnie potrzebuje na „spacer”. No to wstaję. Pierwsze co robię, to sprawdzam zegar. 4:50. Podejrzane. Sprawdzam drugi, na telefonie, ten co mnie miał obudzić o 4:50 właśnie. Nic nie widać, nie reaguje na naciskanie klawiszy, rozkładanie klawiatury (E75). Telefon wisi. Patrzę na zegarek - wskazówki na 5:54 (nie przestawiony i spieszy 3 minuty). Idę zerknąć gdzie pies. Słodko śpi na mojej poduszce i nigdzie nie chce iść. Co jest grane - był zatroskany, że nie wstanę na pociąg i miejscówka w IC przepadnie? Fajne zwierzę. Zadbało o mnie… Ale podejrzane to bardzo. Nie pozostaje nic innego tylko ubrać się, zjeść serek z Piątnicy z dodatkiem domowego dżemu wiśniowego, umyć zęby i udać się w drogę do pracy.
A telefon zaczął działać po 4 restartach z wyjmowaniem baterii i po podłączeniu kabla USB w pracy dopiero, po kilku godzinach. Niedobra Nokia, niedobra. Jak ruszył to oczywiście chciał odgrywać alarm z 4:50, ale to trochę musztarda po obiedzie.
lemiel@jabber.wp.pl