Bicykl(7) , Ciuchy(10) , Humor(75) , Jedzenie(36) , komentarze(3) , Kultura(63) , Miniblog(144) , Mozilla(5) , Nauka(18) , Polityka(16) , Praca(12) , Radio(9) , SeaMonkey(2) , Skrzaty(3) , Tech(151) Tylko mebel(32) , Varia(291) , Zabawki(2) , ziewnik(45) , Zwierzaczki(7) , Życie(330) , London story(4)



pilarki w cenie

28 września 2009 | 23:15:00 | Kategorie: Tech | Dodaj komentarz | Permalink

Kupiłem dziś pilarkę tarczową. Bosch PKS 55 A. Taką dla amatora. Ot, kilka desek (z 8 kubików) mam do delikatnego przycięcia tu i ówdzie w wolnej chwili.

Dobre dwa tygodnie temu odwiedziłem w celu oglądania takowych Leroy Merlin w Arkadii. Było kilka. W tym, takie niezbyt drogie marki Nupower. Fajne. Trochę się napaliłem. Minęło kilka dni. Przejrzałem kilka informacji w internecie. Wiedza wiele nie urosła. Odwiedziłem Leroy Merlin ponownie. Obejrzałem dokładnie. Ale dalej niezdecydowany. Uznałem, że pora odwiedzić inny duży sklep z takimi między innymi przyrządami. Bo drogie, np. Makity sobie odpuściłem.

Padło na Castoramę w Alejach Jerozolimskich przy Popularnej, bo mam blisko z pracy (dwa przystanki autobusem i delikatny korek). Kilka innych modeli. W tym coś podobnego do tego Nupower. Już nie pamiętam marki, ale jedna z marek topex.net. A w zasadzie nie podobnego, ale identycznego. I jeszcze Dexta (chyba), też taka sama. Ogólnie, za dużo plastiku i jednak trochę bałbym się tego używać. Był Bosch PKS 54, ale prawie trzysta pięćdziesiąt złotych do mnie nie przemawiało. Był też Black&Decker CD601A. W niej się prawie zakochałem. Była też ciekawa marki własnej Castoramy, MacAlister bodajże. Nie najgorsza. Ale nie pasowała mi, już nie pamiętam co dokładnie, chociaż miała laser wskazujący trasowanie. Ten Black&Decker mnie już zaczął przekonywać mocno i nawet już miałem w rękach pudło, i wychodziłem, gdy pomyślałem, że może tarczę dodatkową bym dokupił. No to do półek. A tu zonk. Nie ma. W takim rozmiarze. Są 160 mm. A tu potrzebne 170. Czyli niestandardowa. MacAlister chyba 165. No to odpadły. Bosch do zastanowienia. W końcu sklep blisko.

Na dodatek rozterki z tą głębokością cięcia przy tych różnych tarczach. Czyli, która konstrukcja jest dobra, a która do dupy mniej lub bardziej…

Ale fajne, takie „proste poradniki” w Castoramie mają. Też przy okazji pójdę zebrać kilka. Przynajmniej się dowiedziałem, że powinienem mieć do różnych celów/materiałów tarcze z różną liczbą i kształtem zębów.

Wróciłem w zasięg internetu i oczywiście kolejne poszukiwanie wiedzy o pilarkach. Odkryłem, że są też na Allegro, że w sumie w sieci wybór jak w marketach niewielki. Wiedza się jednak kumulowała.

Odwiedziłem na „apacza” po raz kolejny Leroy Merlin (jak to odmnieniać?). I coś niesamowitego. Na półkach leżało pudełko z modelem Boscha, którego nie było. PKS 55 A właśnie. Sprowadzili coś nowego? Doradca klienta zapytany odrzekł, że to na zamówienie sprowadzili i że czterysta czterdzieści złotych kosztuje. Podrapałem się w głowę, zapamiętałem model i poszedłem do domu (nie wiem czy to nie było w dniu, w którym męczył mnie sęp plamisty). W domu oczywiście sprawdzanie w internecie i zonk. Bo porównywarki pokazują około pięciuset sześćdziesięciu złotych. Co jest grane?

Następne w kolejności było Obi na Śląsku odwiedzone w poszukiwaniu rozpuszczalnika nitro. Był Bosch PKS 54 za trzysta dziewięćdziesiąt dziewięć i oczywiście nieśmiertelne Nupowery, nieco droższe niż w Warszawie.

Już praktycznie zdecydowałem się na tę PKS 55 A. Bo na Allegro najtańsza za pięćset dziewięć z darmową dostawą. Była dychę tańsza, ale dostawa piętnaście złotych. I dziś odwiedzam Leroy Merlin w celu sprawdzenia dokładnego ceny i ewentualnego zamówienia. I co? Pan mówi, że pod koniec tygodnia rano jak będzie przedstawiciel. Ale może być tak, że mi nie sprowadzą. Ale to i tak muszę przyjść. Ale cena tej była na pewno czterysta czterdzieści. Ale może jednak mają drugą na stanie, za tę samą cenę, zamówioną przez pomyłkę i może jej kolega nie sprzedał. I faktycznie jest. No to jestem zdecydowany i biorę. Pan się trochę ucieszył. A ja mam kolejną zabawkę.

Ale muszę dokupić drugą tarczę, z większą ilością zębów niż dwanaście, żeby zbytnio nie szarpać materiału. Dwadzieścia cztery albo trzydzieści, albo więcej. Może nawet noże z węglikami spiekanymi? ;) Może ją nawet więcej niż raz wykorzystam…

I dalej mnie zastanawia ta cena i czy to przez nią nie byłoby możliwości jej zamówienia?

Przy okazji zauważyłem, że ze sklepów praktycznie zniknęły ręczne piły kabłąkowe…

Surogaci czyli globalny flashmob

28 września 2009 | 21:17:52 | Kategorie: Kultura | 2 komentarze | Permalink

Albo jak Bruce Willis po raz kolejny uratował świat. Oraz jak wyglądają aktorzy bez makijażu. (No prawie, bo Rosamund Pike może była dodatkowo charkteryzowana bo miała dokładaną bliznę na brwi/skroni.) Chociaż nieco sztywny Bruce z gładziutką twarzą i tą blond grzywką. Albo skaczący po kontenerach po podciągnięciu się na jednej ręce. Kawałek sensacji do obejrzenia. Można się oczywiście zastanawiać nad sensem życia i coraz głębiej wchodzącej w to życie techniki, ale bez przesady. To rozrywka. (Chociaż, dla niektórych dobra rozrywka musi oznaczać też wysiłek intelektualny. Dla mnie nie zawsze.) Akcja momentami niespójna, zwłaszcza w końcówce. Ale przyjemnie się oglądało. I ten flashmob na końcu. Chociaż, chyba się nie śmiałem. Ale też nie spałem po intensywnym weekendzie — spotkanie Aviary.pl. Szersze opisy w lepszych wersjach człowieka u Piotra Szymczaka i obejrzanych Surogatach u Radmena.

fanaberie sępa plamistego

23 września 2009 | 21:57:04 | Kategorie: Varia | 7 komentarzy | Permalink

Dzisiejsze późne popołudnie nie było zbyt dobre. Za późno wyszedłem z pracy i odbiłem się od zamkniętych drzwi w kilku różnych, dość oddalonych od siebie miejscach w mieście. Wracałem strasznie spragniony. A gdzie tu kupić coś do picia o tej porze? W końcu w słynnym barze Hami kupiłem tuż przed zamknięciem sok pomarańczowy z Tarczyna (mógłby być z pomarańczy, ale cóż) (i nie mówcie mi, że są tam długo otwarte sklepy, bo to mnie akurat nie interesowało). Oczywiście pod zakrętką mądrość ludowa. Że najwyżej latającym ptakiem jest sęp plamisty z rekordem 11278 m n.p.m.

I w autobusie (bydłowozie według opinii na słynnym forum) zacząłem się zastanawiać, jak oni to zmierzyli. Wszczepili mu GPS z dodatkami do obrączki? — Może na zachodzie ornitolodzy mają takie super mikro mini? Mijał go samolot jakiś? I inne takie bzdury.

Po powrocie do domu pierwsza strona wyników w Google dała efekt (a myślałem, że nie będzie nic na pierwszej, szczerze). A dokładniej fragment wątek o ptasich rekordach na forum.przyroda.org. Czyli samolot, z którym się zderzył. Na to nie wpadłem. I w sumie, jak piloci czy ktoś inny zauważył co to było. Na forum jest napisane, że to sęp płowy, ale w okolicach Abidżanu takowy nie występuje (według Wikipedii oczywiście), a sęp plamisty jak najbardziej.

Ale i tak najbardziej mnie zastanawia po co te sępy tak wysoko latają. Dla przyjemności, bo fajne prądy wznoszące są? Przecież tam zimno (z minus 50°C i raczej nie ma nic do jedzenia (poza samolotami ;) ). Właśnie, dlaczego on nie zamarzł? No jaki to ma sens?!

Inną sprawą jest to, że kierując się licencją poetycką mógłbym napisać Abidjan zamiast Abidżan, wzorując się na słynnym blogerze i jego Marrakechu zamiast Marakeszu.

Czyli dzisiaj już byłem złośliwy i mogę iść za moment spać. Żeby jutro zdążyć odebrać nowe lusterko na wymianę tego, co mi w Gdańsku na Raduńskiej rozwalili, szczątki posprzątali i wrzucili do kanału Raduni.

Sikanie koło pisuaru

18 września 2009 | 18:44:32 | Kategorie: Varia | 9 komentarzy | Permalink

Kiedyś planowałem sobie, że założę sobie w domu pisuar. No bo jest tatki fajny. Ale po tym, co ostatnio dość często zdarza mi się obserwować w różnych miejscach odechciało mi się. Widok solidnie nalanego pod pisuarem. Dziś po takim, świeżym widoku, „próbowanym być na dodatek rozgarniętym podeszwą” na długie godziny odechciało mi się sikać… Zastanawiam się jaki jest tego powód. Zamierzony czy niezamierzony. Niedbalstwo, brak kontroli, „daszek”?

proza życia jest inna albo jestem członkiem ekskluzywnej siłowni

17 września 2009 | 21:33:22 | Kategorie: Życie | 9 komentarzy | Permalink

Właśnie, co to w ogóle jest ta ekskluzywna siłownia?

A tak w ogóle, to trafiłem na ten artykuł idąc kolejno przez kilka blipnięć, nawet nie wiem od którego się zaczęło.

Przedostatni mówił coś o Modzie na sukces.

Właśnie. Artykuł. Dlaczego wciąż jestem singielką?

W Polsce chyba tak jeszcze nie ma. Bo to zaścianek. W porównaniu oczywiście do Londynu, w którym mieszkają bohaterki. Bo życie to nie jest śmiech z holenderskiego akcentu, tylko coś innego.

Poznawanie drugiej połówki, to w ogóle strasznie dziwny proces. Najłatwiej oczywiście w szkole, na studiach, prywatkach, dyskotekach. Bo wymiana, ludzie z różnych miejsc, innych niż już znane, w którym partnera się nie znalazło. I może być, że w tych miejscach się tej osoby nie spotka. Ale czasem się spotka taką przypadkowo. Jak, w pewnym sensie ja swoją dziewczynę. W totalnie innym mieście i otoczeniu. Bo nikt mi nie powie, że to nie jest przypadek. W sumie, komentarze pod artykułem mówią wiele. Tylko dziwne, że nie ma linka do Sympatii, jak pod większością artykułów o pokrewnej tematyce na Onecie.

A co do mojej dziewczyny, to jest wspaniała. Po prostu pasuje. I mnie kocha i ja ją kocham.

seks, grzech, rozgrzeszenie

15 września 2009 | 22:52:12 | Kategorie: Polityka, Varia | 60 komentarzy | Permalink

Trafiłem na religia.tv na dyskusję przed momentem. Cytując z grubsza:

Uprawiają seks na każdej randce to bez problemu dostają rozgrzeszenie. A jak ze sobą zamieszkają bez ślubu i też ten seks będą uprawiać, to już tego rozgrzeszenia nie dostaną.

A dlaczeczego? Bo z Marią Dziewicą było tak samo. Groziłoby jej ukamienowanie wtedy. I te same prawa obowiązują nas obecnie, bo to to samo. Ale nie zrozumiałem tych kilku zdań dalszej dyskusji. Bo to nie jest to samo, bo to zobowiązanie, a randki nie są zobowiązaniem. I to ta obłuda, która mi się bardzo nie podoba. To tak jak Kali kraść i Kalemu kraść.

« Wcześniejsze wpisy | | Nowsze wpisy »

lemiel@jabber.wp.pl

nie ma mnie

mail: lemiel na wp.pl