ciało w bagażniku
Wybrałem się na zakupy. Kupiłem mnóstwo rzeczy i zapakowałem je w niezliczoną ilość siatek, oczywiście białych i nieekologicznych. Ślicznie poukładałem wszystkie te siatki w pustym bagażniku samochodu i pojechałem w kierunku domu. Po drodze musiałem jeszcze zatrzymać się na parkingu na innym osiedlu i odebrać partnerkę ukochaną od koleżanki. Po chwili wróciliśmy i pojechaliśmy do domu.
Pod domem zabieramy się za wypakowywanie siatek z bagażnika, wyjmujemy je kolejno. Po wyjęciu około połowy z nich okazuje się, że coś leży na dnie bagażnika. Zaintrygowani wyjmujemy wszystkie. Okazuje się, że jest to ciało. Ciało! O rany. Pada na nas blady strach. Co robić? Dzwonić na Policję, zamknąć bagażnik i ponownie otworzyć, a nuż zniknie tak jak się pojawiło? A może wywieźć nad Wisłę i wrzucić do wody albo zakopać w lesie? Tysiące myśli przebiegających przez głowę w ułamku sekundy…
No i niestety w tym momencie obudził mnie telefon z pracy…
lemiel@jabber.wp.pl
Komentarze:
niestety??
Bo nie dowiedziałem się jak bym postąpił i co by się stało dalej…
Nierozwiązany dylemat moralny.
snily ci sie zakupy…?
No same nie, raczej to już tuż po nich.
A to coś złego?
ale wniosek płynie taki, że wyniosłeś to ciało ze sklepu w jednej z reklamówek i się wysypało… a ta partnerka to z pracy?;)
W sklepie mi wcisnęli cichaczem „za darmo”? To i chyba przy okazji się rozrosło… Spore i nagie było.
Ona, nie, z życia. W sumie, to cały czas się zastanawiam jak to określić.
Dziewczyna, no nie zawsze pasuje, koleżanka absolutnie. Konkubina nieładnie, pejoratywie. Żona z powodów oczywistych nie.
Tu mi się kończy ubogi zakres słownictwa…
ale „dziewczyna” jest przynajmniej czytelne;) konkubinat chyba wygląda ciut inaczej, a partnerka kojarzy się albo z interesami, albo z układem jakimś...
Ale są takie sytuacje, że nie pasuje… Ale w tym wypadku nawet partnerka nie pasuje. W sumie, we śnie nie było określone kim ona jest… To już później dointerpretowałem.
A. Nic to.
ukochana?
narzeczona? a jeszcze nie narzeczona? to na co czekasz? ;P
Wersja echa najlepsza…
Anetko, ta nazwa „śmierdzi” formalnością.
Zawsze mi się nie podobała.
Ale status może być.
narzeczona śmierdzi? łe ;)
Dodaj komentarz:
Możesz używać Markdown bez obrazków.