lemiel@jabber.wp.pl

nie ma mnie

mail: lemiel na WP.pl

lemiel



Bo ja myślałem, że to się skończy Happy Endem…

Pomimo, że lubię oglądać Toma Cruise na ekranie i tego, że w każdej kolejnej części „Mission Impossible” był coraz śmieszniejszy, to na ten film nie chciałem początkowo iść. Bo dokument, bo co można o takiej historii powiedzieć, itp., itd. Ale uległem namowom i nie żałuję. Czyli jak pułkownik Stauffenberg nie uratował Niemiec.

Posiłkując się dodatkiem do Rzeczpospolitej: Miał być skromny obraz dla telewizji, a powstała wystawna hollywodzka produkcja.

Film zaczyna się przysięgą wojskową — pierwsze skojarzenie: „Fabryka oficerów” Kirsta. A później pustynna scena jak z Indiany Jonesa. Później sterylny szpital wojskowy, bogaty dom arystokraty, sztab w Berlinie (czy wtedy też tam tak czysto było, bez tych wszystkich detergentów?), front wschodni i normalny obiad dla Führera zamiast wojskowej porcji jak dla pozostałych osób na spotkaniu, nieudany zamach, Rastenburg — DLACZEGO NIE NAPISALI POLSKIEJ NAZWY Kętrzyn — fajna promocja by była? Wilczy Szaniec. Itd. Oraz oczywiście przygotowania do zamachu na Hitlera i jego marne wykonanie. Tom Cruise nie wiedział, że w ogóle był jakiś zamach i dowiedział się o tym ze scenariusza. Że był taki w Wilczym Szańcu wiedziałem, mgliście też kojarzyłem, że były również inne? Ale żeby aż piętnaście (tyle według jednych historyków, według innych ponad pięćdziesiąt…)? Oczywiście jak wiemy się nie udało. Bohaterowie momentami zachowują się naiwnie, nieporadnie, ale w większości przypadków to wyrachowani profesjonaliści. W sumie nic dziwnego, kilka lat doświadczenia bojowego albo sztabowego w realnej wojnie. I te żołnierskie słuchanie rozkazów, jak nie byłyby kretyńskie. Byle nie złamać przysięgi na wierność Naczelnemu Wodzowi. Pewne fragmenty denerwują, bo widać ewidentne błędy, ale my przecież już wiemy to co zrobili albo dopiero zrobią bohaterowie opowieści na ekranie.

Ale dobrze i w ramach możliwości dynamicznie opowiedziana historia. Aż żal, że polskie filmy takie nie są. Bo jak można porównać z takim czymś dziwaczne, pseudokaskaderskie popisy Pawła Deląga w również opartej na faktach „Tajemnicy twierdzy szyfrówWołoszańskiego podobne do idiotyzmów z „Dzikiego”. I chce się zacytować dialog (monolog) z „Rejsu”: A w filmie polskim proszę pana to jest tak: nuda... Nic się nie dzieje proszę pana. Nic. Taka proszę pana... Dialogi niedobre... Bardzo niedobre dialogi są. W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje.

Wiem, czepiam się, ale takie „Lejdis” i „The Women”. Nie wiem, całkiem inny obraz z kamery, styl prowadzenia akcji, narracji. A może to o wnętrza i krajobrazy chodzi?

Niestety, moja „yntelygęcja” z Bożej Łaski tego nie obejmuje. Stąd też taki a nie inny tytuł wpisu.

A czy Ty wiesz kim z pochodzenia był Wojciech Kętrzyński?

Czyli, fajny film, chociaż promuje bohaterstwo innych, nie Polaków…

A byłbym zapomniał. W kasie kina rozdawali wspomniany dodatek do Rzeczpospolitej traktujący o realizacji filmu i otoczce historycznej. Pani powiedziała, żeby nie czytać przed seansem, bo się dowiemy jak się skończyło… Więc…

Walkiria

pieprzone wypalanie trawy « | | » Gentlemen's Club

Komentarze:

1. | Kasia | 08 marca 2009, 19:35:38 | Permalink

tez byłam ciekawa tego filmu… i to zaskakujące, jak bardzo wychowani jesteśmy na happy endach – nawet w „Titanicu” niektórzy na taki liczyli;)

2. | lemiel | 08 marca 2009, 19:40:18 | Permalink

Nie wiem czy polecać. Fajny, ale faktycznie. Nie jest to historia sukcesu, zbyt mocno nie pociąga. Ale realizacja sprawna. I wiedza, chociaż drobna, spływająca do głowy z łatwością.

3. | weronika | 08 marca 2009, 19:40:43 | Permalink

oraz można się powzruszać

4. | Kasia | 08 marca 2009, 19:42:34 | Permalink

kiedyś pewnie obejrzę... chwilowo zrobiło mi się za ciasno w planach kinowych;)

5. | hADeSik | 09 marca 2009, 17:27:36 | Permalink

To ja zacznę od końca czy może środka:
Nie wiedziałem kim z pochodzenia był Wojciech Kętrzyński.
Choć byłem w Kętrzynie – okazało się nawet, że w czasie obchodów dni Kętrzyna i załapałem się na podglądanie i podsłuchiwanie końcówki koncertu w zamku…
Byłem też w Wilczym Szańcu, podłączaliśmy się na chwile nawet do różnych grup i komentowałem w których momentach przewodnicy kręcą. Zresztą uważam, że przewodnicy beznadziejnie opowiadają historię (tzn. mam na myśli tych 2-3, których słuchałem chwilami w WS) – po prostu wieje totalną nudą, podczas gdy można przedstawić historię całkiem inaczej i zainteresować zwiedzających (zamiast opowiadać gdzie co było – jeśli ktoś chce to każdy może sobie przeczytać na schematach itp. w którym miejscu były biura a w którym np. kotłownia – lepiej opowiedzieć o zamachu, o tym dlaczego się nie udał, o tym, że zebranie miało być tu, a zostało przeniesione tam, dlaczego, jakie to miało znaczenie dla powodzenia zamachu itp.)... Tzn. żeby była jasność – o wiele bardziej odpowiada mi sposób w jaki przedstawia historię Wołoszański (np. w sensacjach XX wieku) niż suche fakty w postaci prostego połączenia miejsc i dat.
O zamachach wiem, szczegóły niektórych znam chyba całkiem nieźle (choć np. złapałem się, że nie pamiętam poszczególnych nazwisk czy dat). Przyznaję, że nie interesowałem się czy było ich kilkanaście czy kilkadziesiąt (pewnie kwestia jakie one były i czy dochodziły do skutku, czy może była to okazja do zlikwidowania kogoś...).
Filmu nie widziałem, wcześniej o nim chyba nawet nie słyszałem (kurcze, dawno w kinie nie byłem). Czego w takim razie się mogę na tym filmie dowiedzieć? ;-)
PS: Skoro film opowiada o wydarzeniach, które miały miejsce w Polsce i strona jest dostępna w 14 językach to dlaczego wśród tych 14 języków nie ma polskiego?

6. | lemiel | 09 marca 2009, 17:48:04 | Permalink

Podziwiam. Dat i nazwisk nie pamiętam. Historia w szkole to było dawno i nieprawda. ;)

Bo to nie było w Polsce, tylko w Prusach Wschodnich ;)
Ale fakt, dali z tym plamę. Chociaż, w sumie, z tej strony to tylko główną widziałem.

I niestety, Ty pewnie z niego się nic nie dowiesz w takim razie.

A do kina warto chodzić jeśli pieniądze i ew. czas zbytnio nie przeszkadzają. Na kanapie w domu to nie to samo…

7. | anetka | 09 marca 2009, 21:24:49 | Permalink

Hadesik: ja nie wiem pod jakich Ty się przewodników podpinałeś, ale jak byłam tam (a byłam dwa razy – będąc dziecięciem i parę lat temu) to przewodnicy o zamachu opowiadali i to ciekawie. Właśnie ta ostatnia wizyta to w ogóle ciekawa była, bo babeczka nie dość, że o zamachu, to o różnych innych „smaczkach” opowiadała np.: o tym, że Gering lubił się przebierać w kobiece fatałaszki ;)

8. | Adrianer | 09 marca 2009, 22:58:48 | Permalink

Widzialem ten film ostatnio i powiem krotko: jest jaki jest. Lepiej sie ale tej historii opowiedziec nie da.
Tego, czego z filmu chyba nie widac i nie da sie wywnioskowac, ze spiskowcy nie spotykali sie w Berlinie, lecz w malej miejscowosci na Slasku…
Jednak: onajmniej swiat sie dowie, ze w Niemczech byli jednak ludzie ktorzy probowali stawiac opor… i zaplacili za to najwyzsza cene.

9. | Lenon | 12 marca 2009, 07:34:22 | Permalink

Widze ze jednak nie warto, spodziewalem sie tego. Najgorsze jest to, ze nie moge ogladac filmow historycznych, wiec jesli zauwazyles tyle odrzucajacych bledow to ja sie potne :)

10. | takieGadanie | 12 marca 2009, 09:31:52 | Permalink

Filmu niewidziałem, więc tylko takie pytanie, czy z niego można wywnioskować, że zamachowcy wcześniej generalnie popierali Hitlera i dlaczego przestali?
Myślę, że byłoby ciekawie dla filmu z psychologicznego punktu widzenia przedstawić tą przemianę bohaterów.

11. | lemiel | 12 marca 2009, 09:33:26 | Permalink

Widzieli zbliżającą się klęskę?
Ale to jest w filmie pokazane.
Ich wahania, itp.

12. | hADeSik | 01 kwietnia 2009, 00:32:01 | Permalink

@lemiel dzięki, ale teraz to już jak napisałeś „Historia w szkole to było dawno i nieprawda” ;)
Pewnie, że w kinie jest fajniej, ale zapomniałeś o jeszcze jednym – samemu też się nie najlepiej do kina chodzi ;-)

@Adrianer zawsze każdą historię można opowiedzieć lepiej. Trzeba w to wierzyć ;)

13. | lemiel | 01 kwietnia 2009, 07:45:39 | Permalink

Ale jak tylko można, to dobrze iść do tego kina. Długo chodziłem sam, póki mi czasu nie brakło, znaczy, nie zagłębiłem się w pracę...

Dodaj komentarz:

Możesz używać Markdown bez obrazków.

 

 

 

 code