Bicykl(7) , Ciuchy(10) , Humor(75) , Jedzenie(36) , komentarze(3) , Kultura(63) , Miniblog(144) , Mozilla(5) , Nauka(18) , Polityka(16) , Praca(12) , Radio(9) , SeaMonkey(2) , Skrzaty(3) , Tech(151) Tylko mebel(32) , Varia(291) , Zabawki(2) , ziewnik(45) , Zwierzaczki(7) , Życie(330) , London story(4)



ładny pierścionek

27 stycznia 2009 | 23:06:02 | Kategorie: Varia | 101 komentarzy | Permalink

Słyszałem niedawno w autobusie rozmowę o planach zaręczynowych, czyli na początek o zakupie pierścionka. Ale najpierw trzeba ten pierścionek wybrać. Bierze się w obroty stronę W.Kruka albo Apartu i ogląda. Trzeba znaleźć coś w okolicach 400-500 złotych. Na tej drugiej to nawet specjalna kolekcja jest. Bo ta pierwsza to toporny flash i nie chce mi się jej nawet teraz oglądać. Ale, że dzisiaj późnym wieczorem musiałem udać się do Arkadii to zahaczyłem o sklep Apartu. No trochę tego jest. Ale w sumie tak patrzę i nic specjalnego nie ma, chociaż wzorów dość sporo. I na dodatek pewnie w każdym sklepie wzory się powtarzają. I zachodzi pytanie co oznacza ładny? Czy z dużym oczkiem, z czego oczko, czy kształt tego w co oczko jest oprawione jest jakiś, nazwijmy to, „wymyślny”, czy prosty. A może ma ostre krawędzie i o coś można łatwo zahaczyć. A kamień, czy ma wystawać tak, by dało się szyby przecinać? A może wręcz przeciwnie, ma być płaski, prawie jak obrączka, z delikatnym wzorem/splotem, drobnymi kamyczkami? Taki, żeby był „funkcjonalny”? Nie znam się. Ale w ramach dokształcania zacznę chyba oglądać w pracy co dziewczyny noszą na rękach. Bo w sumie nawet nie jestem pewien czy cokolwiek noszą. Ale pierścionki raczej nie przeszkadzają w klepaniu w klawiaturę, to może coś się uda zaobserwować. A tak na koniec — jakby mnie tak przypadkiem kiedyś naszło na kupowanie — zna ktoś jakiegoś dobrego jubilera — czy po prostu przejść się po standardowych sklepach w różnych miastach by należało? Bo i tak wiem, że raczej sam nie powinienem go kupować, bo jak się nie spodoba, to mógłbym wałkiem po głowie dostać. No chyba, że romantycznie i całkowita niespodzianka powinna być?

Transporter 3

24 stycznia 2009 | 23:30:34 | Kategorie: Kultura | 15 komentarzy | Permalink

— Ale on się mięśni dorobił…
— Pewnie od podnoszenia pieniędzy.

I to miała być najkrótsza recenzja tego filmu. Ale…

Czytaj dalej...

przy okazji plam z krwi

20 stycznia 2009 | 01:14:10 | Kategorie: Ciuchy, Tech, Życie | 14 komentarzy | Permalink

Przy okazji wyrywania ósemek cieknie w nocy krew ze śliną z ust. Może nawet dwie noce. Usta opuchnięte, brak czucia i kontroli przez sen. Czyli pościeli nie zmieniasz. Na folii też spał(a) nie będziesz. Czyli masz plamy do usunięcia. Stary kawaler jak ja bierze tę pościel i wrzuca do pralki, ewentualnie wcześniej traktując plamy jakimś odplamiaczem (Vanish, W5, itp.). Pranie się kończy, wyjmuje je z pralki, a tu niespodzianka, plamy zostały… Co robić. Późno, do mamy dzwonić już nie będzie. Korzysta z tego, że jest usieciowiony i „przekopuje” zasoby internetu. Wyszukuje rady, że najlepiej zaprać świeże zimną wodą, wiele moczyć w wodzie z mydłem, wodzie z solą. I dopiero zapierać ponownie, nawet kilka razy.

Nie chce wierzyć w to, że nie ma prostszego sposobu, że chemia nie działa, że nie ma chemii takiej w sprzedaży. Przekopuje Allegro, Świstaka. Znajduje holenderski proszek Dash, odplamiacz za 80 złotych w małej butelce, różne inne odplamiacze, na forach przemyka się nieśmiało LOC (L.O.C.) albo SA8 z Amwaya.

Kompletnie zgłupiał od tego natłoku wiedzy, która nic nie daje. Ale na szczęście portfel zostawił w biurze, więc nie ma jak zrobić szybkich zakupów w sieci, bo Paypala oferenci jeszcze nie używają. I trafia na Cmentarze Amwaya a pod nim trzyipółletnią wojenkę w komentarzach. No i tak. Kupa pieniędzy w obrocie. Bo zysku netto żadnego. No i te materiały szkoleniowe. Muszą być strasznie mało efektywne, skoro w takich ilościach są sprzedawane/wciskane tym biznesmenom. I nie doczytałem się, czy ktoś pojechał na tę wyspę… Ale taki Ludwik litrowy to poniżej pięciu złotych kosztuje, a półlitrowe LOC np. szesnaście pięćdziesiąt plus osiem pięćdziesiąt przesyłka. A Ludwika mogę kupić za rogiem od ręki. To tak osiem do dziewięciu razy więcej… Bo nikt mi nie wmówi, że skoro to jest koncentrat to go się mniej zużywa. I czy jest gdzieś całe „Witaj w życiu”?

Aha, na spotkaniu rekrutacyjnym Herbalife byłem. Wyrzucono mnie z niego…

Ale dalej zostaje pytanie co z tymi plamami z krwi? — Mamo pomożesz?

Kiedyś była taka reklama z tekstem „z krwi, jajka czy wiśni”, tak z dziesięć-piętnaście lat temu. Ale pamiętam go tylko dzięki Trójkowemu montażowi parodiowemu, który łączył z tym Annę Patrycy (ona pierwsza reklamowała Always ze skrzydełkami?). Mam to gdzieś na jakieś kasecie, a może jest gdzieś w sieci?

o głupich okrzykach, bez puenty

16 stycznia 2009 | 20:30:45 | Kategorie: Varia | 10 komentarzy | Permalink

Szesnasta czterdzieści, ruchliwy chodnik ze stacji metra Centrum na Dworzec Centralny wzdłuż Dworca Śródmieście. Tłum spieszący na pociągi. Przy schodach z metra patrol policji i straży miejskiej. Grupka młodzieży, roześmianej, rozgadanej. Ostatnia klasa gimnazjum - pierwsza liceum. Takie z „dobrych domów”. Idą, głośno rozmawiają. Przy jednym z budynku dworca stoją panowie w żółtych odblaskowych kamizelkach. Zastanawiają się czy to policja czy ochrona. Ochrona. No to dzieciaki wołają na głos:

Kto nie skacze ten z Policji! Hop! Hop!

Dwa razy.

I myślą pewnie, że ktoś do nich dołączy albo zareaguje. Tekst żałosny. Tak jak ich zachowanie. W pędzącym tłumie nie wzbudzają większego zainteresowania niż przelatująca mucha… Bo czemu to służy? Policja im podpadła? Czy po prostu „huzia na Józia”?

I tu puenta mi uciekła…

niepełnoletni koneserzy dobrego piwa

14 stycznia 2009 | 21:11:27 | Kategorie: Jedzenie, Polityka, Życie | 46 komentarzy | Permalink

Wieczór, bo już po dwudziestej, mały sklepik tuż przy ulicy.
— Dobry wieczór.
— Dobry wieczór.
— Jest Ciechan Miodowy?
— Jest.
— To poproszę dwa.
— A dowód mogę zobaczyć?

Czytaj dalej...

Orkiestra? A dlaczego Wielka. I dlaczego Świątecznej Pomocy?

11 stycznia 2009 | 18:53:51 | Kategorie: Varia, Życie | 13 komentarzy | Permalink

Tytuł jest mocno nieadekwatny do tego o czym mam zamiar napisać poniżej, ale to akurat nie ma znaczenia.

Otóż wiadomo, temat jest kontrowersyjny, niektórym się podoba, innym mniej lub nie. A są tacy, jak nasz „rodzimy” Krystek aktywnie już od dawna uczestniczą w procesie, pomagają toczyć się całej tej machinie do przodu.

Właśnie, a ja trochę sceptycznie do tego podchodzę. Nie podoba mi się że jest tylko finał i jakieś drobiazgi po drodze. Niby można przez cały rok dotować Fundację, ale to tak jakoś mało widoczne. Nazwa też mi się nie podoba (w końcu może, bo dlaczego nie) — dopiero niedawno przeczytałem jakiś mały fragmencik o tym że jest to kolejny z odjechanych pomysłów, ale jak się natknę na wolontariuszy z puszką to coś tam wrzucę. Nie, żeby były to jakieś oszałamiające kwoty, czy spektakularne gesty wrzucania biżuterii (pomijając to, że jej nie noszę). Ale coś zawsze.

Z tym, że no właśnie, tak trochę hipokryzją mi pachnie moje zachowanie, bo np. jeśli byłbym w potrzebie, żeby z takich środków albo sprzętu dzięki nim zdobytemu skorzystać, to pewnie nie miałbym oporów. Podobnie w ramach innych zbiórek: na operacja dla dzieci, młodzieży, Wioski dziecięce i podobne. Ale np. na Światełko do nieba i koncerty jeszcze nigdy się nie wybrałem. Dziś o tym nawet myślałem, ale że moja twarz wygląda od piątku jak skrzyżowanie Mickeya Rourke z Macaulayem Culkinem, a na dodatek tak samo się czuję, bo zęby mądrości nie rosną na drzewach, to nie ruszam się nigdzie, chyba, że za moment do wanny pełnej wody z solą — ale mam nadzieję, że czytając w niej nie będę tracił wzroku jak bohater piosenki Krystyny Prońko.

Czyli nie zdobędę nalepki i trzeba rozejrzeć się za jakąś onlineową możliwością wsparcia WOŚP.

A co do naklejek, to pamiętam jak kilka lat temu miałem naklejoną takową na futerał na okulary po którymś z Finałów i któryś z kolegów z pracy powiedział coś w rodzaju: „Myślisz, że z tą naklejką ktoś Cię lepiej potraktuje?” Czyli skutecznie mi ją obrzydził. Co prawda dalej nie wiem o co mu wtedy chodziło, ale i tak się już nie dowiem.

za mało programistów…

11 stycznia 2009 | 17:00:14 | Kategorie: Tech, Varia | 13 komentarzy | Permalink

A może temat nieatrakcyjny? (via planeta.jakilinux.org) A przecież tak dużo się ich kształci. A może nie czują potrzeby angażowania swojego czasu. A może są zbyt słabi by się podjąć pracy — może takich jest większość? A może występuje nadmiar projektów i tych rąk do pracy nie starcza? A może za firewallem jest coś ciekawszego? Np. studentki czy koleżanki ze szkoły, bo w końcu większość zajmująca się takimi projektami to jednak szeroko rozumiana młodzież… Dla innych mogą to być motocykle, quady, samochody, czy teraz narty lub deski. Albo oglądają seriale z Bittorrenta i P2M nie jest im do szczęścia potrzebne?

« Wcześniejsze wpisy | | Nowsze wpisy »

lemiel@jabber.wp.pl

nie ma mnie

mail: lemiel na wp.pl