dziecko przy siekaniu marchewki
Skończyłem czytać ostatniego Harry'ego Pottera (i nawet się nie rozczuliłem, ale znałem samą końcówkę) i dostałem informację, że kuzynowi i jego żonie, czyli nowej kuzynce urodziła się godzinę temu córka (nawet widzę prezent z napisem Gratulacje od kogoś dostał na n-k). I tak krojąc marchewkę i pietruszkę oraz obierając mięso ze skrzydełek na galaretkę zastanawiałem się co powoduje, że nas ludzi tak do tych dzieciaków ciągnie. Może nie wszystkich, ale mimo wszystko je mają/będą mieli (ale w takim razie nie rozumiem dlaczego). Jedni są źli, że się pojawiają przez przypadek, inni używają ich do łapania przyszłego męża („Nie chciał z nią być, to jak to się stało?” — „No bo im się chciało, a ona powiedziała, że używa pigułek.” — wiadomo studenci.), jeszcze inni żeby dziewczyna ich nie zostawiła takie sobie sprawiają. Niektórzy głupio, bardzo głupio, uważają, że może dziecko scementuje ich nieudany związek… Nic nie wiem, nie wiem co o tym myśleć. Czy to tylko sama obecność drugiej, odpowiedniej(?) osoby to powoduje? Ale czasami przychodzi bez drugiej osoby obok. 25 lat, hormony wybuchają albo widok tłumów młodych rodziców z dzieciakami spacerujących przed oczami…
lemiel@jabber.wp.pl
Komentarze:
siedziałam dziś w poczekalni u dentysty i przyszło młode małżeństwo – dziewczyna w zaawansowanej ciąży. nagle weszła inna młoda matka z takim śmiesznym bąblem na ręku – musiała chwilę poczekać na odebranie zdjęcia. ciekawe było obserwowanie reakcji tej parki na widok malucha…;)
Dający do myślenia wpis. Z jednej strony na przykład moja osoba(24 lata) chciałaby mieć potomka a z drugiej sam nie wiem czy już na to mnie stać plus pytanie czy na tyle jestem przygotowany by być dobrym ojcem.
Masa pytań i brak odpowiedzi. Lecz chyba gdy są jakieś wątpliwości to znaczy, żeby poczekać.
Dziecko to nie takie hop siup :)
Pieniądze przy tym to dość dziwny/trudny temat, bo z jednej strony są w dużej ilości tacy co się tym nie przejmują, a z drugiej strony nie ma tego co za dużo odciągać...
zawsze jakoś miałam przekonanie, że to jednak przychodzi z tą „właściwą” osobą...
Też ostatnio tak mam jesienne myśli, że te ważne decyzje to po prostu przyjdą.
Trudny temat.
Dorośniesz… doświadczysz… zrozumiesz…
kiedyś, bodajże u Echo, była wzmianka o kobiecie, które przy odpowiednim mężczyźnie przestała się obawiać posiadania dziecka
jakoś to tak działa :)
BeteNoire to nawet nie o dorastanie chodzi, bo nawet wtedy nie sądzę, żeby było to zrozumiałe. To pewnie jakiś „odgórnie” sterowany pamięcią genetyczną czynnik. A że ujawnia się przy np. właściwej drugiej osobie? Może to też ta pamięć genetyczna.
Bo to, jak wspomniała Kasia przychodzi z „właściwą” osobą.
Radek jeśli zastanawiasz się czy zapewnisz dobry byt dziecku i masz podejście, że to nie takie hop-siup to już jesteś na dobrej drodze, bo to świadczy, że jesteś odpowiedzialny za swoje decyzje.
Tak oprócz tego po prostu MUSI być właściwa osoba, a cementowanie rozpadającego się związku dzieckiem i ciążą to chyba najbardziej nieodpowiedzialny krok…
Właściwa osoba, no właśnie.
Kiedyś kolega ‘zaginał’ mnie pytaniem :
-Wyobrażasz sobie swoją obecną kobietę jako Twoją żonę oraz matkę waszych dzieci ?
Zazwyczaj nie wyobrażałem, ale teraz jest już troszkę ‘cieplej’ w temacie.
Tu chyba nawet nie chodzi o miłość, tylko o świadomość jakiejś ochoty na wielką odpowiedzialność z obu stron.
I tak mam hmm powiedziane, że do 30 mam być tatusiem :P Boję się, ale z drugiej strony nie chce, żeby moja kobieta była odrobinkę starszą mamą.
Najlepiej to skwitowała jedna moja koleżanka:
Najlepiej dziecko mieć na pierwszym roku studiów, jak studia się skończą to dziecko będzie odchowane plus nie przeszkadza w znalezieniu pracy :D
Teraz patrzę na ta koleżankę i dziwnie mi się robi bo fajna z niej babka ale na stałe trudno jej znaleźć faceta. Coś mało chyba fajnych wolnych facetów jest w przedzale 24-26 a na takiego poluje koleżanka :D
Sorry za przydługą odpowiedź.
Coś jest w tym wyobrażaniu sobie. Miałam podobnie. ;)
Lemiel,
dziecko przede wszystkim powinno być wynikiem wolnej decyzji dwojga ludzi a nie jakichś genetycznych markerów. Chociaż... tu możnaby dyskutować czy to jest w ogóle możliwe, biorąc pod uwagę np. „genetyczną chcicę na dziecko”, którą można zaobserwować u części kobiet ;-)
IMO to jednak jest kwestia dojrzałości, gdy dochodzisz do wniosku, że chcesz, możesz i masz z kim. Jeśli jednak splot świadomości tych czynników uznać za uwarunkowany genetycznie… to masz rację :]
„genetyczną chcicę na dziecko”, którą można zaobserwować u części kobiet ;-)
a czy Ty czasem nie uogólniasz? wkurzają mnie takie teksty
W którym miejscu miałbym uogólniać? Że genetyczną, że chcicę czy że… u CZĘŚCI kobiet? :-]
że to genetyczne i że to od razu „chcica”
Chcice często bywają genetyczne. Zwłaszcza jeśli występują u młodych, prostych dziewczyn :-)
Btw. chcica to jakieś złe słowo wg Ciebie?
moim skromnym zdaniem oznacza niczym racjonalną powiedzmy że ‘potrzebę’ – raczej zwierzęce zachowanie
mocno obraźliwe
Jest to słowo pospolite a nie obraźliwe: http://sjp.pwn.pl/lista.php?co=chcica .
super znasz link do słownika ;) a teraz jak się to słowo kojarzy?
Może nie jak tylko z czym? Bo mi podobnie jak Weronice: z nie do końca uświadomioną i zrozumiałą potrzebą wynikłą
z bardziej pierwotnych niż ludzkich pobudek.
Czy to Cię tak denerwuje? :]
tak!
tylko, że dla mnie to też jest w takim połączeniu negatywne pojęcie, bardzo negatywne nawet
no to właśnie zadałam pytanie, jak to się kojarzy
Anetka, pisząc o „części” nie miałem przecież Ciebie na myśli, więc skąd to zdenerowanie? :-)
Weronika, bo negatywnie oceniasz uleganie ‘niskim’ popędom? Ja również, ale nie da się zaprzeczyć, że istnieją ludzie im ulegający :]
tak, pod czym pod: ‘istnieją’ wrzuciłeś masę kobiet, które chcą mieć dziecko
chcą != mają chcicę
ależ ja się nie czepiam o „część”, ja się czepiam o dwa źle zestawione razem słowa „genetyczna chcica” – gdzie „chcica” się kojarzy negatywnie
kojarzy się nawet nieco wulgarnie, nie będę rozwijać jak.
Anetka, chcica, a więc ta bardziej zwierzęca część ludzkiej natury jest jak najbardziej genetycznie uwarunkowana, więc dalej nie rozumiem o co to czepianie.
Weronika, pod ‘istnieją’ wrzuciłem tylko tych co im ulegają, nigdzie w odniesieniu do tej grupy kobiet nie było słowa „chcą”.
Ubawiło mnie to „Dorośniesz… Zrozumiesz…” w kontekście http://betenoire.jogger.pl/2008/10/29/mam-dziecko-o-o/
Niesamowicie ubawiło.
o matko
I nie starczyło Zuzance odwagi, by podać link do siebie ;]
Gdy byłem mały babcia mnie uczyła: poznasz głupiego po śmiechu jego :-)
Wszyscy znają, nie muszę podawać. Ale naści.
Ok, postaram się teraz nie zapłakać nad Twoimi wpisami :)
Mam się przestraszyć czy coś?
Coś :-)
Zuzanka: z tego co widzę, to wypowiedzi „dorośniesz, zrozumiesz” były do Radka kierowane.
@anetka, bez względu na wiek obawy przed posiadaniem dziecka są wystarczająco dorosłe. Niedojrzałe jest trzaskanie sobie potomka nie patrząc na sytuację. Tyle że ja jestem z niepopularnej frakcji, że nie każdy musi się rozmnażać, a nie wszyscy powinni. Sugerowanie, że ktoś teraz nie chce, ale dorośnie i zmądrzeje, to zachce, są... zabawne.
Oczywiście, jeśli źle zrozumiałam wypowiedź BeteNoire, to zwracam honor, ale sądząc z płytkich „chcic” poniżej, nie jestem przekonana.
Co to tego ‘dorośniesz, zrozumiesz’ to wiem, że najlepszym nauczycielem jest życie.
Dorosnę, zrozumiem. A raczej nabiorę więcej doświadczenia. Oddzielę może wtedy marzenia o życia.
Zuzanka rzeczywiście określenie, że jak się dorośnie i zmądrzeje to wtedy się podejmie decyzję, jest śmieszne, bo różni są ludzie i w różnym wieku dochodzą do decyzji o dziecku. Nie widzę wpisu BeteNoire i nie wiem z jakim on podejściem do tematu posiadania potomka wypowiedział słowa do Radka „Dorośniesz, zrozumiesz”.
Zdrowy rozsądek doprowadził do tego, ze w sędziwym wieku jestem bez potomka i na siłę szukam pozytywów. Nie muszę dóbr składać, mogę hulać, ale czy to jest tej samej wartości?
echo90, ile to sędziwy wiek? ;-)
Oczywiście przesadzam, ale rodzenie pierwszego dziecka po czterdziestce jest ryzykowne. Po co dodatkowe lęki? Natura stworzyła nas tak, by rodzić za młodu, a nie śledzić swój cykl i zastanawiać sie, czy jeszcze jajeczkuję i czy tym razem… Zdroworozsądkowo jest rodzić wcześnie, bo nawet super wypasiona chata i ilość zer na koncie nie zrekompensują. Dojrzałość emocjonalna? A co to jest? Jest jakiś limit, kiedy się ją osiąga?
Wszystko się zgadza, tylko jedno „ale” – kto mówi, że do osiągnięcia wartościowego życia trzeba mieć dzieci? Chociaż patrząc na n-k to jedna z kilku „rzeczy”, którymi się ludzie chwalą (dom, samochód, wakacje w Chorwacji, mój synuś).
PS Oczywiście można mieć dzieci dla samego faktu posiadania, ale wtedy nie trzeba sobie tego racjonalizować na żadnym z poziomów (czy się nadaję, czy mnie stać, czy to już). Jeśli pojawia się racjonalizowanie (kiedy lepiej, czy najpierw dom, samochód i kariera itp.), to już jest życie pod presją ;->
A ile masz lat Zuzanko? Mam czas na czytanie. Mogę planować wakacje tylko pod siebie, nie muszę wstawać na czas i nie muszę śledzić końca lekcji. Mogę nie wracać na noc. Nie muszę. I nawet do niedawna mówiłam, że nie chcę. To przychodzi z czasem. I gdy patrzę teraz na Bakułę z jej tekstem wypowiadanym przez twarz zmasakrowaną operacjami plastycznymi, zastanawiam się, czy jeszcze są to jej prawdziwe wypowiedzi? Inaczej sie patrzę na twarze ze zmarszczkami moich koleżanek, które rozmawiają z dziećmi.
Mam ochotę napisać, że nie ważne są motywy, bo skutek zawsze przerasta oczekiwania i nas samych zaskakuje. Jest to pewien rodzaj miłości. Tak łatwo nam z niej rezygnować? Jesteśmy głupcami.
Jesteśmy głupcami, bo się boimy. ;)
echo90, 33. I nie czuję, że z czegoś rezygnuję.
Jesteś młoda. Też nie czułam. To przychodzi, gdy rezygnacja nie ma znaczenia, bo natura zrezygnuje z Ciebie.
Złudzeniem jest, że mamy wybór. ;)
echo90, wierzę na słowo. Ale chyba w żadnej innej dziedzinie nie da się zaplanować sobie przyszłości na zasadzie „bo to będzie lepsze dla mnie za 10 lat”. W większości przypadków jest tu i teraz (a Bakuła nie jest dobrym wzorcem).
Zróbmy ankietę. Jest kobietą, która nie chciała mieć dzieci i nadal to deklaruje.
echo90, znam stosunkowo mało ludzi, żeby wyciągać wnioski. Mam co najmniej dwie bezdzietne znajome w okolicach 50-tki, które są z tego faktu zadowolone. Mam 36-letnią znajomą z dwójką dzieci, która na każdym kroku żałuje, że nie jest bezdzietna. Mam znajomą, która nie ma partnera, a chciałaby mieć. Tyle że ja nie odpytuję ludzi o ich kwestie rozrodcze, bo uważam, że to strefa, do której otoczenie nie powinno wchodzić.
Dzieli nas dziesięć lat. Jestem pogodna, uśmiechnięta. Nikomu, oprócz najbliższej przyjaciółce nie mówię o moich wyborach i czy mnie uszczęśliwiły. Towarzyszy mi motto mojej mamy. „Lepiej by ci zazdrościli, niż by mieli się nad Tobą litować.”
echo90, wiele ludzi tak robi, dlatego nie da się zrobić miarodajnego planu na życie. Jakbyś 10-15 lat temu wybrała inaczej, może być też pisała, że źle wybrałaś? Trawa zawsze zieleńsza po drugiej stronie.
Ja nie dokonuję złych wyborów, ja nie mam na nie wpływu. Bawi mnie, gdy mam złudzenie, że ja decyduję. ;)
echo90, zawsze masz wpływ.
rzadko kiedy taki, jaki byśmy chcieli
Zawsze mogę mieć złudzenia. ;)
złudzenia, że masz złudzenia, że masz wybór, czy złudzenia, że masz wybór?
się gubię :)
Jedyne co mamy to złudzenia, że mamy własne pragnienia. :D
co do pragnień, to śmiem twierdzić, że je mamy i że niekonieczniu musi mi się wydawać, że je mam
I pozamykane? „Bóg karze nas, spełniając nasze marzenia”. To chyba tkwi we mnie najbardziej. ;)
a w tym coś jest :) i nawet nie chodzi o to, ze marzenia by się skończyły
Trzeba marzyć i mieć nadzieję, cudne rozganiacze złych myśli. Lekarstwo dla mózgu. ;)
u la la! Ale się dyskusja rozpętała! a najbardziej to tytuł mi się spodobał! Ech, chyba talent do tytułów masz…
Cudny, cudny, cudny…
BeteNoire: dziękuję. Bo mogę sobie pogratulować wyczucia – od początku twierdziłam, że tamta historia to wielki blef. Weronika świadkiem.
aha – jeszcze jedno… co do głupich koleżanek lemiela – wg jakiego rozdzielnika mu je przypisujesz? i ile naliczyłeś się u siebie? (bo ja nie miałabym kłopotu ze znalezieniem przykładów).
idę się pociąć, tak mi głupio, że jestem głupia (jeśli oczywiście zaliczam się do grona koleżanek)
Tak się od paru dni zastanawiam gdzie przypadkiem trafiłem na tekst o końcu dysfunkcyjności rodziny i gdzie on się podział, bo datę z grubsza znam.
Przy okazji zastanawiam się czy to „stety”, czy „niestety” i czy w związku z tym coś innego jest żałosne czy nie…
Dodaj komentarz:
Możesz używać Markdown bez obrazków.