Bicykl(7) , Ciuchy(10) , Humor(75) , Jedzenie(36) , komentarze(3) , Kultura(63) , Miniblog(144) , Mozilla(5) , Nauka(18) , Polityka(16) , Praca(12) , Radio(9) , SeaMonkey(2) , Skrzaty(3) , Tech(151) Tylko mebel(32) , Varia(291) , Zabawki(2) , ziewnik(45) , Zwierzaczki(7) , Życie(330) , London story(4)



A dziś dla odmiany

30 października 2008 | 21:23:43 | Kategorie: Życie | 6 komentarzy | Permalink

Dałem sobie usunąć prawą dolną ósemkę. Było szybko, profesjonalnie, może nawet tak sucho. Szedłem na wizytę do chirurga z nastawieniem, że tylko konsultacja z jakimś miłym starszym, siwy i brodatym panem. A tu pierwszy strzał między oczy — pan jest młody, zarost ma ale taki dwudniowy i mówi, że możemy jedną usuwać nawet dziś, bo na zdjęciu ładnie wygląda, a ten drugi już tak niekoniecznie. Chwila na zastanowienie się, a może nie dziś, a w listopadzie będzie taniej, bo będę miał już abonament jakiś, ale jak z tego gabinetu wyjdę to prędko pewnie nie wrócę na kolejną wizytę, mimo, że się nie boję, bo te wszystkie przeczytane w sieci i wysłuchane własnousznie sprawozdania ze scen mrożących krew w żyłach… No i niewiele dziś zjadłem, bo o przyniesionych z domu kanapkach i ciastku francuskim z cukierni zapomniałem itd. Dobra, po męsku, w końcu niby facetem jestem, decyzja: usuwamy. 17:20 wszedłem do gabinetu, a już o 17:40 siedziałem na fotelu zaciskając gazik między odrętwiałymi szczękami, po znieczulaniu, wyrywaniu, odcinaniu i szyciu. Dostałem receptę na Augmentin i Ketonal oraz zalecenie zgłoszenia się na wyjęcie szwów za tydzień.

Po powrocie do domu zjadłem kupioną po drodze sycącą zupę, uprzednio traktując pływające w niej pyszności nożem po ich odcedzeniu. A teraz siedzę i zastanawiam się czy zażywać ten Ketoprofen, czy sprawdzić jaki to jest ból, jak mi już do końca znieczulenie zejdzie. Ale chyba nie zaryzykuję bezsennej nocy i podejmę kolejną męską decyzję i zażyję.

Czyli, dobrej nocy! :)

spotkanie z kolejnym fajnym człowiekiem

30 października 2008 | 21:07:56 | Kategorie: Mozilla, Tech | Dodaj komentarz | Permalink

Wczoraj byłem na spotkaniu z Dyrektorem ds. Lokalizacji w Mozilli Sethem Bindernagelem. Jak zwykle, gdy ktoś z Fundacji lub Korporacji przyjeżdża jest miło. Pomijając dobre polskie jedzenie i niekończącą się rozmowę w języku, którego używanie niestety coraz gorzej mi wychodzi — czyżby pora na jakąś szkołę? Na szczęście Stef i jego koleżanki, które później dołączyły nie pozwolili, żebym się przemęczał dukaniem. Chociaż wspiąłem się na wyżyny swojego talentu językowego i opowiedziałem po angielsku dwa polskie dowcipy, w tym ten o Polaku zamkniętym w jaskini przez diabła z postawionym zadaniem twórczego wykorzystania dwóch stalowych kulek. A ten zamiast wyuczyć się jakiejś sztuczki, to jedną kulkę zgubił, a drugą zepsuł… Aż szkoda, że Seth tak krótko był. Ale wiadomo, nie jesteśmy na świecie sami, a dom na drugiej półkuli czeka ;). — Podobno San Francisco jest piękne.

Wiecie jak to jest, niektórzy dyrektorowie mają w sobie to coś, co powoduje, ze chce się w ich towarzystwie przebywać…

A same pierogi nieodłącznie kojarzą mi się z filmem Man in Black, w którym Arquilianie zamawiali pierogi w jakimś polskim barze w Nowym Jorku…

Seth miał iPhone. Mam wrażenie, że robił lepsze zdjęcia niż mój mały Nikon L15… No i te bajery z i na ekranie…

Dwa zdjęcia na Flickrze:

Stef i Seth przed pomnikiem Nieznanego Żołnierza

Ja, Seth i Stef przed pomnikiem Syrenki na rynku Starego Miasta

Tagi: , ,

dziecko przy siekaniu marchewki

28 października 2008 | 23:21:46 | Kategorie: Varia, Życie | 73 komentarze | Permalink

Skończyłem czytać ostatniego Harry'ego Pottera (i nawet się nie rozczuliłem, ale znałem samą końcówkę) i dostałem informację, że kuzynowi i jego żonie, czyli nowej kuzynce urodziła się godzinę temu córka (nawet widzę prezent z napisem Gratulacje od kogoś dostał na n-k). I tak krojąc marchewkę i pietruszkę oraz obierając mięso ze skrzydełek na galaretkę zastanawiałem się co powoduje, że nas ludzi tak do tych dzieciaków ciągnie. Może nie wszystkich, ale mimo wszystko je mają/będą mieli (ale w takim razie nie rozumiem dlaczego). Jedni są źli, że się pojawiają przez przypadek, inni używają ich do łapania przyszłego męża („Nie chciał z nią być, to jak to się stało?” — „No bo im się chciało, a ona powiedziała, że używa pigułek.” — wiadomo studenci.), jeszcze inni żeby dziewczyna ich nie zostawiła takie sobie sprawiają. Niektórzy głupio, bardzo głupio, uważają, że może dziecko scementuje ich nieudany związek… Nic nie wiem, nie wiem co o tym myśleć. Czy to tylko sama obecność drugiej, odpowiedniej(?) osoby to powoduje? Ale czasami przychodzi bez drugiej osoby obok. 25 lat, hormony wybuchają albo widok tłumów młodych rodziców z dzieciakami spacerujących przed oczami…

Tagi: ,

zupa pomidorowa

23 października 2008 | 18:41:30 | Kategorie: Ciuchy, Życie | 9 komentarzy | Permalink

Przed ładnymi kilkoma latami krążył po kraju (a może nie tylko) dowcip o hooby pierwszej damy. Hobby czyli to co się lubi. A ja przed momentem odcinając metki o kupionych w tym tygodniu 21 par skarpet doszedłem do wniosku, że może one są moim hobby, bo to najliczniejszy składnik mojej garderoby, chociaż rozrzuconej po kilku lokalizacjach. Ale nie bójcie się, tym razem fotek nie będzie, chociaż nie jest już tak monochromatycznie… A lwia część z tych będących moim dzisiejszym natchnieniem przynajmniej na jeden dzień wyląduje w pewnej szufladzie…

ekologiczne śmieci z psem

15 października 2008 | 21:46:40 | Kategorie: Życie | 3 komentarze | Permalink

Już wiem dlaczego ekologiczne wyrzucanie śmieci tak słabo mi idzie. Pomijając to, że kosze są mocno nieergonomicznie, czyli nie przy drodze na przystanek, ustawione. Mianowicie nie mam psa do wyprowadzania na spacer. Amper się nie liczy, no i on wychodzi do ogródka sam. Jak wyrzucałem przed chwilą pudła i polistyren ekspandowany z nich po monitorze i głośnikach to niewiele mniejszą porcję plastików i szkła wyrzucał pan z pieskiem na smyczy. Bo pies przeciągnie przez te wszystkie zakamarki z drugiej strony bloku i kosze same znajdują się na trasie spaceru…

bo tak mnie wzięło, całkiem bez związku, na cytat

14 października 2008 | 23:52:58 | Kategorie: Varia | 4 komentarze | Permalink

Bo to takie prawdziwe.

Dzieci nie mieliście, prawda, Nataszko?
— Prawda — wyszeptała Natasza. — Czemu tak, kochanie? — Wróżka pokręciła głową. — Chciał mieć dziewczynkę, prawda?
— Dziewczynkę…
— No i trzeba było urodzić. (…)
— Tak się złożyło. Nie mogę z powodu dziecka niszczyć sobie kariery.
— Też prawda. — Wróżka się nie spierała. — Twoja wola. — Potarła twarz dłońmi. — A teraz chcesz, żeby do Ciebie wrócił? A wiesz, czemu odszedł? Czarnobrewa już nosi jego dziecko… Postarała się, oj, postarała… I wysłuchała, i pocieszyła, i w łóżku się uwijała. Chłopa miałaś dobrego, niejedna o takim marzy… Chcesz, żeby wrócił? Ciągle chcesz?
Natasza zacisnęła usta.
— Tak.

Chociaż to wciąż fantastyka. A cytat pochodzi z „Dziennego Patrolu”.

naleśniki z proszku bo miałem wolne popołudnie

14 października 2008 | 23:21:53 | Kategorie: Jedzenie, Życie | 8 komentarzy | Permalink

Jak następnym razem wpadnę na pomysł kupowania gotowego „ciasta” w proszku na naleśniki to weźcie mnie Wy i Ty stuknijcie w głowę, byle lekko. Chociaż może będę pamiętał, żeby nie kupować, bo lecytynę dziś nabyłem i nawet zażyłem. „Naleśniki z pełnego ziarna” z Delecty może i są słodką przekąską, bo z lekko słonym naturalnym twarogiem z Piątnicy z dodatkiem soli czosnkowej smakują dziwnie, a keczup tę dziwność jeszcze wzmaga. Na słodko spróbuję jutro. Ale te 7 sztuk — na torebce pisze coś o 8, ale to pewnie mam za dużą patelnię ;) — piekło się około półtora godziny! Dobrze, że zamiast 600 ml wody użyłem tylko 500 ml, bo pewnie piekłyby się dwie godziny, żeby odparować wodę. A ciasto i tak było bardzo płynne. Ale przynajmniej fajnie się „Dzienny Patrol” czytało, bez nerwowego zaglądania na patelnię czy coś się nie przypala…

pierwszy dzień jesiennego spotkania Aviary.pl w 2008 roku

11 października 2008 | 15:52:17 | Kategorie: Mozilla, Tech | 3 komentarze | Permalink

Jak widać na poniższym zdjęciu dyskusja na temat działań Aviary.pl jest bardzo intensywna, bo nawet wegetariańska pizza znika w dużym tempie — tak jesteśmy spragnieni energii. Co prawda jak widać prezes (nad nami) czuwa byśmy się jednak nie przejedli. Bo jeszcze organizmy przerzuciłyby moce przerobowe na trawienie jedzenia…

pożywna pizza wegetariańska

Od lewej fragment sylwetki Wojciecha w nowej szałowej koszulce z Tuxem od Leszka, Klapek, nogi Huberta (pilnuje nas ;) ), ja i zamyślony Staś.

Mimo że jeszcze dziś rano wydawało się, że nie będzie o czym dyskutować, to jednak agenda się mocno rozrosła, chociaż nie ma sztandarowego punktu „Reorganizacja”. Bogatsi o doświadczenia z poprzednich spotkań i okresów między nimi szybko rozwiązujemy dręczące nas problemy. Proces zmniejszania demonizacji wyborów nowego zarządu jest ciekawy i jednak dość trudny… — „Zadzwonimy do XXX: Cześć XXX! Chcemy, żebyś powiedział na kogo anonimowo oddajesz głos. Czekaj, przełączę na głośnik.” :D

autokomis na wsi :(

07 października 2008 | 22:23:07 | Kategorie: Varia | 2 komentarze | Permalink

Znajomi znaleźli w niedzielny wieczór autko w autokomisie. Ładne, czerwone. Dla Pani. Bardzo się Pani spodobało. Pojechali w poniedziałkowy poranek je oglądać. Nie ma. Właściciel autokomisu pojechał nim do pracy. „Jakby Państwo zadzwonili w niedzielę wieczorem to by było.” — Dzwonić w niedzielny wieczór do autokomisu?! — „Ale jutro w takim razie będzie.”

Pojechali, znowu nie było. Znowu pojechał nim do pracy, bo musiał. A jakby go kupili od ręki? To co poszedłby piechotą? Albo nie poszedł/pojechał?

Pojadą jeszcze jutro, ale ostatni raz, bo ileż można… Inne autokomisy raczej chcą zarobić i auta nie odjeżdżają z placów.

« Wcześniejsze wpisy | | Nowsze wpisy »

lemiel@jabber.wp.pl

nie ma mnie

mail: lemiel na wp.pl