Owen Yeates — Ludzie z tamtej strony czasu
Ostatnio jeżdżę trochę pospiechami albo EC z Katowic zamiast ekspresami z Krakowa. Wiadomo, cztery godziny po domowym obiedzie, na dowolnym dworcu PKP człowiek robi się głodny. Schodzi z peronu i idzie poszukać tego czegoś nieokreślonego do jedzenia czy przegryzania. I zamiast podrzędnej jadłodajni natyka się na bukinistów. Dwóch. Jeden młody i nieco zrezygnowany, który raczej minął się z powołaniem i chyba odrabia pańszczyznę. Drugi bardziej zorientowany, skoro na moją odpowiedź, że Wiktor Żwikiewicz jest nowością odparł, że przecież on jednak znanym twórcą i to od dawna. No ale nowy jest dla mnie. Na moją wieś za dużo literatury i wieści ze świata nie docierało, zwłaszcza do takiego smarka jakim byłem. A potem, to co innego miałem na głowie. Jedną z upolowanych była książka z dużym napisem Owen Yeates na okładce. Jakby to był autor książki. Coś mi nie pasowało, ale w środku były przygody Owena i w znanym mi stylu, więc się nie oglądałem, tylko rozpocząłem opróżnianie portfela z podobizn Mieszka I.
Owen Yeates powraca w drugim (chronologicznie) tomie swoich przygód (po PODWÓJNEJ ŚMIERCI, która naprawdę nosiła tytuł LUDZIE Z TAMTEJ STRONY ŚWIATA, a przed FLASHBACKIEM). Tom LUDZIE Z TAMTEJ STRONY CZASU jest tomem spóźnionym. Jednak ukazuje się — wreszcie pod prawdziwym nazwiskiem autora, który zrezygnował z polskiego pseudonimu Eugeniusz Dębski i zezwolił na ujawnienie osoby tłumacza (połączone postawy tłumacza i wydawnictwa nie były tu bez znaczenia).
No i faktycznie, jest napisane „Przekład Karol M. Dołgowicz”. Zaskoczyło mnie to mocno, bo autor mi nie znany, bukinistom pewnie też i książka za 8 złotych zmieniła właściciela. Zresztą, pozostałe też były tanie, zdecydowanie tańsze niż bywają w Krakowie na Dworcu Głównym. Toteż stąd taka ilość. No i dla mnie to były perełki, wcześniej nie znane.
Sprawa autora wyjaśniona jest w tym wywiadzie:
(…)PCh - Kiedyś widziałem na twojej książce pieczątkę "Tekst wydany bez
końcowej korekty". Jedna z twoich powieści sygnowana jest: Owen Yeates,
a na tytułowej stronie: "tłumaczył Karol M. Dołgowicz". To taki joke?
ED - Miałem w CIA rozmowę z Ilukowiczem:
On: Okładkę ci przyślę. Owen Yeates...
Ja: Jak? Owen Yeates?
On: A nie mówiłem ci? Mam już wydrukowaną. Ale tytuł jest twój!(…)
Niezdrowe jedzenie też dorwałem, jednak już obciążony reklamówką z dużą dawką kultury, prawie że masowej. W postaci zapiekanki, prawie standardowej. Prawie, bo mieszanka zapieczonych pieczarek z serem została z wierzchu posypana posiekaną kapustą pekińską, jak do surówki. I oczywiście polana czymś co leżało obok ketchupu.
lemiel@jabber.wp.pl
Komentarze:
jeśli kwestia autorstwa jest tak zakręcona – strach się bać fabuły ;)
W Katowicach na dolnej hali naprzeciwko kas InterCity czy w tej księgarni po prawej stronie obok fryzjera i naprzeciwko salonu gier? Ja się tam zaopatrywałem w książki. Kilka tanich i ciekawych pozycji zarazem tam nabyłem. W przejściach między peronami to tylko natykałem się na sprzedawców precli ;)
Weroniko, jak lubisz SF, a chyba tak (coś o Pratchetcie czytałem), to może jakiś znajomy albo biblioteka będzie to miała w zbiorach.
Krystek, nie wiem czy jest tam kasa IC… Może jeszcze będę miał okazję to sprawdzić. Ale na pewno na dole.
Tam na dole zawsze bez kolejki kupowałem bilety na pociągi. No i na dodatek mogłem zapłacić kartą.
Dodaj komentarz:
Możesz używać Markdown bez obrazków.