W życiu każdego człowieka pojawia się moment, w którym zauważa, że się zmienił, że jest starszy, że zdobył wystarczającą i wymaganą ilość wiedzy z danego tematu, że ma przyzwyczajenia. Na przykład, ja czuję, że od czasów dzieciństwa zmieniło się sporo…
Przy banalnym wrzucaniu pociętego pilarką drewna do pojemnika służącego do przenoszenia go do piwnicy zauważyłem różnicę we własnym działaniu. W odróżnieniu od leciwych rodziców i młodego siostrzeńca, nabierałem więcej kawałków do rąk, szybciej przerzucałem te „porcje”. A jak sobie przypomnę 20 albo i więcej lat temu, jak nieporadnie w porównaniu do taty szło mi wrzucanie węgla do piwnicy, która to przyjemność przez ostatnie lata mnie omijała.
Samo cięcie drewna pilarką pokazało, że fajna to zabawa, ale i ciężka praca. A by się lżej pracowało, wprowadza sie pewne udoskonalenia, pomocnicze narzędzia. Taki na przykład stojak do trzymania desek, zwany koziołkiem. Przemyślana konstrukcja, udoskonalona w trakcie pracy. Odpowiedniej, równej długości podpórki. A tu młody współpracownik to „poprawia”, „żeby było równo”. I ucina jedną z podpórek. Psując TWOJĄ wypieszczoną zabawkę. Oczywiście cięty materiał już nie ma odpowiedniego podparcia i trzeba go mocniej trzymać, i co najważniejsze, mniej wygodnie. Pomijając już to, że przez dłuższy czas niż Ty ma w rękach tę fajną pilarkę. I to, że ta jego pomoc jest cenna i wniosła duży wkład w pracę. I bez niego byłaby niewykonalna.
Trochę podobnie było przy skręcaniu foteli, niby sam bym sobie poradził, ale trwałoby to dłużej. A tu pomógł, potrzymał, skręcił kilka śrub. Niby nic, ale no, zabrał mi odrobinę zabawy. Pewnie to uczucie to pozostałość tej irytacji po „ulepszeniu” podparcia. Chociaż, powinienem być bardziej wdzięczny za tę pomoc. I jakoś tam będę, w końcu, sam byłem studentem…
Nie wiem dlaczego, ale w czasie rozmyślań o tym przypomniał mi się stary kawał o szambonurkach, starym, który nurkował z kluczami by coś tam przy dnie zreperować i młodym, który podawał mu klucze. Że mimo absurdalności całej sytuacji i mało przyjemnej pracy, to do pewnych czynności trzeba mieć jednak wiedzę, umiejętności…
Tu też kojarzy mi się sytuacja z pracy, mam coś pod opieką i w pewnym momencie trzeba to coś, również swego rodzaju zabawkę, oddać pod opiekę komuś innemu i zająć się nową zabawką. Z jednej strony szkoda, a z drugiej cieszę się, że się z nią w pewnym sensie żegnam, bo chociaż daje ona swoistą władzę, to bywa ta „władza” uciążliwa w powiązaniu z użytkownikami.