Bo tam jest pyszne jedzenie
Bo człowiek robi jakąś tam karierę, może nawet dość mizerną. Ale jednak zastanawia się, a może by tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady? Bo takie dobre tam jedzenie mają. Taka restauracja „Kuchnia Polska pod malwami” w Polańczyku na Zdrojowej 36, prowadzona przez panią mgr inż. żywienia.
I widać w tym wypadku studia zaowocowały. Pyszne jedzenie, miłe panie kelnerki, rewelacyjna atmosfera. Aż się chciało zostawiać napiwki. Ale nie chciało się stamtąd wychodzić. W sumie, pani prowadząca też jako kelnerka się udzielała. A panie jednakowo ubrane, nie w „mundurki” oczywiście, ale takie ładne i skromne letnie sukienki. Ale jedzenie. Węgierska zupa rybna, kociołek bieszczadzki czyli kwaśnica po bieszczadzku — nie lubię kapuśniaku, ale tym zajadałem się jak głupi, bogracz w kociołku, barszcz z uszkami czy mój ulubiony rosół, którego zjadłem dwie porcje. Chłodniki: jagodowy, wiśniowy i litewski — smakoszka zajadała się nimi gdy ja jadłem mięcho. Schab duszony ze świeżymi grzybami i kluski śląskie, naleśniki z owocami i bitą śmietaną, blin wileński (jeśli dobrze zrozumiałem to z mąką gryczaną) z gulaszem, mielony z ziemniakami też był pyszny. Do tego góra surówek do wyboru. I kompot, taki inny niż wszystkie. Bo prawdopodobnie z goździkami. W sumie, to mógłbym przepisać całe menu — sfotografowałem wszystkie strony — ale nie warto. Za to warto zacytować motto z pierwszej strony:
Wszystkie posiłki przygotowujemy na świeżo na indywidualne zamówienie a więc zapraszamy gości, którym się nigdzie nie spieszy.
Ale przede wszystkim warto tam pojechać i spróbować tego jedzenia.
Nam się nie spieszyło, więc podsumowanie samo się nasuwa, że jadaliśmy tam codziennie…
Ale coś przegapiliśmy, bo za budynkiem jest klimatyczna, wyciszona Cafe „Stanica” i niestety trafiliśmy tam dopiero ostatniego dnia. Pyszna kawa mrożona, galaretka z owocami i bitą śmietaną. Prawdziwą bitą śmietaną. Ta sama śmietana była oczywiście w mrożonej kawie. Niestety nie było w ofercie ciasta. Na przykład szarlotki, do kawy takiej zwykłej czy herbaty. Ale ogólnie to ciasta nigdzie nie było, wszędzie tylko kebaby, pizze, zapiekanki i inne hamburgery. Chociaż tam, nazwy nie pomnę, pizza była nawet niezła.
lemiel@jabber.wp.pl
Komentarze:
potwór:D
Olaś, za rok. Za rok mamuta pod pachę i na wschód…
nie zapomnij o dziecku :)
głodnam…
w Zakopcu i okolicach też mogę parę fajnych knajpek polecić;)
Dodaj komentarz:
Możesz używać Markdown bez obrazków.