Bo najlepsze są takie wpisy, których…
Pamiętam czasy, w których mocno czymś zaaferowany wracałem do mieszkania, włączałem komputer i przelewałem na strony ziewnika wrażenia, lekko tylko cyzelując pewne wyrażenia i poświęcając na to godzinę albo i więcej czasu.
Dziwiłem się np. Sznikowi, że tak szybko potrafi napisać notkę, albo pisze trzy po kolei. (Chociaż ostatnio poznałem kogoś, kto klepie w klawisze z prędkością prawie karabinu maszynowego.) Bo nie musiałem zajmować się czymś innym, miałem czas wolny. Później stało się coś. Zmieniłem pracę, pojawił się blip. Blip początkowo traktowany jak piąte koło u wozu, bo wpisy, że lody są mniam mnie nie zainteresowały, nie widziałem potrzeby informowania o tym że jem np. mój ulubiony rosół. Później być może znalazłem swoją niszę w nim wraz z nowym telefonem z lepszym wbudowanym aparatem fotograficznym. Przy okazji zmniejszyła mi się ilość wolnego czasu. Nisza przeewoluowała. Zmniejszyła się ilość czasu w którym można coś poobserwować i zauważyć coś nadającego się do opisania więcej niż jednym zdaniem, wyciągnięcia wniosku lub wniosków. Blip załatwia to wspaniale, chociaż ciężko się wysyła smsy z basenu. W pociągu lub tramwaju można wyciągnąć zeszyt lub inny notatnik i pióro, i przelać myśli na papier. Tylko, układanie ich w formę wpisu na bloga nie ma sensu. Lepiej luźne, treściwe zdania. Ale przy braku czasu na zdigitalizowanie ich materiał może się przeterminować… I potem z braku czasu i jednocześnie wielkiej potrzeby blogowania, które koszmarnie jednak wciąga, mogą wyjść potworki… To może lepiej już zapomnieć tę treść, która miała być zapisana.
Bo najlepsze są takie wpisy, po przeczytaniu których nie ma co komentować, bo autor(ka) opowiedział(a) historię w pełni. Jedyne komentarze to te pochwalne, że wpis super. I że się pojawił. Taki leniuch stodrugi albo opierniczony, czy nasza siwa (ta ostatnia to nawet o kocie pisze fajne rzeczy — a może to ona przyciągnęła odpowiedniego kota (kotę), który to maci niepospolite pomysły?). A z drugiej strony Kazimierz Marcinkiewicz i Kominek z setkami komentarzy (ten pierwszy przynajmniej na początku, teraz nie wiem nawet, czy jest jeszcze aktualizowany jego blog). Wybór niewielki, wskazujący moje ograniczenie i brak czasu na subskrybowanie n rzeczy przez rss albo wyszukiwanie nowych. Ale nie ma co pisać. Tu autor zapatrzył się na dwuletniego chłopca wspaniale bawiącego się w przedziale i myśl mu uciekła.
I wyszło szwarc, mydło i powidło, bo nie utrwaliłem tej myśli, która przemknęła wyzwolona przez pędzące neutrino (Pratchetta niedawno czytałem). Bo wolałem poczytać… A może kilka myśli zlało się w jedną? Ech…
A może przyszła pora na seks?
Interesujący ludzie (zwierzęta) mają interesujące życie, z którego sytuacje można opisywać? Stalem się nieciekawy?
Oczywiście, jako, że nie mam komentarzy to nie przyjmuję arbitralnie, że piszę fajnego bloga, bo on jednak nudny jest i sam bym go całego od początku nie czytał…
Pora na solidną przerwę. Od wszystkiego.
lemiel@jabber.wp.pl
Komentarze:
ale fajny wpis;D
Super wpis! :D
PS. Co do karabinu maszynowego – ja w pracy tak napierdzielam. Co najlepsze, z prawej ręki używam może 2-3 palców do „ultraszybkiego pisania”. :)
Gdzieś miałem na blogu statystyki znaków na minutę…
To samo się dzieje, kiedy siedzisz w wakacje w domu, nic nie robiąc, nie mając jakiegoś konkretnego zajęcia. A nie będziesz przecież co chwilę pisał o tym, że ta strona wstała, ci sportowcy wygrali, a ty właśnie zjadłeś rosół. No, może pomidorową, dla oryginalności. Jeśli chodzi o natchnienia, czekam na rok szkolny.
krupniczek lepszy :]
Dobry krupnik na rosole, z drobną kaszą jest pyszny…
albo zupa trawa z brokułów ;)
Mimo tego, że dobra była to jednak smak miała specyficzny jak sobie ugotowałem…
no właśnie, dobry taki :D
no, specyficzny, taki :P
widocznie źle ją ugotowałeś i tyle :P
Albo szczawiowa… Ale rzadko ją już jadam. Niestety.
nie, szczawiowa nie
Szczawiowa jest pyszna. Obok domu są jeszcze łąki i tam trochę go rośnie… Czasami się zdarza.
Dlaczego nie? Z jajeczkiem… Ewentualnie żurek z dużą ilością chrzanu.
chrzan też nie jest dobry :]
I jak tu dogodzić.
po prostu, co nie? :D
I biały i zielony, czyli wasabi są ok. Ale nie jedzony tonami.
tholomaios: w sypialni? ;)
Jam nie ukończył 18 wiosen…
biedactwo, ale od 15 podobno można
a, wasabi, ostatnio spożywałam, fajny taki zielony ogień :]
Nie mówie, że nie można. ;-)
tak tylko się skarżysz? :D
Na swój wiek? Nie, wolę taki, jaki jest. W końcu to najpiękniejszy wiek. Podobno.
ja to chyba bym nie chciała wracać do czasów, kiedy miałam lat naście, nic mi nie wolno było i w ogóle, no, teraz lepiej jest
Uświadomienie sobie tego jeszcze przede mną. ;-)
może tak jest lepiej – wiedzieć, że poprzednio było gorzej, a ekstrapolując – zawsze będzie tylko lepiej
Nie twierdzę, że było gorzej, bo nie wiem jeszcze, jak będzie „lepiej”. Nie mów hop… Ale schodzimy z tematu. ;-)
No zeszliście, ale jak widać, temat mało komentowalny…
no, i Lemiel nas wyrzuci
Tak, Wy tacy/takie i owakie, niedobre ;)
to ja idę, zgarniam piesa i na dwór
właśnie takie wpisy są najfajniejsze, „trącasz” kilka różnych spraw w jednym wpisie i trafiasz w sedno :)
Ja chciałam tylko napisać, że mój kot jest całkiem zwyczajny ;) Umiem napisać trzymające w napięciu opowiadanie z wizyty u mechanika, a jako dziecko snułam przezabawne opowieści z wyjść po masło do sklepu ;)
No to Ty nie jesteś zwyczajna… ;)
Uwielbiam pochlebstwa ;)
Kto nie lubi :)
Byle nie były wyznacznikiem postępowania ;)
Dodaj komentarz:
Możesz używać Markdown bez obrazków.