Bicykl(7) , Ciuchy(10) , Humor(75) , Jedzenie(36) , komentarze(3) , Kultura(63) , Miniblog(144) , Mozilla(5) , Nauka(18) , Polityka(16) , Praca(12) , Radio(9) , SeaMonkey(2) , Skrzaty(3) , Tech(151) Tylko mebel(32) , Varia(291) , Zabawki(2) , ziewnik(45) , Zwierzaczki(7) , Życie(330) , London story(4)



obraza moralności i pedofilia

27 sierpnia 2008 | 17:51:21 | Kategorie: Varia | 63 komentarze | Permalink

Ja rozumiem albo mi się wydaje, że rozumiem, że za obrazę moralności mogę być ukarany. Ja za np. chodzenie nago. Nago czyli z widocznymi genitaliami. Kobieta za chodzenie z nagim biustem. No bo czy ktoś widział u będącej w ruchu na ulicy kobiety genitalia? Ale dlaczego? Może i męskie genitalia nie są zbyt estetyczne, ale kto komu każe na nie patrzeć? Skoro patrzy to widocznie chce je oglądać. A co dopiero kobiece piersi…

Ale za kupno dwunastolatce bluzki z napisem „MISS SEXY” — bo w takiej widziałem dziś małą dziewczynkę — jej matka powinna zostać ukarana bardziej, bo promuje pedofilię. Bo takich rozmiarów dorośli nie noszą. Nie zmieszczą się. Producenta czy też importera również powinno się „pogonić”.

I nie mówcie, że mi się słowo seks (sex) tylko z jednym kojarzy. No a jak może się kojarzyć z czymś innym? Przecież w naszym kochanym języku oznacza tylko jedno.

Cztery wesela i pogrzeb a higiena

19 sierpnia 2008 | 21:11:55 | Kategorie: Varia, Życie | 4 komentarze | Permalink

Siedząc w wannie i szorując się po porannej pracy przygotowywałem się na pobyt na ślubie i weselu kolegi. I nagle olśnienie. Przecież w tym filmie oni rano praktycznie prosto z łóżka biegli na ślub, bez zaawansowanych ablucji, na dodatek ledwo zdążyli się ubrać. A ja super dokładnie się ogoliłem i takie tam wszystkie inne. A może nie trzeba było? Co prawda, to tylko głupi film, a realni współbiesiadnicy mogli by być mniej wyrozumiali niż widzowie przed ekranem… Ale jednak zawsze.

czy Bigfoot-y wezmą odwet?

15 sierpnia 2008 | 13:49:59 | Kategorie: Zwierzaczki | 1 komentarz | Permalink

Skoro znaleźli Bigfoota — Wielką Stopę, widzieli więcej kręcących się osobników jak zabierali ciało i byli przerażeni. Bo to tak jak z wojną Rosji z Gruzją (bo nie na odwrót). I będą ci osobnicy chcieli odzyskać to ciało, przechowywane gdzieś pod Atlantą? By je poddać rytualnemu pochówkowi, w ten czy inny sposób. Zakopanie, rozszarpanie, zjedzenie, czy całopalenie…

Więcej:

Bo czy za wielką kałużą znają termin „sezon ogórkowy”?

Za Interią — Wielka Stopa i jeszcze większe oszustwo: „Gumowe przebranie goryla zamrożone w bryle lodu - oto czym okazał się Bigfoot (Wielka Stopa), czyli amerykański Yeti, rzekomo odkryty niedawno w stanie Georgia.”

Bo tam jest pyszne jedzenie

14 sierpnia 2008 | 22:15:27 | Kategorie: Jedzenie, Życie | 5 komentarzy | Permalink

Bo człowiek robi jakąś tam karierę, może nawet dość mizerną. Ale jednak zastanawia się, a może by tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady? Bo takie dobre tam jedzenie mają. Taka restauracja „Kuchnia Polska pod malwami” w Polańczyku na Zdrojowej 36, prowadzona przez panią mgr inż. żywienia.

I widać w tym wypadku studia zaowocowały. Pyszne jedzenie, miłe panie kelnerki, rewelacyjna atmosfera. Aż się chciało zostawiać napiwki. Ale nie chciało się stamtąd wychodzić. W sumie, pani prowadząca też jako kelnerka się udzielała. A panie jednakowo ubrane, nie w „mundurki” oczywiście, ale takie ładne i skromne letnie sukienki. Ale jedzenie. Węgierska zupa rybna, kociołek bieszczadzki czyli kwaśnica po bieszczadzku — nie lubię kapuśniaku, ale tym zajadałem się jak głupi, bogracz w kociołku, barszcz z uszkami czy mój ulubiony rosół, którego zjadłem dwie porcje. Chłodniki: jagodowy, wiśniowy i litewski — smakoszka zajadała się nimi gdy ja jadłem mięcho. Schab duszony ze świeżymi grzybami i kluski śląskie, naleśniki z owocami i bitą śmietaną, blin wileński (jeśli dobrze zrozumiałem to z mąką gryczaną) z gulaszem, mielony z ziemniakami też był pyszny. Do tego góra surówek do wyboru. I kompot, taki inny niż wszystkie. Bo prawdopodobnie z goździkami. W sumie, to mógłbym przepisać całe menu — sfotografowałem wszystkie strony — ale nie warto. Za to warto zacytować motto z pierwszej strony:

Wszystkie posiłki przygotowujemy na świeżo na indywidualne zamówienie a więc zapraszamy gości, którym się nigdzie nie spieszy.

Ale przede wszystkim warto tam pojechać i spróbować tego jedzenia.

Nam się nie spieszyło, więc podsumowanie samo się nasuwa, że jadaliśmy tam codziennie…

Ale coś przegapiliśmy, bo za budynkiem jest klimatyczna, wyciszona Cafe „Stanica” i niestety trafiliśmy tam dopiero ostatniego dnia. Pyszna kawa mrożona, galaretka z owocami i bitą śmietaną. Prawdziwą bitą śmietaną. Ta sama śmietana była oczywiście w mrożonej kawie. Niestety nie było w ofercie ciasta. Na przykład szarlotki, do kawy takiej zwykłej czy herbaty. Ale ogólnie to ciasta nigdzie nie było, wszędzie tylko kebaby, pizze, zapiekanki i inne hamburgery. Chociaż tam, nazwy nie pomnę, pizza była nawet niezła.

Bo najlepsze są takie wpisy, których…

14 sierpnia 2008 | 20:09:32 | Kategorie: ziewnik, Życie | 37 komentarzy | Permalink

Pamiętam czasy, w których mocno czymś zaaferowany wracałem do mieszkania, włączałem komputer i przelewałem na strony ziewnika wrażenia, lekko tylko cyzelując pewne wyrażenia i poświęcając na to godzinę albo i więcej czasu.

Czytaj dalej...

Wrocław

06 sierpnia 2008 | 23:38:52 | Kategorie: Życie | 15 komentarzy | Permalink

Drugi dzień jestem we Wrocławiu dłużej niż na czas przesiadki na dworcu PKP czy PKS. Miasto inne niż Warszawa, inne niż Kraków. Do innych dużych nie mam porównania, bo nie przebywałem w nich dłużej. Może delikatnie można by do Torunia, ale on zdecydowanie mniejszy, a jednak chyba najbardziej z nim mi się kojarzy. Jest spokojniejsze.

To rzuciło mi się w oczy po opuszczeniu pociągu już w trakcie kupowania planu miasta w kiosku — pani się nie spieszyło, nie przeszkadzały jej moje pytania o dojazd na Tarnogaj i zamotanie związane z biletami na tramwaje. Potem tramwaj. Jakiś taki spokojny w jeździe. Prawie jak w Krakowie. Motorniczy nie dzwonił na samochody blokujące tory, po prostu spokojnie czekał. Dziś było podobnie, samochód na torach na zakręcie, drugi za nim. Ten drugi się wycofał, ale ten z przodu ani myślał (z innej części Polski był?), a motorniczy nic, w Warszawie dawno by już słychać było dzwonek upierdliwie zganiający z trasy. Nasłuchałem się opowieści o beznadziejnej komunikacji miejskiej i korkach na Kazimierza Wielkiego, ale jak dla mnie, to takie same korki są w Chrzanowie, więc żadne z perspektywy Warszawy. Nawet ludzie jeżdżący na rowerach byli spokojniejsi. Mam wrażenie, że po tych przejściach „na dole” na Rondzie Mogilskim w Krakowie jeździli jakoś szybciej niż tu.

I to centrum, Stare Miasto. Trochę jak Kraków bo większe, trochę jak Toruń. Może nawet bardziej jak Toruń. Kwestia stylu? Rynek mniejszy i przez to taki mniej monumentalny. Przyjemniejszy. Mimo dużej ilości parasoli. Tylko sklepu spożywczego nie znalazłem blisko, a podobno są delikatesy gdzieś przy kościele Św. Elżbiety. I chcąc napić się piwa przy pisaniu tego wpisu musiałem skorzystać z hotelowej restauracji… Plac Solny też fajny.

Podobały mi się okolice Ostrowia Tumskiego. I te wyspy na Odrze. Czy pijący na nich swobodnie piwo ludzie to już nie wiem. Ale nie byli hałaśliwi. Nie przeszkadzali. Może trochę jak bulwar nad Wisłą między Jubilatem a Wawelem…

Co prawda pewne miejsca wyglądają na delikatnie zaniedbane, ale.

Jak się nie zasiedzę w pracy jutro to spróbuję posiedzieć pod którymś parasolem na Rynku wczesnym wieczorem i podelektować się atmosferą. A jak nie to w przyszłym tygodniu powinienem mieć okazję. Bo nawet na te kilka rzutów okiem to mi się tu podoba.

W jakiejś książce czytałem o szerokiej ulicy/placu w centrum miasta, z której można wystartować samolotem i ewentualnie na niej wylądować. Tylko nie wiem która to.

Acha i podobają mi się pomniki z lwami przy fontannie przy placu Jana Pawła II (1-go maja).

Ach i widziałem znak wskazujący kierunek i odległość do cerkwi. Czy w Krakowie jest jakaś cerkiew?

Tagi: ,

straszenie kierowców w nocy na autostradzie…

04 sierpnia 2008 | 10:16:40 | Kategorie: Życie | 5 komentarzy | Permalink

22:10, A4 w kierunku na Kraków tuż za zjazdem na Mysłowice. Ciemno jak w takim jednym przysłowiowym miejscu. „Zasuwam” niebieskim potworem, prawym pasem, ruch mimo wszystko duży i nie da się świateł drogowych włączyć. A tu na poboczu pojawia się coś jakby skała. Dwie „zamaskowane” osoby — autostopowicze w szarych kurtkach przeciwdeszczowych (chyba — przy około stu na godzinę to niewiele da się zauważyć w takiej sytuacji, a wcześniej padało). Wystawiają ręce chcąc zatrzymać okazję. Gdzie tu sens, gdzie logika! Przecież ich nie widać! Jakby ktoś jechał poboczem nawet wolno, to by z nich miazga została. Nie oświetleni, nie widać ich z odległości większej niż dziesięć metrów i nikt w takiej odległości, żeby ich zabrać, nie wyhamuje. Tylko się $%#^&^*)#@ wystraszyć można taką niespodzianką. Chyba, że to nowy sport narodowy albo regionalny — straszenie kierowców w nocy na autostradzie… Ale to czysta głupota i mam nadzieję, że nikt nie pochwyci pomysłu…

« Wcześniejsze wpisy | | Nowsze wpisy »

lemiel@jabber.wp.pl

nie ma mnie

mail: lemiel na wp.pl