Drugi dzień jestem we Wrocławiu dłużej niż na czas przesiadki na dworcu PKP czy PKS. Miasto inne niż Warszawa, inne niż Kraków. Do innych dużych nie mam porównania, bo nie przebywałem w nich dłużej. Może delikatnie można by do Torunia, ale on zdecydowanie mniejszy, a jednak chyba najbardziej z nim mi się kojarzy. Jest spokojniejsze.
To rzuciło mi się w oczy po opuszczeniu pociągu już w trakcie kupowania planu miasta w kiosku — pani się nie spieszyło, nie przeszkadzały jej moje pytania o dojazd na Tarnogaj i zamotanie związane z biletami na tramwaje. Potem tramwaj. Jakiś taki spokojny w jeździe. Prawie jak w Krakowie. Motorniczy nie dzwonił na samochody blokujące tory, po prostu spokojnie czekał. Dziś było podobnie, samochód na torach na zakręcie, drugi za nim. Ten drugi się wycofał, ale ten z przodu ani myślał (z innej części Polski był?), a motorniczy nic, w Warszawie dawno by już słychać było dzwonek upierdliwie zganiający z trasy. Nasłuchałem się opowieści o beznadziejnej komunikacji miejskiej i korkach na Kazimierza Wielkiego, ale jak dla mnie, to takie same korki są w Chrzanowie, więc żadne z perspektywy Warszawy. Nawet ludzie jeżdżący na rowerach byli spokojniejsi. Mam wrażenie, że po tych przejściach „na dole” na Rondzie Mogilskim w Krakowie jeździli jakoś szybciej niż tu.
I to centrum, Stare Miasto. Trochę jak Kraków bo większe, trochę jak Toruń. Może nawet bardziej jak Toruń. Kwestia stylu? Rynek mniejszy i przez to taki mniej monumentalny. Przyjemniejszy. Mimo dużej ilości parasoli. Tylko sklepu spożywczego nie znalazłem blisko, a podobno są delikatesy gdzieś przy kościele Św. Elżbiety. I chcąc napić się piwa przy pisaniu tego wpisu musiałem skorzystać z hotelowej restauracji… Plac Solny też fajny.
Podobały mi się okolice Ostrowia Tumskiego. I te wyspy na Odrze. Czy pijący na nich swobodnie piwo ludzie to już nie wiem. Ale nie byli hałaśliwi. Nie przeszkadzali. Może trochę jak bulwar nad Wisłą między Jubilatem a Wawelem…
Co prawda pewne miejsca wyglądają na delikatnie zaniedbane, ale.
Jak się nie zasiedzę w pracy jutro to spróbuję posiedzieć pod którymś parasolem na Rynku wczesnym wieczorem i podelektować się atmosferą. A jak nie to w przyszłym tygodniu powinienem mieć okazję. Bo nawet na te kilka rzutów okiem to mi się tu podoba.
W jakiejś książce czytałem o szerokiej ulicy/placu w centrum miasta, z której można wystartować samolotem i ewentualnie na niej wylądować. Tylko nie wiem która to.
Acha i podobają mi się pomniki z lwami przy fontannie przy placu Jana Pawła II (1-go maja).
Ach i widziałem znak wskazujący kierunek i odległość do cerkwi. Czy w Krakowie jest jakaś cerkiew?