tłuszcz z mazowieckich łąk
Jak się robi takie prawdziwe masło co w supermarketach sprzedają? Na przykład takie:

No właśnie jak? Ano rośnie na tych mazowieckich łąkach, pojawia się na czubkach traw i taka specjalna maszyna jedzie, i go zbiera z tych łąk. Przenosi wymyślnymi podajnikami do zbiornika i potem dowozi do magazynu, w którym są z tego tłuszczu wycinane kostki, i pakowane w takie ładne złote papierki jak na zdjęciu. A potem rozwożone do supermarketów.
Oczywiście jest to kompletna bzdura. Bo masła nie robią również w supermarketach.
Na łąkę idzie krowa, łaciata, brązowa albo inna. Zjada tę soczystą trawę, trawią ją w niej bakterie, a potem krowa trawi te bakterie i robi mleko. (W zimie może jeść kiszonkę.) Potem przychodzi pani albo pan z dojarką i doją krowę. Ciepłe, tłuste, pachnące mleko. Z mleka zbiera się śmietanę i ją ubija na masło. No i to by było na tyle.
Do tego głupiego wpisu skłoniło mnie to, że zamiast „mleko z mazowieckich łąk” przeczytałem „tłuszcz z mazowieckich łąk” i zacząłem sobie wyobrażać taki kombajn do zbierania tłuszczu z tych łąk…
Pozostaje tylko pytanie, czy mazowszanie powinni z racji lokalnego patriotyzmu spożywać lokalne produkty, czy mogą jeść np. masło z Warmii lub Mazur?
lemiel@jabber.wp.pl
Komentarze:
I właściwie, dlaczego po zmianie tego „brzydkiego ustroju”, krowy nie dają mleka, które da się postawić na zsiadłe? Marzę o ziemniaczkach z koperkiem, zalanych zsiadłym mleczkiem. Mniam!
bo je UHTują, łobuzy :>
ale można kupić takie w woreczku, powinno się dać
ew. po prostu zsiadłe w kubeczku zakupić i się rozkoszować smakiem :)
No właśnie, tylko w kartonikach jest? To w woreczkach powinno być jeszcze dobre. Bo to w plastikowych butelkach też jest chyba UHT…
To w woreczkach z folii pcv jest najobrzydliwsze. Mój młodszy syn rozpoznaje je natychmiast! Sam nie widzę różnicy. Ale syn wyczuwa po wzięciu tego czegoś do ust od razu!
Zsiada się „na gorzko”.
ja z kolei nie lubię za bardzo kartonowego – to dopiero ma posmak, fuj
„ew. po prostu zsiadłe w kubeczku zakupić i się rozkoszować smakiem :)”
Zbyt wrył mi się w pamięć rozkoszny smak zsiadłego mleka, takiego, co się dawało „łyżką kroić”, by teraźniejsze wynalazki mogły dać mi chociaż namiastkę tamtych doznań smakowych. Teraz to są tylko nieudolne próby dorównania ówczesnej lemoniadzie, wspomnianemu zsiadłemu mleku czy czekoladzie Wedla. Że o „Śliwkach w czekoladzie” nie wspomnę.
jak się nie ma, co się lubi ;)
to się lubi, co się nie ma :D
(ależ to po polsku wyszło, po prostu oj)
Cóż, nie pozostaje nic innego jak udać się na jakąś wieś i spróbować kupić takie prosto od krowy…
albo krowę hodować :)
To coś z lekka przeflancowałaś?
Znam taką wersję od lat:
Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.
No, Kris (dobrze pamiętam?) z raczej większego miasta jest…
Byłoby nieco trudno…
oj tylko troszkę i po mojemu :]
W Szczecinie nadal można sporadycznie zakupić mleko z „porannego dojenia”, ale babuleńki sprzedające ten „wynalazek”, mają obok tego specjału tabliczkę z napisem „Mleko dla zwierząt”. Taki wybieg, aby strażnicy miejscy się nie czepiali zezwoleń.
Takiego czegoś to nie widziałem…
Najczęściej można taki obrazek spotkać u wejścia na targowisko Turzyn w Szczecinie.
How to uzyskać zsiadłe mleko z mleka z kartonu.
1. Przelewamy mleko z kartonu do szklanego lub glinianego naczynia.
2. Do tego samego naczynia dodajemy dwie łyżki albo kefiru, albo jogurtu naturalnego (bez żelatyny), albo zsiadłego mleka…
3. mieszamy
4. odstawiamy na czas jakiś
Tak mniej więcej po 48h ma się mleko zsiadłe.
Fuujjj nienawidzę mleka od prosto krowy. Jest tłuste i obrzydliwe. Jestem wychowana na mleku sklepowym – rozcieńczonym wodą i… wolę ten ‘wynalazek’ od ponoć naturalnego. Ale ja to dziwna jestem:)
Tak, to jak moje kochanie za młody, znaczy jak dzieckiem była, nie chciała pić od krowy. Bo to nie jest mleko! Ona chce ze sklepu, takie prawdziwe :)
A co do masełka, kolega ze wsi powiedział do mnie, że nie wiem jak „oni” to robią, że w zimie mają żółte masełko w sklepach. Naturalnie wyrabiane w zimie(krowa na paszach[?]) jest białe…
Rzeczywiście czuć różnicę pomiędzy sklepowym,a wiejskim. Mniam! :)
A ja wolę nie myśleć jak „oni” to robią. Za to sam robię kanapki z jakąś margaryną z dodatkiem „masła”,a w szkole podpierdzielam, oczywiście za jego przyzwoleniem, mu kanapki. A swoje daję innemu co to mu się nie chce :). Nawet jogga prowadzi i na D**** się zaczyna.
Dodaj komentarz:
Możesz używać Markdown bez obrazków.