kebab, chińczyki i sałatki (surówki?)
Jako, że ostatnio, głównie z powodu lenistwa i braku czasu, trochę częściej niż bym chciał, zaopatruję się w jedzenie w punktach żywienia zbiorowego zwanych popularnie kebabem lub chińczykiem, to przypomniały mi się serwowane do tego jedzonka „sałatki” lub „surówki”. Czyli w najczęstszym wydaniu biała kapusta szatkowana w wąskie paski i niewielka ilość marchewki. Właśnie. Wąskie paski, ale jakie długie… Z dziesięć centymetrów. Albo i więcej. Nie muszę chyba mówić, że raczej zdecydowana jej większość zostaje na „talerzu” lub w „laptopie”.
Tak jest na przykład w barze na Słodowcu i w paru miejscach gdzieś indziej, w centrum przy Bajce chyba też, na bazarku przy zbiegu Puławskiej, Lotników i Smyczkowej na pewno, w barach na Dworcu Centralnym o ile pamiętam raczej też. Taki masowy produkt. Ciekawe czy jest jeden producent tego, czy wielu?
W barze na rogu Reymonta i Broniewskiego kiedyś też taka była. A teraz właśnie ostatnio nie jest. Jest inna. Składniki drobniejsze i chyba coś więcej niż biała kapusta i marchewka. Ale tu cena też nieco większa niż w Hami na Żeromskiego. I przerobu takiego nie mają. Ale za to są czynni do trzeciej rano, a o dwudziestej drugiej potrafi być kolejka po kebab.
Ale są jeszcze lepsze miejsca, z lepszą surówką. Kebab w Chrzanowie na Dobczyckiej. Pyszny, tani, a ta surówka… Drobno posiekana kapusta, biała i czerwona i parę innych dobrych rzeczy. Nic tylko się oblizywać. Najlepszy kebab w Polsce!
Bo najgorszy kebab, z tragiczną surówką, to jadłem, a może lepiej, usiłowałem zjeść w Londynie. Trzeciego, nie opisanego dnia London story — chyba go już nie będę opisywał. W okolicy Victoria Station przed odjazdem na lotnisko i dwoma piwami. Bułka była jeszcze ok, mięso — wielkie kawały, ledwo odsurowione i do tego wielkie kawały / półplasterki pomidora, cebuli i może czegoś jeszcze. Na dodatek to wszystko ciekło, jakby wodą z olejem. Po chwili trzy funty powędrowały do kosza. Piwo było lepsze. Inne atrakcje też. Mimo niedostatków jedzenia — ja naprawdę nie widziałem żadnych barów i podobnych — raczej przez dwa dni nie schudłem za wiele.
lemiel@jabber.wp.pl
Komentarze:
ja w Londynie jadłam najdziwniejszego hot-doga w życiu, za to kebab na dworcu w Bydgoszczy był fenomenalny (choć zwykle nie jadam takich rzeczy:D)
Nie narzekajcie na ten Londyn, bo nawet żałować nie mogę w pełni.
Ha! swój człowiek jesteś. Znam i bar na Słodowcu (chociaż dla mnie to nadal PKS Marymont) i ten na rogu Broniewskiego i Reymonta, prawie codzień tamtędy przejeżdżam :-) W pierwszym jadłem, w drugim nie :D
Ja z takich żarciowni lubię tego chińczyka przy Rivierze, przy wiadukcie Marszałkowska nad Armii Ludowej :-) I tak, te surówki to chyba std :D
Caladan, tak, tu bardziej o osiedle mi chodziło niż o metro. Ale tak, PKS Marymont, Potocka, Rondo Babka i pewnie inne, które nie leżały na często pokonywanej trasie…
W Londynie najsensowniejsze żarcie jak nie wiesz gdzie iść jest w pubach sieci Wetherspoon – jest tanie, a zawsze wiesz co dostaniesz i nawet jest toto całkiem strawne. Za hamburgera z frytkami i piciem (piwo/Pepsi/herbata…) zapłacisz 5 funtów. Jedynym problemem może być ze to nie taki całkiem fast-food – trzeba wejść do środka, zjeść przy stoliku etc. – ale jeśli masz chwilę to szukaj ich logo. Każdy pub oprócz tego ma własną nazwę, czasem mocniej wyeksponowaną niż nazwa sieci, ale zawsze jakoś się można doczytać że to ichnie.
Na następny raz, o ile będzie, wiedza cenna.
A właśnie przed chwilą znalazłem Warszawski Kebab
Warszawskikebab jest biedny. jeśli jest jakaś strona, która do jakiejkolwiek oceny się nadaje, to jest to Kebabowa Mapa
Dodaj komentarz:
Możesz używać Markdown bez obrazków.