kościół, duże miasto i rodzice
Krakowskim Przedmieściem szły trzy dziewczyny, młode, stąd skojarzenie z pierwszym rokiem studiów. Ale obejrzałem je dopiero jak mnie minęły. A obejrzałem je dlatego, że jak do mnie dochodziły, to usłyszałem mniej więcej te słowa: „W niedzielę rano dzwoni mama i zawsze na koniec mówi: „Ale idźcie dziewczynki do kościoła.””
No właśnie. Co to oznacza. W małej miejscowości (przy Warszawie każda jest mała, a w sumie to samo dotyczy większości dużych ośrodków akademickich) chodzi się do kościoła ze względu na otoczenie, nie ze względu na wiarę… I łatwo się uwalnia od tego chodzenia. Chociaż pewne ograniczenia z prania mózgu zostają. Typu: „Ostatni weekend przed Postem, trzeba się zabawić.” A potem nie będzie przecież ograniczeń zabawy. W sobotę w pubie będzie DJ i zabawa przez pół nocy. Piwo i drinki też będą… Albo coś podobnego. A do kościoła się i tak przecież nie chodzi…
lemiel@jabber.wp.pl
Komentarze:
Tyle lat wbijano dzieciaczkom, że mają chodzić do kościoła, że po prostu bezwarunkowo tak się zachowują. (chyba lepiej tego nie potrafię wytłumaczyć..)
wydaje mi się, że to też kwestia szufladkowania: chodzisz do Kościoła – jesteś dobry, nie chodzisz – to zły
Smutny wpis, masa młodych ludzi szukających wiary tylko w czasie kłopotów. Szpan nie-wierzenia.
Wierzący ale wstydzący się wiary – takie teraz mamy pokolenie.
Radek: ja też taki byłem. Właśnie dlatego stwierdziłem, że nic mi po takiej wierze..
Właśnie. I inaczej już nie będzie. Za parę lat w kościołach będą pustki. Ci na górze hierarchii o tym jeszcze nie myślą. Wkrótce zaczną. Ale będzie już za późno… Średniowiecze skończyło się bardzo dawno temu.
@radmen
Dobrze zrobiłeś. Ważne są zdecydowane wybory a nie trwanie w półśrodkach.
Czasami to odstępstwo od wiary odbywa się wcześniej. Młodzież często się buntuje i robi cokolwiek, byle nie było to nakazem rodzica. Nie jest potrzebne do tego duże miasto…
Ale tak jest łatwiej… W domu będą częściej i mocniej marudzić. Na odległość już się tak nie da.
Łatwiej.. owszem.
U… przecież nie każdy student/studentka to od razu ateista, spokojnie – znam wielu ludzi, którzy nadal chodzą do Kościoła mimo tego, że studiują daleko do domu. To czy ktoś chodzi czy nie, to jego sprawa.
Pewnie, że nie, przecież nie zgeneralizowałem ja i komentujący.
To tylko pokazuje, że wiara czy uczestnictwo w obrzędach nie jest taka istotna dla wszystkich jak się niektórym wydaje. I że walkę o rząd dusz już przegrali i pogrążają się na własne życzenie jeszcze bardziej.
rodzice nic nie zrobili, jak przestałam chodzić, sami nie chodzą, nie mamy potrzeby, a w trudnych chwilach też się tam nie chodzi…
a co mogą zrobić? nic.
zresztą, czy do komunikacji z Bogiem są potrzebne kościelne mury i urzędnicy organizacji?
ale dyskutować na ten temat nie mam ochoty
Ano pojawił się gdzieniegdzie szpan na niewiarę. I bardzo dobrze. Powinno się wspierać szpan na dobre rzeczy. :)
ale podchodzenie do kwestii wiary: niedobra lub dobra, też nie jest ok, to jest prywatna sprawa i generalizowanie w żadną stronę nie jest dobre
Jakiej niby generalizacji dokonałem, gdzie zasugerowałem, że wiara nie jest prywatną sprawą, i od kiedy to nie można głosić wyższości jednych poglądów nad innymi?
szpan na niewiarę jest dobry, bo szpan na dobre rzeczy jest dobry -> wiara jest niedobra
to wg. mnie jest generalizowanie
Uważam, że niewiara jest dobra. Gdzie tu generalizowanie?
W czasie studiów lubiłam zajrzeć do kościoła wracając z uczelni do akademika. W Gdańsku, na starówce. Na niedzielne msze nie chodziłam.
Trackbacki:
Zasłyszane
W związku z notką Lemiela przypomniało mi się pewne zdanie, które powiedziała mi raz Iza (notabene też zasłyszane od kogoś):
To co aktualnie widzimy to powrót odmienionego humanizmu.
Jak się temu tak bliżej przyjżeć to faktycznie tak[...]
Dodaj komentarz:
Możesz używać Markdown bez obrazków.