lemiel@jabber.wp.pl

nie ma mnie

mail: lemiel na WP.pl

lemiel



Drobna przyjemność

Chwilkę przed południem wybrałem się na pierwszy w 2008 roku Bootstrap. Lało jak z cebra. Na szczęście tramwaje są nieprzemakalne. Ale do i od przystanku kilka minut spaceru mnie dzieliło, czyli przyjemność średnia. Jednak kroki wzdłuż Wroniej obok terenów po Browarach Warszawskich nie były takie całkiem nieprzyjemne — Warszawa dalej mnie zaskakuje zakładami przemysłowymi i pozostałościami po nich w Centrum i przyjemnie na takie coś niespodziewanego trafić. Podobnie jak kompleksy w okolicach Kasprzaka na Woli — ale tam to chyba tylko PGNiG został ze swoimi biurowcami. I tory tramwajowe na Chłodnej, pewnie z tego okresu co te na Krakowskim Przedmieściu. To ta Chłodna, opisana tu — Wola pełna kontrastów.

Doszedłem do Klubu, przed wejściem stali „dotleniający się” ;). Zamówiłem ciepłe cappucino i zszedłem na dół. Zszedłem to może nieco za dużo powiedziane. Schody były okupowane i zmniejszyłem ich przepustowość jeszcze bardziej. Rok temu na spotkaniu o m.in. OpenID nie było aż tyle osób, mało kto stał albo siedział na schodach. I dzisiaj mało kto był otagowany. Widać było kilka komputerów i telefonów blipujących na żywo. Te komputery to nawet delikatnie widać na zdjęciu. Na początku Jarek opowiadał o REST w Railsach, co zostało skomentowane w kuluarach, że „trwa tłumaczenie co to jest http”. Ale autorowi trzeba oddać hołd za format slajdów prezentacji — były to pojedyncze pliki .txt, tylko już nie pamiętam w czym wyświetlane. O czym dokładnie była prezentacja nie wiem, bo na programowaniu znam się jak wół na traktorach — chociaż jedno i drugie ma nieco wspólnego, tak jak ja i programowanie. Nie pamiętam czy były i jakie brawa na koniec. Nie pamiętam też kiedy pani przyniosła mi pełną filiżankę, ale przecież to kompletnie nieważne. Nie było przerwy przed kolejną prezentacją dłuższej niż na czas zamiany maszynki na Maca.

Kodz miał już bardziej współczesną prezentację, na dodatek z efektami specjalnymi — kolejne slajdy były na ściankach obracającej się kostki podobnie do pulpitów w Compizie (i Macach?). Chociaż same slajdy były proste i w pewnym sensie surowe, co dobrze widać na prototypie prezentacji. Nie było długo albo swoboda wypowiedzi prelegenta nie powodowała uczucia dłużenia się prelekcji. Budowa pierwszej wersji Blipa i jego komponentów rozrzuconych po różnych częściach Europy, połączonych przysłowiowymi drutem i sznurkiem nieco mnie zdziwiła. Że tak można. Kreatywność przede wszystkim! I, że prowizorki działają. Zaintrygowało mnie kilka nazw programów, które pomogły zaistnieć Blipowi. Najważniejsze było jednak wytłumaczenie dlaczego nie dochodziły smsy i mmsy — po prostu czasami ktoś mniej lub bardziej umyślnie wyciągał wtyczkę przewodu idącego od telefonu do komputera. Chociaż, z mojego doświadczenia wynika, że Nokia 9300 potrafi stracić połączenie z Kannelem niezależnie od aktywnego elektrycznie połączenia z komputerem przez USB. Później przyszła pora na „MrocznegoPana”, który zarządza obecną infrastrukturą Blipa. Całkiem fajnie. Tym razem pamiętam, że były oklaski. Moje też. Z audytorium padło kilka pytań, chociaż dopiero po chwili, nikt nie chciał być pierwszy, mimo, że za zadawanie ich obiecane były koszulki z logiem.

Kolejna zmiana maszynek, tym razem Maca na Maca. Ale z daleka nie wyglądały tak samo. Chociaż, wzrok mam słaby, to się mogę mylić. W tej prezentacji nie było efektów specjalnych — doświadczenie uczy prostoty. Marcin mówił i mówił. Zastanawiam się, czy na każdej prezentacji o Blipie mówi to samo? Słuchało się bardzo przyjemnie. Było o historii, dlaczego powstał — „Takiego Twittera to można w dwa tygodnie machnąć”. Nieco o projektowaniu interfejsu z odniesieniami do przemyśleń pewnej znanej pani projektant — nie pamiętam nazwiska, nawet wzmianka o Riddlu się pojawiła przy przezroczystości. Było o tym co odróżnia od Twittera i co jest lepsze dzięki temu, a co nie podoba się ewangelistom Twitterowym, np. dzisiaj Kamilowi „Twitter kontra blip, czyli jak to jest z tymi polskimi klonami” i to, że obawy o natłoku p0k3m0nóW, dziwnych zdjęć oraz obrazków dodawanych przez WWW okazały się płonne, że nie grozi nam spam, bo przecież nie musimy nikogo obserwować. Że znajomi są ważni, bo bez nich często kończy się na pojedynczym wpisie z „xD” w treści. To, że Blip działa raczej bez przerw w porównaniu z Twitterem i AJAX oraz wiadomości między użytkownikami pozwalają na bycie Blipowi bardziej żywym, chociaż nie ma porównania z ilością użytkowników.

Marcin mówił też o tym, że większość informacji idzie za nami, jak z różnych miejsc można wywołać tę samą informację i jak to było z czasem wypracowywane (długim, co można zobaczyć na bliplogu siwej). Pamiętam, że na początku było mi trudno połapać się, gdzie i w co kliknąć, żeby trafić na konkretny kokpit, swój własny bliplog albo kogoś i jak w pewnym momencie te trudności minęły — nie wiem, czy coś się zmieniło, czy mój mózg zaczął myśleć bardziej niestandardowo.

Było o tym do czego może służyć Blip, w jaki sposób, kiedy i dlaczego mogą być wykorzystywane wybrane sposoby przekazywania treści. Gromki śmiech wywołał przy tym slajd z smsem siwej o zniknięciu wycieraczek. Inne slajdy z blipnięciami nie wywołały już tyle radości. Nieco tylko głośniej było tylko przy określeniu zastosowania wiadomości głosowej — jeśli ktoś nie będzie już w stanie napisać czegoś na tej czy innej klawiaturze :D…

Na koniec gromkie brawa i pytania, dużo, niekoniecznie w tej kolejności. Poczęstowałem się breloczkami — będzie wkrótce okazja obdzielić zamiejscowych blipowiczów, zapytałem o niedziałający RSS bliplogów i poszedłem. Ale ja głupi — zapomniałem o tym co mnie męczy — braku możliwości pisania do bota z więcej niż jednego JIDa i dodatkowo z Gadu-Gadu tak jak to jest z botem Joggera, zamiast zamiennie z tylko z jednego. Podobnie z numerami telefonów do smsów i mmsów — służbowy ma lepszy aparat, ale smsy z niego koszmarnie drogie. Chociaż stówa, w pewnym sensie umownego, limitu i tak nie została jeszcze przekroczona, to abonament na prywatnym, mimo, że najniższy, to się jednak marnuje miesiąc w miesiąc. A tak, można by ze sznikiem w szranki stawać ;).

I poszedłem. Kupować buty. Bo te, które miałem na nogach okazały się być dziurawymi i spacer po kałużach spowodował, że miałem mokre skarpetki, te słynne czarne. Trafiłem nowe w Deichmannie od strzału i ich podeszwa powinna nie sprawić mi takiej przykrej niespodzianki. Przy okazji odkryłem w Deichmannie buty z identyczną podeszwą jak te, które miałem na nogach, a które były kupione w CCC. A potem pozwoliłem sobie na małą przyjemność. Naoglądałem się filmów, w których bohaterowie wychodzą ze sklepu z nowych ubraniach z paczką starych, którą to wyrzucają spektakularnie do kosza stojącego tuż za drzwiami. Nie było to proste, bo nie mogłem zapłacić za buty mając je na nogach mimo pudełka na nie leżącego na ladzie i nie było odpowiedniego kosza tuż za drzwiami — miały za małe otwory. Ale zrobiłem to przy przejściu dla pieszych — miejskie betonowe mają odpowiednie rozmiary. Kiedyś muszę spróbować z większą ilością ubrań albo całym ubranym kompletem, ale to pewnie nieprędko, bo nie włóczę się po bagnach i lasach czy śmietnikach ścigany przez kogoś. No i nie jestem tajnym agentem…

Poszedłem na sajgonki.

na starych śmieciach « | | » Surowce wtórne — czysty zysk

Komentarze:

1. | Livio | 19 stycznia 2008, 19:13:54 | Permalink

Może pdfcube czy coś takiego mieli?

2. | lemiel | 19 stycznia 2008, 19:15:24 | Permalink

Nie wiem, trzeba zapytać. Ale mi się nie chce.

3. | Livio | 19 stycznia 2008, 19:17:01 | Permalink

„pdfcube – PDF cube presentation viewer with a spinning cube” – wyciąg z yuma :> .

4. | Kamil Nicieja | 19 stycznia 2008, 19:28:18 | Permalink

Ależ ja nie jestem twitterowym ewangelistą. Przecież napisałem, że wolę blipa. :)

Tylko, że boję się sytuacji, w której będę dostawał codziennie propozycję poklikania. Może trochę przesadnie, bo blip do dla pokemonów trudniejszy orzech do zgryzienia. :]

5. | lemiel | 19 stycznia 2008, 19:29:58 | Permalink

Takie odniosłem wrażenie po przeczytaniu notki u Ciebie. Skoro jest inaczej to dobrze.
Właśnie, trudny. Ale taki się tylko wydaje na początek. A potem używalność drastycznie rośnie.

6. | Kamil Nicieja | 19 stycznia 2008, 19:32:30 | Permalink

Po prostu wytknąłem kilka wad, zaproponowałem ficzer nowy, ale we wpisie i komentarzach blipa broniłem. :)

Co do używalności – absolutnie się z Tobą zgadzam.

7. | ola | 19 stycznia 2008, 19:57:49 | Permalink

tak na marginesie, zgadłam:D

8. | lemiel | 19 stycznia 2008, 19:58:12 | Permalink

Nie było trudne :P

9. | ola | 19 stycznia 2008, 19:59:07 | Permalink

prościutkie:D

10. | Kasia | 19 stycznia 2008, 20:00:47 | Permalink

no ja też zgadłam:D i od razu poszłam sprawdzić – nie pomyliłam się:D

11. | Tomash | 20 stycznia 2008, 02:46:41 | Permalink

Ja tam byłem, fantę piłem, prezentację Sztywnego obczaiłem (btw, określenie „opowiada czym jest http” było megakrzywdzące, naprawdę solidne wprowadzenie do REST), z pozostałych zrezygnowałem (bo nie kręci mnie blip… jeszcze ;)).

Fajnie było wreszcie poznać railsowe community w Warszawie. To mój pierwszy Bootstrap, ale na pewno nie ostatni.

PS. Cześć Ola!

12. | ola | 20 stycznia 2008, 07:44:27 | Permalink

cześć młody, co spoufalamy się?:D
a blip to Cię nie zakręci, to głupie jest:)

13. | anetka | 20 stycznia 2008, 15:13:59 | Permalink

no ja też zgadłam ;D

14. | manowce | 25 stycznia 2008, 17:42:56 | Permalink

a ja jak zwykle nic nie wiem o_x

15. | lemiel | 25 stycznia 2008, 21:29:06 | Permalink

To gdzie byłaś przez ostatni tydzień? Co!?

Trackbacki:

1. | Virtuous cycle | 20 stycznia 2008, 18:23:08 | permalink

Bootstrap: Ruby stuff and Blip, not a twitter clone at all

Today I visited Bootstrap meeting for the first time, so now I feel obliged to write a post about it. Even better to write it before Albert does.
In fact, I thought I would be horse riding at the time of the meeting. But you have to live by your pri[...]

Dodaj komentarz:

Możesz używać Markdown bez obrazków.

 

 

 

 code