Bazylek
Wracałem ze spotkania do pracy po komputer. Spokojnie, nie spiesząc się, bo gdzie i po co. A tu coś małego, białego i kudłatego mnie dogoniło. I zaczęło się łasić. Dało się pogłaskać. Terier szkocki. Strasznie przyjacielski. Nie chciał odejść. Skakał mi na nogę. Jego ludzki towarzysz odciągając go delikatną perswazją stwierdził, że piesek choruje na chorobę sierocą. Musiałem poczekać aż odejdą kilka metrów, a Bazylek wciąż się za mną oglądał… I tak niespiesznie szedł. Prawie jak ja.
Amper, w następnym wcieleniu będziesz Huskym albo takim terierem. Jeszcze się nie zdecydowałem ;)
Tylko szkoda, że przestałem nosić ze sobą aparat, bo na tych zdjęciach w sieci nie jest już taki ładny… Bo w sumie na tych zdjęciach ma tak śmiesznie obciętą sierść i ustawiane są jeszcze śmieszniej z podniesionym ogonem i odciągniętymi do tyłu łapami. Brrr…
lemiel@jabber.wp.pl
Komentarze:
musiał wyczuć u Ciebie pozytywne wibracje:)
piesek? pieseczek? spraw sobie kota, bo koty są miłe ;)
kotka, nieprędko ;)
racja… kotka lepiej nie:D
ee dlaczego? (szurszur mogę oddać swojego – mam go po dziurki w nosie ;))
bo czasem kotek występuje w zestawie – a to już bywa mniej przyjemne:D
to może od razu dwa? ;)
niektóre uzupełnienia zestawu są fajne
A dwa kotki? Tak, jak już to parka wykastrowanych (niestety).
Dodaj komentarz:
Możesz używać Markdown bez obrazków.