Bicykl(7) , Ciuchy(10) , Humor(75) , Jedzenie(36) , komentarze(3) , Kultura(63) , Miniblog(144) , Mozilla(5) , Nauka(18) , Polityka(16) , Praca(12) , Radio(9) , SeaMonkey(2) , Skrzaty(3) , Tech(151) Tylko mebel(32) , Varia(291) , Zabawki(2) , ziewnik(45) , Zwierzaczki(7) , Życie(330) , London story(4)



edytor faktów

29 grudnia 2007 | 01:55:41 | Kategorie: Varia | 12 komentarzy | Permalink

Kto by nie chciał mieć pod ręką przycisku albo ikony pod kursorem myszki, których aktywowanie spowodowałoby uruchomienie takiego edytora.

Na co nam ten edytor? Jak to do czego? Do edycji faktów z życia codziennego. Po co mamy czytać o tym, że spowodowaliśmy wypadek, którego nie było albo ubraliśmy białe kozaczki, czy, że hipotetyczny Jan K. zrobił przekręt na 100 milionów, ale ze względu na błędy proceduralne przy aresztowaniu (policjanci mieli delikatnie ubrudzone białe koronkowe rękawiczki zamiast śnieżnobiałych) zostanie uniewinniony.

Nie, przecież nie chcemy czytać o czymś takim. Uruchamiamy nasz edytor, klikamy przyciskiem (lub jak kto woli, przyciskami) albo sterujemy ruchami rąk jak w Raporcie Mniejszości i zmieniamy fakty. Zamiast wypadku jest informacja o tym, że wygraliśmy np. Rajd Kormoran albo na nogach mamy glaniki, a Jan K. ma przepisane 100 miesięcy ciężkich robót. Podglądamy treść zmian — przecież nie powinno być błędów ortograficznych, bo komputer wstawia przecież słowa, ale to jednak tylko komputer. Zapisujemy zmiany i oglądamy jak zmienia się rzeczywistość, zmieniają się treści wiadomości w portalach internetowych, na wydrukowanych stronach gazet i w telewizji. Uśmiechamy się od ucha do ucha i idziemy przytulić do poduszki. Rano budzimy się wyspani i zadowoleni. Bez SleepTrackera.

Ten kretynizm przyszedł mi do głowy po przejrzeniu listy słów kluczowych z wczorajszych odwiedzin, bo był tam właśnie edytor faktów. Mieć takie coś to musi być fajna sprawa. Czy Grupa Trzymająca Władzę ma taki edytor i powinna być nazywana Grupą Posiadającą Edytor?

sentymentalnie

29 grudnia 2007 | 01:03:53 | Kategorie: Życie | 1 komentarz | Permalink

Byłem (przed)wczoraj zawieźć siostrzeńca do akademika (DS 10 Hajduczek). Przypomniały mi się lata studenckie na Slamsach (przed remontem jeszcze) przemieszkane i nie bardzo chciało mi się wychodzić z jego pokoju. Wizyta w Unimarkecie przemianowanym na „Lewka” dołożyła swoje. Rozczuliłem się. Odjeżdżać się nie chciało… Spodobało mi się określenie, że w Kapitolu mieszkają „samogłoski” (EAIiE). Kiedy to było jak się kręciłem po tym terenie — aż tak dawno?

Byliśmy też w IKEI, ale na co były obniżki do wyprzedaży nie mam zielonego pojęcia. Butelki były w zwykłej cenie. Ale za to nie widziałem słynnych klamerek. Tylko te tłumy ludzi w kolejce po hot-doga…

pozytywna autoprojekcja własnej przyszłości

24 grudnia 2007 | 17:07:46 | Kategorie: Varia | 6 komentarzy | Permalink

Podziwiam tego, kto wynalazł tradycję robienia w dniu Wigilii czegoś dobrego, lepiej, sprawniej, itp. Wstanę dziś wcześniej, to będę cały rok wcześnie wstawać. (A co w Wilię nie wstałam!?) I temu podobne. Pomijając oczywiście to, że w większości jest to czcze gadanie lub działanie, bo już na drugi dzień wstaje się inaczej niż zaplanowano, czy robi się coś na odczep. Ktoś miał dobry pomysł. Ale jego realizacja należy już tylko do Nas.

Obyśmy umieli zaplanować pozytywnymi zdarzeniami kolejne lata i wypełnić te plany.

cywilizacja drożdży

24 grudnia 2007 | 16:58:24 | Kategorie: Humor, Życie | 3 komentarze | Permalink

Robiłem zakupy, prawie że ostatnie dziś, drobne, jakiś tam chleb na zapisy w piekarni i przy okazji…
— Mamo kupiłem 15 deko drożdży. Wystarczy?
— Trochę dużo, ale najwyżej zrobimy pizzę po świętach…
— odpowiada siostra.

Na to siostrzeniec:
— Spoko wujek, z pięciu deko zrobimy kolonię drożdży. Pozwolimy im wynaleźć koło, a później sprowadzimy na nich* jakąś zagładę.

*nich - tych drożdżów

ubieranie choinki

23 grudnia 2007 | 23:56:03 | Kategorie: Życie | 5 komentarzy | Permalink

Siostra twierdzi, że z roku na rok ubieranie jest coraz trudniejsze, a przecież powinno być wręcz przeciwnie, bo wprawa, itp. Ale choinka jest dzięki temu coraz ładniejsza, prostsza i dzięki temu bardziej efektowna. A ja już od dawna nie pomagam, tylko czasem przy światełkach się pokręcę albo kupię nowe jak dziś… Ciekawe, czy skończy ją ubierać dziś, czy będzie już jutro (tak, ja zły i niedobry ;) , nie pomagam tylko siedzę przy komputerze…).

kartki z Onetu

23 grudnia 2007 | 23:50:06 | Kategorie: Varia | 6 komentarzy | Permalink

Tak, dostałem tylko jedną jak do tej pory. Na dodatek od osoby o nazwisku, którego nie kojarzę. W sumie kompletnie się nie gniewam, że ich tak mało, a wręcz jest ok.

Tylko zaczęło mnie zastanawiać ile osób zrezygnowało z ich wysyłania za pomocą tego akurat serwisu w związku z ostatnimi fałszywkami , a ile o tym kompletnie nie słyszało, tak jak na przykład moja siostra…

A niniejszym: Wszystkiego! I dużo!

toaleta w lodówce

21 grudnia 2007 | 16:38:09 | Kategorie: Varia | 10 komentarzy | Permalink

Wczorajsze after party było udane. W TamTam na Foksal. Każde kolejne spotkanie wygląda na coraz lepsze. Coraz fajniejsi Ci ludzie są. Z każdym wypitym przez obie strony piwem. Na dodatek to piwo nie powoduje, że jestem chory na drugi dzień, chociaż pranie jest niezbędne. Ale przecież nie piwo jest powodem, dla którego się chodzi na te spotkania. Ale piwo powoduje, że człowiek odwiedza toalety.

Przychodzi, drzwi z trójkątem uchylone. Otwiera je. Ciemno. Otwiera szerzej i pojawia się jasność. Po metalowych kafelkach z połówkami pistoletów, pisuarami i umywalkami w kształcie poideł dla zwierząt albo czarnych kafelkach w czerwone róże w damskiej toalecie w Hard Rock Cafe, kolejne odmienne doświadczenie. Ale czy odmienny stan świadomości? Zaskakujące jest, jak szybko ropuszcza się bibułka wrzuconego do pisuaru dużego niedopałka. Przy kolejnej wizycie widać tylko smętne resztki filtru. Ale przez szeroko otwarte drzwi z kółkiem widać fotel stojący naprzeciwko umywalek i luster. One to mają dobrze… Czy mają też miękki papier toaletowy?

lemiel krawacik

15 grudnia 2007 | 23:17:51 | Kategorie: Ciuchy | 37 komentarzy | Permalink

Byłem dziś na ślubie kolegi. Aż w Raszynie. Ale na skórzanych siedzeniach w Hondzie Accord nie było to wcale daleko. Chwilę zastanawiałem się jak bardzo elegancko się ubrać. Uznałem, że czarne sztruksy, biała koszula w czarne paseczki będą w sam raz. Marynarka i eleganckie palto nie zaszkodzi. I krawat. Właśnie, krawat. Otworzyłem szafę i to co w niej zobaczyłem przestało mi się podobać. Ale nie było wyjścia. Jeden z nich musiałem wybrać. Postanowiłem po powrocie udać się na zakupy.

W drodze powrotnej było blisko do Wola Parku. Dużo sklepów z ciuchami, to i krawaty będą. Były, ale takie jedwabne za 199 w Vistuli, czy Wólczance to jednak trochę jednak nie dla mnie. Aż tak często to ja ich nie noszę albo nie w takich sytuacjach, żeby wymagały takich wydatków. Najtańsze poliestrowe, czyli z jedwabiu syntetycznego, za 60 w innych też uznałem za zbyt drogie.

Odbiłem sobie gdzie indziej. Nie powiem gdzie, bo nie ma po co tam iść — wybrałem te najładniejsze, to co Wam po „ochłapach”. Za ile też nie. Ale takiego dużego rachunku w tym sklepie jeszcze nie zapłaciłem. A teraz pięć sztuk leży tuż obok i czeka na związanie. I to właśnie jest celem wpisu. Wiązanie. Bo bardzo podoba mi się, że do dwóch z nich dołączone były instrukcje wiązania. Do jednego na dwa, a do drugiego na trzy sposoby. Na dwa już umiem — kiedyś tak po prostu stanąłem przed lustrem i zawiązywałem. Teraz pora na naukę trzeciego…

Acha, zdjęć nie będzie. Chyba…

Taki zmasowany napór... Ciężko, ale uwaga, mam dziwny gust…

krawaty

Związany wygląda całkiem całkiem. (Do tej koszuli nie powinno się używać krawata, ale że była pod ręką nowa do przymierzenia…)

Związany krawat

Jak wypozycjonować stronę o pożyczkach, czyli kochamy bloggerów

09 grudnia 2007 | 13:16:03 | Kategorie: Tech, Varia, ziewnik | 11 komentarzy | Permalink

No właśnie jak? Ależ to bardzo proste. Należy wymyślić prosty test dla bloggerów. Praktycznie absolutnie nie wymagający działania, klikania w odpowiedzi, dający w wyniku ładny obrazek z kodem wyświetlającym go do wklejenia na blogu. Do kodu dodajemy też tekstowy odnośnik i mamy efekt. Oczywiście tekst musi być po angielsku, bo chociaż wszyscy go znają, to i tak nie zwrócą na to uwagi, tylko pochwalą się na blogu uzyskanym wynikiem i będą się rozwodzić w zachwytach jaki to fajny blog mają. Nawet http://lov-ve.blog.onet.pl/ ma poziom High School... W rozważania o algorytmie nie chce mi się zagłębiać, bo nie ma to sensu.

Efekt „The Blog Readability Test”? Proszę bardzo: http://www.google.com/search?q=cash+advance

znowu parasol mnie zawiódł

08 grudnia 2007 | 07:23:57 | Kategorie: Varia | 11 komentarzy | Permalink

Jesteśmy genialni. Ja i wiatr. Znowu zepsuliśmy parasol. Tym razem w miejscu, którego się nie spodziewałem. Na rączce pod szczytem, tu gdzie ten plastikowy suwak się znajduje. Rurka się zgięła i popękała, ciężko było go złożyć. Nadmiar siły użyty w autobusie do głębszego zsunięcia nie pomógł za bardzo. Jeszcze mam nadzieję, że przez jakiś czas mi posłuży, bo nieco ją wyprostowałem i pozaginałem pęknięcia. Ale jak mówi przysłowie, nadzieja matką głupich.

Ten był za 30 złotych. Czy trzeba taki za prawie całą albo ponad stówę, żeby przetrwał jesienne deszcze z wiatrami?

A ten suwak plastikowy powinien być zdecydowanie dłuższy, żeby między nim a szczytowym zszyciem nie było przerwy, najlepiej, żeby ten szczyt miał otwór taki, żeby suwak się w nim zagłębiał.

« Wcześniejsze wpisy | | Nowsze wpisy »

lemiel@jabber.wp.pl

nie ma mnie

mail: lemiel na wp.pl