lemiel@jabber.wp.pl

nie ma mnie

mail: lemiel na WP.pl

lemiel



Maj nejm iz Muru czyli wsparcie w Indiach

Pewnego pięknego dnia pojawiła się potrzeba skorzystania ze wsparcia technicznego u producenta pewnego korporacyjnego produktu. Numer 00-800 dla wsparcia korporacyjnego dostępny — tanio jak barszcz, na dodatek ma być po polsku — dzwonię.

Na początku powitanie, po polsku. I na tym się język polski skończył. Twardy jestem, idę dalej. Amerykański angielski — mniej staranna wymowa i inny akcent. Zachęta do wyboru odpowiedniej opcji z menu. Standard. No prawie. Bo w menu tylko dwie pozycje. Wybrałem. Kolejne menu, jakżeby inaczej, znowu dwie opcje. Wybrałem, bo co mi pozostało. Dwie długie minuty zachęcania do skorzystania ze wsparcia na www — już z innej taśmy, ale strasznie niewyraźnie — a standard przesyłu dźwięku na liniach telefonicznych powinien teoretycznie zapewniać odpowiednią jakość głosu. Skończyło się.

W słuchawce pojawił się miły męski głos: „Maj nejm iz Muru …”.

Przedstawiam się, podaję adres mailowy. Literuję. On literuje ponownie. Ledwo rozumiem, chociaż spelling liter mam z powodów radiowych opanowany. Mówię co mnie boli. Ale po dwóch zdaniach dochodzę do wniosku, że się nie dogadamy. Jest miły, spokojny, taki jak ma być konsultant, ale co ja poradzę. Proszę o możliwość rozmowy z polskojęzycznym konsultantem. „Hold on please…” Podaje mi numer do UK. Kończymy rozmowę. Podaje jakiś email, żeby wysłać do jakiegoś menedżera feedback odnośnie kontaktu z supportem. Ale jaki to był e-mail? Nie mam aż tak dobrego analizatora dźwięków wbudowanego w mózg, by na to pytanie odpowiedzieć.

Dzwonię na numer w UK. Ładny angielski. Znowu te dwa menu. I znowu to przekonywanie przez dwie minuty z hakiem, by korzystać z www… Przełącza mnie do konsultanta. Miły męski głos: „Maj nejm iz Muru …”.

„Hello Muru. This is … … again. We were talking few two minutes ago…” Powiedziałem, że dzwoniłem teraz na ten numer, który mi podał. Kazał poczekać i poszedł „zapolować” na poprawny numer. Po dłuższym słuchaniu muzyczki wrócił. Podał mi numer do wsparcia dla produktów SOHO. I oczywiście na koniec ta formułka z tym nieczytelnym mailem na feedback.

Dzwonię na wsparcie SOHO, jest po polsku. Mówię pani co mnie boli. Pani od razu, że oni mi nie pomogą i że na ten drugi numer powinienem. To ja na to, że tam już próbowałem. No to odsyła do polskiego przedstawicielstwa.

W rozmowie z przestawicielstwem dowiaduję się, że jednak nie ma korporacyjnego wsparcia po polsku — dochodzę do wniosku, że może mailem się da to załatwić. Dostaję adres.

Wysyłam maila. Po dwóch dniach dostaję odpowiedź, że to pytanie trzeba wysłać na inny adres… Mam od groma innej roboty, więc na razie leży i czeka aż będę miał czas…

Tak się rodzi snobizm « | | » Kupiłem szary szlafrok

Komentarze:

1. | weronika | 11 listopada 2007, 00:10:44 | Permalink

A na mail pewnie odpowie Muru :>

2. | esej | 11 listopada 2007, 00:12:33 | Permalink

Cierpliwy chłopak jesteś ;)

3. | Kasia | 11 listopada 2007, 00:23:40 | Permalink

czekam na opowieści o tym, jak Muru śni Ci się po nocach:D

4. | weronika | 11 listopada 2007, 00:24:08 | Permalink

koszmary czy marzenia senne? :D

5. | Kasia | 11 listopada 2007, 00:24:33 | Permalink

Weroniko!...;P

6. | weronika | 11 listopada 2007, 00:25:05 | Permalink

tak? słucham?

7. | lemiel | 11 listopada 2007, 00:25:07 | Permalink

Nieeeeee!

8. | weronika | 11 listopada 2007, 00:25:36 | Permalink

no jak nie, jak tak? słucham? :)

9. | esej | 11 listopada 2007, 00:25:40 | Permalink

i biedny Le mielek dziś nie zaśnie :P

10. | lemiel | 11 listopada 2007, 00:26:27 | Permalink

Zaśnie. Ale Muru ma mi się nie śnić.
Śnić mi się może ktoś inny… :P

11. | esej | 11 listopada 2007, 00:26:46 | Permalink

:>>>

12. | weronika | 11 listopada 2007, 00:26:49 | Permalink

a opowiesz nam później? :)

13. | lemiel | 11 listopada 2007, 00:27:28 | Permalink

jak zapamiętam…
ba, tylko kto ma mi się przyśnić?

14. | weronika | 11 listopada 2007, 00:27:47 | Permalink

ale to chyba do Ciebie pytanie

15. | lemiel | 11 listopada 2007, 00:29:27 | Permalink

heh. ano.

16. | weronika | 11 listopada 2007, 00:30:00 | Permalink

fakt, to rzeczywiście straszne – kogoś sobie wyśnić :)

17. | zed | 11 listopada 2007, 00:31:20 | Permalink

Drogi Lemielku, czyliż nie wiesz, iż cała obsługa techniczna z UK zamieszkuje w Pakistanie? WIększość call-centres w UK korzysta z usług pośredników – i konsultanci znajdują się np. w Birmie, w Karachi, itp. Wiem, bo nasza firma ma specjalnie z tego powodu napisane w ulotce: „UK-based telephone support” :D

18. | lemiel | 11 listopada 2007, 00:31:32 | Permalink

tja, żeby rzeczywistości nie zdemolować ;)

19. | lemiel | 11 listopada 2007, 00:37:39 | Permalink

zed — tak, domyślałem się, ale skoro on nie spodziewał się, że do niego mnie na powrót połączy… Bo jakby wiedział to pewnie by tak ochoczo nie podawał tego numeru…
Nawet mój poprzedni pracodawca zlikwidował lokalny helpdesk i Bangalore przejęło jego obowiązki… W ramach oczywiście cięcia wydatków.

A takie ulotki jak ta w Twojej firmie pewnie będą w Starym Świecie coraz częściej doceniane…

20. | anetka | 11 listopada 2007, 11:04:55 | Permalink

Dlatego ja nie dzwonię do helpdesku firmy, która nas wpiera, tylko wszystko wrzucam przez www, bo tak to przynajmniej mogę się wyżyć grafomańsko ;)

21. | Zagubiony Jelonek | 20 listopada 2007, 09:58:24 | Permalink

umarłem :) – a myślałem, że tylko my mamy takie problemy ;)
Nie daj się!

Dodaj komentarz:

Możesz używać Markdown bez obrazków.

 

 

 

 code