lemiel@jabber.wp.pl

nie ma mnie

mail: lemiel na WP.pl

lemiel



Dorsz a sprawa Polska

Dorsze. Tyle o nie hałasu. Jakieś limity połowu. Przetrzebione ławice…

A kiedy ostatni raz jedliście dorsza?

Ja nie pamiętam, żebym kiedyś jadł dorsza. Siostra zapytana, czy jedliśmy kiedyś, stwierdziła, że „dawno to się jadało wędzonego dorsza, ale czy ty już byłeś wtedy na świecie…?” Dzisiaj widziałem mrożony filet z dorsza w sklepie, ale nie przypadł mi do gustu…

Pierwsza Pomoc Przedmedyczna « | | » (Nie tylko) polityczna nienawiść oraz wynaturzenia

Komentarze:

1. | yOSHi314 | 29 października 2007, 21:34:59 | Permalink

ja jem jednego w tygodniu. filet.

2. | Kasia | 29 października 2007, 21:35:28 | Permalink

bo dorsz to chyba ościsty dość jest? pewno jadłam jako fileta w zbiorowym żywieniu, ale nie pamiętam konkretów…

3. | yOSHi314 | 29 października 2007, 21:37:19 | Permalink

jestem przyzwyczajony do ryb i osci od razu wyciagam. gdyby byly bardziej dostepne (cenowo i nie tylko ) odstawilbym kazdy inny rodzaj miesa

4. | Kasia | 29 października 2007, 21:40:35 | Permalink

bo ryby dobre są, acz na stałe innych typów mięsa bym nie odstawiała – ponoć to grupa krwi warunkuje po części nasz gust kulinarny:D o! tu tak piszą

5. | yOSHi314 | 29 października 2007, 21:41:00 | Permalink

nie moja grupa krwi :P

6. | Arietta | 29 października 2007, 23:07:38 | Permalink

W supermarkecie obok mojego bloku są dorsze wędzone. Ale nie przepadam… ości właśnie zbyt dużo.

7. | yOSHi314 | 29 października 2007, 23:08:10 | Permalink

rany, czy tylko mi to nie przeszkadza? :>

8. | Arietta | 29 października 2007, 23:09:08 | Permalink

Ja właśnie w ogóle nie jem ryb. Zachwycić potrafię się jedynie karpiem wigilijnym. Tylko on ma niepowtarzalnie – mulasty smak:)

9. | yOSHi314 | 29 października 2007, 23:15:15 | Permalink

karp faktycznie jest paskudny. nie to co sledz, dorsz i wegorz ____,.

10. | Arietta | 29 października 2007, 23:16:23 | Permalink

Ależ ja uwielbiam karpia!! Tylko taką rybę mogę zjeść i nie przerażają mnie ości:)

Aaa co do dorsza… jest taki jakiś suchy (ten wędzony) ale kupić go można codziennie. Mrożonych nie widziałam nigdy.

11. | Biały | 29 października 2007, 23:51:39 | Permalink

Dorsza jako takiego jadłem ostatnio jakoś latem, ale w miarę regularnie spożywam taki wynalazek, jak paluszki „krabowe” — robione, jak podaje informacja o składzie – z dorsza właśnie. :]

12. | Asia | 30 października 2007, 02:04:14 | Permalink

wędzony dorszyk to pychota, mniam mniam, delikatniutkie białe mięsko, mmm.

13. | acid | 30 października 2007, 08:21:11 | Permalink

@Kasia: dorsz ma bardzo mało ości i są one raczej spore więc z jedzeniem nie ma problemu.

W Gdyni można je kupić (świeże) na Hali rybnej ale teraz jak jest zakaz połowu to nie sprzedają. Bardzo dobre smażone filety dorsza można zjeść w barze Przystań w Sopocie.

Pozdrowienia z Gdyni :D

14. | Kasia | 30 października 2007, 08:29:17 | Permalink

mmmm… Bar Przystań – my love;)
[chyba wiem, gdzie skoczę na jakiś pierwszy wolny weekend;d]

15. | yOSHi314 | 30 października 2007, 08:35:03 | Permalink

„Pozdrowienia z Gdyni :D”
grrr. a ja daleko od morza, daleko od rzek, daleko od gor. :/

16. | echo90 | 30 października 2007, 08:43:55 | Permalink

Świeży dorsz z patelni, mniam, pychota. To chuda ryba, łatwo odchodzą ości. Prawie ich nie ma. Świeża nie śmierdzi. Pychota. Z dorsza i śledzia utrzymują się nasi rybacy.

17. | anetka | 30 października 2007, 10:04:42 | Permalink

Dorsza jadłam, ale mało. Wolę pangę, solę, amura czy szczupaka. Karpia nie przełknę, bo to głównie muł.

yOSHi: narzekasz ;P Sobibór i Lasy Janowskie masz po godzinie jazdy, Kazimierz i Nałęczów masz jeszcze szybciej ;)

18. | yOSHi314 | 30 października 2007, 10:08:32 | Permalink

minie jeszcze kilka tysiecy zlotych wywalonych na dodatkowe jazdy doszkalajace zanim bede je miec po godzinie jazdy.

19. | anetka | 30 października 2007, 10:09:40 | Permalink

No ja mam kierowcę ;) A kiedy sama będę mogła? Okaże się 19 grudnia ;)

20. | yOSHi314 | 30 października 2007, 10:12:50 | Permalink

ja z dziewczyna mamy tyle samo szczescia do egzaminow na prawko. czyli zero szczescia.

21. | Kasia | 30 października 2007, 16:26:45 | Permalink

odnośnie ryb jeszcze – jak w Barze przystań był tłok niemiłosierny, a na dworze trochę mróz, to ostatecznie wypadło na pangę w dawnej Bacówce, teraz zdaje się Chilly Willy – też polecam to zacne miejsce:)

22. | kociak | 30 października 2007, 17:30:23 | Permalink

jak to bylo za komuny – „jedzcie dorsze, gowno gorsze” ;)

23. | ola | 31 października 2007, 07:11:52 | Permalink

a co uważasz, że jeśli nie jadłeś to można pozwolić by ich nie było czy o co chodzi?:)

24. | lemiel | 31 października 2007, 09:12:23 | Permalink

Nie. Niech będą. Tylko tak się zastanawiałem gdzie te ilości się pojawiają...
Ale z komentarzy wychodzi, że to mnie te dorsze omijają. Zresztą, nie tylko one… I chyba bez wiedzy o tym, że coś omija, bo nie ma informacji o tym czymś było prościej.

25. | manowce | 01 listopada 2007, 12:39:11 | Permalink

raz jadłam dorsza. znaczy, wiem, że jadłam, ale jak smakował to nie pamiętam, widać nic nadzwyczajnego. ciekawe co oni z nimi robią. a ostatnio się pilnie zastanawialiśmy z współstudentami na wykładzie z religii afryki czy dorsze mówią w językach bantu…

26. | lemiel | 01 listopada 2007, 16:33:44 | Permalink

W językach bantu… :D

Dodaj komentarz:

Możesz używać Markdown bez obrazków.

 

 

 

 code