Dorsz a sprawa Polska
Dorsze. Tyle o nie hałasu. Jakieś limity połowu. Przetrzebione ławice…
A kiedy ostatni raz jedliście dorsza?
Ja nie pamiętam, żebym kiedyś jadł dorsza. Siostra zapytana, czy jedliśmy kiedyś, stwierdziła, że „dawno to się jadało wędzonego dorsza, ale czy ty już byłeś wtedy na świecie…?” Dzisiaj widziałem mrożony filet z dorsza w sklepie, ale nie przypadł mi do gustu…
lemiel@jabber.wp.pl
Komentarze:
ja jem jednego w tygodniu. filet.
bo dorsz to chyba ościsty dość jest? pewno jadłam jako fileta w zbiorowym żywieniu, ale nie pamiętam konkretów…
jestem przyzwyczajony do ryb i osci od razu wyciagam. gdyby byly bardziej dostepne (cenowo i nie tylko ) odstawilbym kazdy inny rodzaj miesa
bo ryby dobre są, acz na stałe innych typów mięsa bym nie odstawiała – ponoć to grupa krwi warunkuje po części nasz gust kulinarny:D o! tu tak piszą
nie moja grupa krwi :P
W supermarkecie obok mojego bloku są dorsze wędzone. Ale nie przepadam… ości właśnie zbyt dużo.
rany, czy tylko mi to nie przeszkadza? :>
Ja właśnie w ogóle nie jem ryb. Zachwycić potrafię się jedynie karpiem wigilijnym. Tylko on ma niepowtarzalnie – mulasty smak:)
karp faktycznie jest paskudny. nie to co sledz, dorsz i wegorz ____,.
Ależ ja uwielbiam karpia!! Tylko taką rybę mogę zjeść i nie przerażają mnie ości:)
Aaa co do dorsza… jest taki jakiś suchy (ten wędzony) ale kupić go można codziennie. Mrożonych nie widziałam nigdy.
Dorsza jako takiego jadłem ostatnio jakoś latem, ale w miarę regularnie spożywam taki wynalazek, jak paluszki „krabowe” — robione, jak podaje informacja o składzie – z dorsza właśnie. :]
wędzony dorszyk to pychota, mniam mniam, delikatniutkie białe mięsko, mmm.
@Kasia: dorsz ma bardzo mało ości i są one raczej spore więc z jedzeniem nie ma problemu.
W Gdyni można je kupić (świeże) na Hali rybnej ale teraz jak jest zakaz połowu to nie sprzedają. Bardzo dobre smażone filety dorsza można zjeść w barze Przystań w Sopocie.
Pozdrowienia z Gdyni :D
mmmm… Bar Przystań – my love;)
[chyba wiem, gdzie skoczę na jakiś pierwszy wolny weekend;d]
„Pozdrowienia z Gdyni :D”
grrr. a ja daleko od morza, daleko od rzek, daleko od gor. :/
Świeży dorsz z patelni, mniam, pychota. To chuda ryba, łatwo odchodzą ości. Prawie ich nie ma. Świeża nie śmierdzi. Pychota. Z dorsza i śledzia utrzymują się nasi rybacy.
Dorsza jadłam, ale mało. Wolę pangę, solę, amura czy szczupaka. Karpia nie przełknę, bo to głównie muł.
yOSHi: narzekasz ;P Sobibór i Lasy Janowskie masz po godzinie jazdy, Kazimierz i Nałęczów masz jeszcze szybciej ;)
minie jeszcze kilka tysiecy zlotych wywalonych na dodatkowe jazdy doszkalajace zanim bede je miec po godzinie jazdy.
No ja mam kierowcę ;) A kiedy sama będę mogła? Okaże się 19 grudnia ;)
ja z dziewczyna mamy tyle samo szczescia do egzaminow na prawko. czyli zero szczescia.
odnośnie ryb jeszcze – jak w Barze przystań był tłok niemiłosierny, a na dworze trochę mróz, to ostatecznie wypadło na pangę w dawnej Bacówce, teraz zdaje się Chilly Willy – też polecam to zacne miejsce:)
jak to bylo za komuny – „jedzcie dorsze, gowno gorsze” ;)
a co uważasz, że jeśli nie jadłeś to można pozwolić by ich nie było czy o co chodzi?:)
Nie. Niech będą. Tylko tak się zastanawiałem gdzie te ilości się pojawiają...
Ale z komentarzy wychodzi, że to mnie te dorsze omijają. Zresztą, nie tylko one… I chyba bez wiedzy o tym, że coś omija, bo nie ma informacji o tym czymś było prościej.
raz jadłam dorsza. znaczy, wiem, że jadłam, ale jak smakował to nie pamiętam, widać nic nadzwyczajnego. ciekawe co oni z nimi robią. a ostatnio się pilnie zastanawialiśmy z współstudentami na wykładzie z religii afryki czy dorsze mówią w językach bantu…
W językach bantu… :D
Dodaj komentarz:
Możesz używać Markdown bez obrazków.