jeż i jabłka
W dzieciństwie „wyprali mi mózg”. Pamiętam wiele obrazków z uśmiechniętym jeżem niosącym na igłach jabłko, na dodatek stojącego w otoczeniu tych jabłek… Co prawda w czytanym później kilkukrotnie „Lecie leśnych ludzi” jeża karmili mlekiem i wątróbkami, ale co obrazek to obrazek…
Jak w ogródku wieczorami pojawiał się jeż i pies szalał dookoła niego, to dawałem go za płot, poza zasięg psa i kładłem obok małe jabłko. Rano oczywiście jeża nie było, ale jabłko tak. Tłumaczyłem sobie, że przestraszony nie chciał i wolał odejść w spokoju. Do jakichś uczonych książek czy innych materiałów nie zaglądałem.
A tu dziś rano, urywek audycji w PR1 i Dorota Sumińska mówi: „Jeż jest owadożerem, nie lubi jabłek, lubi kocią karmę…”
Świat runął. Trzeba coś wymyślić do wiosny—lata, żeby podrzucać temu jeżowi, który się pojawi na działce… Niech w końcu coś zje. Wątróbki pewnie nie będzie akurat w zapasach, ale może coś innego. Kota nie ma, ale może psie chrupki by zjadł? Chyba, że za suche…
lemiel@jabber.wp.pl
Komentarze:
och! mogłeś się nie chwalić, inni nadal żyliby w błogiej nieświadomości ;)
Cóż... Będą się mogli zastanawiać nad czymś innym…
owadożerny?? co do jabłek – można się było spodziewać, ale owady?
Owady, owady. I nie tylko. Rozmawiałem z pewnym weterynarzem, który powiedział, że to bujda z tymi jabłkami. Jeże są mięsożerne. Ten którego on znalazł i wykarmił przed wypuszczeniem podobno uwielbiał jeść parówki :) Słowo.
kocią karmę? powinien lubić jeżową ;)
o smaku jeża znaczy się?
a kocia karma jest o smaku kota?
nie, ale kurczakowa jest o smaku kurczaka :]
podobno krowia dla krówek też była, tylko im się w główkach po tym mieszało ;)
wściekłe było, bo bez urozmaicenia je karmiono ;)
:) To jabłko w bajkach jest niechcący nabite na kolce jeża, bo spadało z drzewa właśnie tam, gdzie on przechodził:)
Psia karma pewnie zapach ma taki, że obojętne w jakiej jest konsystencji. Tak mnie się przynajmniej wydaje, bo psa nie mam.
oj lemuś, lemuś, ale przecież nikt nie mówił, że jeż zje to jabłko… on je tylko nosi, pomaga. ;P
Moja biologiczka z liceum pomagała kiedyś jeżowi ze złamaną łapką. Nie mówiła czym go karmiła. Opowiedziała jedynie, że oswoił się trochę, dawał się brać na ręce. Choć z tą bliskością to różnie było… Wypuściła go po tym jak wgryzł się jej w policzek. I ponoć nie chciał puścić. Dodała, że miała szczęście… „jakby ugryzł płycej nie miałabym policzka”.
Więc chyba mięso raczej dla jeża…
Z mlekiem trzeba uważać, bo one nie mają zaworu bezpieczeństwa i moja mama za młodu doprowadziła do rozpęknięcia jeża.
Nie jesteś sam ;)
Rok temu przylazł jeżyk pod mój ówczesny blok, już kawałek od parku, minął spory parking, a do ruchliwej ulicy daleko. No więc przygarnąłem go na chwilę ;)
I oczywiście, z tak samo wypranym mózgiem, co robię? Jabłuszko, kurna! ;) I dziwię się że nie je. Zjadl kawałek kotleta, kurczaka. Ale warzyw ani owoców nie. Potem jeszcze się znajomi ze mnie śmiali że jak w bajeczkach, o jabłku myślałem.
Brrr… ;)
W każdym razie teraz już wiem. Owady i padlina :)
Dodaj komentarz:
Możesz używać Markdown bez obrazków.