Bicykl(7) , Ciuchy(10) , Humor(75) , Jedzenie(36) , komentarze(3) , Kultura(63) , Miniblog(144) , Mozilla(5) , Nauka(18) , Polityka(16) , Praca(12) , Radio(9) , SeaMonkey(2) , Skrzaty(3) , Tech(151) Tylko mebel(32) , Varia(291) , Zabawki(2) , ziewnik(45) , Zwierzaczki(7) , Życie(330) , London story(4)



Kasa ponad wszystko

29 sierpnia 2007 | 10:24:44 | Kategorie: Jedzenie, Varia | 7 komentarzy | Permalink

Miałem ochotę zjeść na śniadanie jajka na miękko. Ale w domu akurat się skończyły. Najpierw pojechałem do piekarni po świeży chleb (do jajek na miękko jest najlepszy, oczywiście grubo posmarowany masłem). Potem do sklepu. Z opakowaniem własnym, bo jajka na sztuki. Opakowanie, jak to opakowanie, na 12 sztuk. No to tyle kupię, zwłaszcza, że trzy zjem od razu.

W sklepie proszę 12 jaj. Pani mówi, że sprzedają po 5 albo 10, bo im się lepiej liczy i co to za dziwne opakowanie mam… No to zrezygnowany mówię, że niech będzie 10. Pani nałożyła 10, ale po chwili mówi, że jednak mi sprzeda te 12, bo w sumie co jej to szkodzi…

Nie ma się co dziwić, więcej towaru zejdzie i więcej pieniędzy w kasie…

A ja zjadłem przynajmniej pyszne śniadanie… Mniam!

A miałem się opalać…

26 sierpnia 2007 | 17:12:21 | Kategorie: Bicykl, Życie | 4 komentarze | Permalink

Ale na wczorajszych pieczonych umówiliśmy się na wycieczkę rowerową. Wstałem bladym świtem o ósmej i standardowo: prysznic, śniadanie, prasowanie koszulki i smarowanie łańcucha. O 9:15 wyruszyłem na spotkanie o 9:30 w punkcie zbiórki. Po 18 minutach i 7 kilometrach dotarłem. Główny pomysłodawca już czekał i nawet robił mi zdjęcia na podjeździe. Po chwili dotarła koleżanka i pojechaliśmy w nieznane , czyli w okolice zalewu „Nad tamą” na Chechle. Mieliśmy się tam spotkać z kolegą, ale on pewnie wstał równie bladym świtem jak ja i z niecierpliwości nie mógł się nas doczekać, więc wyjechał nam naprzeciw.

Luźnym celem wyprawy był zamek Tęczyńskich w Rudnie i piwo w stodole. Więc kierunek Puszcza Dulowska. Płasko. Jedzie się całkiem przyjemnie. Mijamy słynną brzozę z gniazdem szersze obok punktu odpoczynku i panów raczących się piwkiem. Docieramy do kosmicznych kopuł RMFu. A tu niespodzianka, Stalexport wybudował obok punkt obsługi autostrady i budynek też przykrył półkulistym dachem…

Zostało dwa kilometry, w tym z pięćset metrów podjazdu pod górę. Dajemy radę, w końcu, co to dla nas. Docieramy do ruin. 24 kilometry na zegarze. Rozkładamy się na pustym jeszcze dziedzińcu. Pijemy, poprawiamy makijaż, kolega robi zdjęcia swoim nowy IS-S5 (może ja też chcę taki?). Pora wracać, zahaczając oczywiście o stodołę. A tu klops. Koleżanka ma przebite koło… „A miałam wziąć dętkę…” Ale na szczęście koledzy mają. Wolno docieramy do stodoły. Piwo okazuje się być Tymbarkiem jabłkowo-miętowym, w końcu „Prowadzę, jestem trzeźwy”. Kolega wymienia dętkę, reguluje hamulce… Przy okazji robione mu są zdjęcia, „bo to ma być kolejny zamieszany w aferę Łyżwy”. Ale przecież nie będziemy wracać tą samą drogą. Pojedziemy na drugi zamek, do Lipowca. Szlakiem R4 Kraków-Wiedeń (w sumie 642km o ile się nie pomyliłem w dodawaniu). Jedziemy.

Serpentynki z szybkimi zjazdami i ciężkimi podjazdami w Alwerni i Regulicach. Ale nawet zaglądamy do klasztoru. Ale chyba jest jakaś modlitwa, bo kobiety tak zawodzą, że nie pozostaje nic innego niż ucieczka stamtąd. Drogi wiodą przez takie prawdziwe wsie, z domami z drewna malowanego na niebiesko, z zapachem krowy… W polach przy drodze rosną śliwy węgierki, jeżyny i gruszki. Takie prosto z krzaka smakują lepiej. Te z chrzanowskiego Tesco już tego smaku nie mają… Dwa, trzy owoce i wspomnienie smaku z dzieciństwa zaspokojone.

Żeby dojechać prosto na zamek trzeba odbić od szlaku rowerowego na pieszy, żółty. Spokojnie wjeżdżamy na dziedziniec. Spotykamy „Ciocię Ewę”, której jakiś „znawca” historii zamku opowiada. Chwilę się przysłuchujemy mętnego tłumaczenia o Inkwizycji. Ale czas upływa nieubłagalnie. Zjeżdżamy obok skansenu. I teraz którędy? Przez Płazę i górki? Nie, obok Zagórza, prawie po płaskim. Czyli pojedziemy praktycznie obok mojego domu. Prowadzę. Obok gminnego ośrodka kultury, czytaj boiska naszej A klasowej drużyny piłkarskiej i dalej lasem. Mijamy miejsce w którym teraz siedzę. Odprowadzam ekipę na szczyt jednej małej górki — zostało 6 kilometrów do punktu zbiórki, umawiamy się wstępnie na przyszłą sobotę, żegnam się i pędzę na końcówkę Formuły 1 oraz, oczywiście obiad. 53,65 km na liczniku. Pora na opalanie się…

Pieczone

25 sierpnia 2007 | 22:27:58 | Kategorie: Życie | 4 komentarze | Permalink

W środę na basenie poszedłem do szafki po okulary dla siostrzeńca. I… spotkałem ojca kolegi z liceum. Wymieniliśmy kilka zdań, ja na urlopie w rodzinnych stronach, to tak ni z gruszki ni z pietruszki dostałem zaproszenie na dziś na pieczone (ziemniaki pieczone z dodatkami w garnku żeliwnym na ognisku — inaczej ziemniaki po cabańsku — potrawa lokalna). I właśnie wróciłem. Fajnie było tak oderwać się od szarej rzeczywistości. Znałem wcześniej niewielu z obecnych, ale to może i lepiej. Było luźniej. Zamiast kwaśnego mleka raczyliśmy się do ziemniaków z kiełbasą i boczkiem piwem, a niektórzy sokiem, ale też było smacznie. A kolega ma fajną żonę…

A jutro rano wspólna wycieczka rowerowa. Czyli pora spać! ;)

Co to się w weekend działo

21 sierpnia 2007 | 00:16:30 | Kategorie: Życie | 20 komentarzy | Permalink

W sumie nic.

Tak z miesiąc temu zadzwonił kolega ze studiów z Gdańska. Już jakiś czas temu miałem się wybrać do niego. Ustaliliśmy, że w ten weekend będziemy mieli wolne ja i on. Tuż przed weekendem dogrywanie drobnych szczegółów, rozważanie, czy nie poświęcić tego weekendu jednak na coś innego… Na przykład częściowo na zawalony tłumami Pit Lane Park?

Tłumy przed i w Pit Lane Park

Nawet specjalne autobusy jeździły…

Specjalne autobusy do Pit Lane Park

Ale jak nie wyszło i co wychodzi z rozmowy z mądrą kobietą z południa — „pomału”, to pojechałem.

Wstałem o świcie i bez śniadania popędziłem na Centralny, zakupiłem bilet weekendowy bez miejscówek, bo już nie było i po chwili wsiadłem do pociągu o 7:50. Stąd późne śniadanie (cd wpisu). A że pociąg się wlókł… To czytałem zakupioną u bukinistów twórczość Michaliny Wisłockiej z 1978 roku. Dobry podręcznik medyczny. Naprawdę medyczny. Ten interesujący tekst i jego ciąg dalszy oraz poprzednie i kolejne to coś w rodzaju cytatu, bo poza jajecznicą, pomidorami, serem i chlebem z masłem do kompletu nic nie jadłem... :D

A (prawie) pełna treść brzmi:

W organizmie kobiety podniecającej się w czasie pieszczot poprzedzających stosunek i w trakcie stosunku zachodzi cały zespół wyżej opisanych zmian, prowadzących do przekrwienia pochwy, krocza, macicy, przydatków i więzadeł oraz zamknięcia zastawek żylnych, które nie pozwalają krwi odpłynąć do chwili wystąpienia orgazmu.

Co się dzieje, jeżeli ten orgazm nie nastąpi? Okazuje się, że zastawki mogą pozostawać zamknięte jeszcze przez kilka, a nawet kilkanaście godzin. Skutkiem nierównomiernego przemieszczenia krwi krążącej występuje wiele bardzo przykrych dolegliwości. Miednica mała i jej naczynia żylne są zdolne pochłonąć prawie połowę krwi krążącej w organizmie i zablokowanie takiej ilości krwi na wiele godzin powoduje głębokie niedotlenienie przede wszystkim mózgu, a także mięśnia sercowego oraz wszystkich pozostałych narządów. Rezultatem takiej sytuacji jest zły i niespokojny sen, nie pozwalający w pełni wypocząć. Jest to związane z niedokrwieniem i niedotlenieniem mózgu. Rankiem kobieta budzi się w okropnym humorze. Po męczącej nocy jest wściekła i kipi wprost irytacją od samego rana, sygnalizując swym nastrojem okropny dzień. Żony-czarownice pieklące się od świtu, szukające dziury w całym, ciosające mężowi cały dzień kołki na głowie, awanturujące się z dziećmi; kobiety, którym wszystko leci z rąk, roztrzęsione i rozhisteryzowane — to kobiety nie dopieszczone, które nie osiągnęły wyzwalającego orgazmu przy wieczornym stosunku. Im bardziej są podniecone i pobudliwe seksualnie wieczorem, tym dotkliwiej cierpią potem, gdy stosunek nie zakończy się orgazmem.

Oprócz dolegliwości psychicznych występują jeszcze dokuczliwe bóle krzyża (…).

Jeżeli nierozładowanie seksualne trwa przez wiele miesięcy, a nawet lat, obrzęk i bolesność więzadeł oraz jajowodów nasila się i utrwala, w związku z czym pojawiają się następne dolegliwości, tym razem w czasie stosunku.

Wszystkie te elementy dają w efekcie błędne koło, ponieważ bolesność stosunków zmniejsza i pogarsza szanse osiągnięcia orgazmu, a nierozładowanie napięcia seksualnego pogłębia dolegliwości. Jedynym wyjściem byłoby przywrócenie prawidłowego krążenia w miednicy małej, co ściśle jest związane z pełnym rozładowaniem napięcia seksualnego w czasie stosunku.

Szkoda tylko, że pisałem smsy z polskimi znakami i Blip nie umiał dwóch krótkich z powodu Unicode skleić w całość.

Przyjechałem w końcu. Wysiadłem. Ale ładnie. Nic nie przypomina Centralnego…

Dotarłem do Gdańska - ładnie tu...

Pod pomnikiem przy stoczni.

Pod pomnikiem przy stoczni

Oglądamy wystawę w podziemnym muzeum, o strajkach, Solidarności. Co było powodem strajków? Podwyżki. Mięsa i przetworów, mąki, powideł i kaszy. Najbardziej mnie dziwi, że ogłaszali to zawsze przed Świętami Bożego Narodzenia. Krytyczny czas. Ale może chodziło o zwiększoną sprzedaż, czyli większy zysk? Wystawa multimedialna, sporo czasu trzeba mieć. Wystrój jakby to było muzeum sztuki nowoczesnej…

I obiad w barze mlecznym. Obleganym. Całkiem całkiem. Chociaż… Ale.

Bar Turystyczny

Idziemy oglądać Sołdka. Po drodze, na Jarmarku Dominikańskim kupujemy po koszuli z krótkim — pasują do niebieskich dżinsów. Tak jak na Stadionie X-lecia, ale bez Ormian. Płyniemy barką. Co było ważniejszym celem fotki na drugim zdjęciu?

Płyniemy na Sołdka, część 1   Płyniemy na Sołdka, część 2, wskaż najważniejszy obiekt na zdjęciu

Do kolegi, zakupy po chodniku naprzeciwko sklepu szła kolejna znajoma ze studiów — odmachała nam, ale raczej nie wiedziała kto to z kolegą był — muszę wymyślić jej korporacyjnego maila… Chwila oddechu przy butelce czerwonego wina i na plażę na Stogach. Już późno i chmury, zimno. Tylko nogi moczymy, a i tak się trzęsę…

 W wodzie przy plaży na Stogach

Ale rzeźby w piasku są:

Rzeźby w piasku

Piwo i smażony łosoś. Powrót. Wciąż rozmowy, kolejna butelka wina tym razem białego, bo w piekarniku flądry się pieką. Idziemy spać.

„Rano” kierunek wschód. Prom Świbno-Mikoszewo.

Na promie Świbno-Mikoszewo

Obóz Stutthof. Ci Niemcy według mnie byli głupi. Jak Stalin zresztą. Źle korzystali z siły roboczej… Chociaż, w sumie, to było beznadziejne okrucieństwo…

Pomnik w byłym obozie Stutthof

Krynica Morska. Pierwsze poważne plażowanie, taplanie się w wodzie i pływanie. Tak, PŁYWANIE. Ja niespecjalnie umiem. Ale dało się, nawet na półmetrowej głębokości jak fala przygnała do brzegu. Tylko dlaczego ta woda taka słona. I ten piasek wszędzie. Znaczy potem we włosach. Fajna sprawa. Chociaż na plecach się nie położyłem.

Plaża w Krynicy Morskiej

Olbrzymia porcja smażonego dorsza (a niby cena 7 zł — za 100 g, pewnie z 450 g było…) Powrót, znowu promem. Młody na wskazanym zdjęciu je loda. I Echo, tak. Smakuje. Chociaż nie wiem jakiego jadł Bysiek. Ale pomysł na sprzedaż lodów dla oczekujących na kurs promem rewelacyjny.

Spacer na dworzec PKP, ulicą, chyba Długą. Ze Złotą Bramą. Niestety na akademik nie spojrzałem…

Odjazd. TLK, więc jedzie wolniej. Więcej ludzi. Na korytarzyku dwie pary. Momentami ostro się migdalące. Jedna para ciekawa. Dziewczyna młodsza sporo ode mnie, facet ze 20 lat starszy. Przytulają się, głaszczą po klatkach piersiowych, całują. Gdzie podziać wzrok. Wisłocka się skończyła, bateria w telefonie rozładowana na czytanie GMaila przy marnym zasięgu, a do jedzenia tylko Pepsi… Przyjechał punktualnie, chociaż w Tczewie wyglądało, że się sporo spóźni. Ale i tak najwolniej jechał z Legionowa do Dworca Wschodniego. Czy ktoś wie ile torowisk jest na moście Średnicowym? 3, 4? Na Centralnym wypadłem biegiem z wagonu i popędziłem na N44 o 23:15. Trochę potrwało zanim go znalazłem, ale znalazłem.

I to w sumie tyle. No, prawie. Ja faktycznie mam bardzo dużo ubrań. I jakichś drobiazgów, chociaż dla mnie potrzebnych. A może mam ich za dużo i mi nie są potrzebne. I za często jeżdżę pociągami, a może lepiej by było kupić samochód? Nieeee. Jeszcze!

Zanim to napisałem, to się nakomentowałem i nadyskutowałem, a pewna mądra kobieta twierdzi, że nie odbiegam od normy.

Fajnie jest! Mam doskonały humor i w środę start urlopu. Ale pora spać. Dobranoc!

Teksty o nagrywaniu z Trójki

14 sierpnia 2007 | 23:13:38 | Kategorie: Humor | 8 komentarzy | Permalink

Rano słuchałem Trójki jak praktycznie codziennie. Dziś słuchacze przysyłali, telefonowali z tekstami o nagrywaniu. Może to głupie, ale stwierdziłem, że się podzielę z Wami, bo czas między siódmą a ósmą to dla niektórych z nas blady świt. No i szkoda, żeby zniknęły, a na stronie Trójki ich nie widzę… Chociaż o tym zamieszaniu obecnym może nie będzie co pamiętać…

Oto te, które zanotowałem:

Taśmy zostały puszczone.

Nic dwa razy się nie nagra.

Mowa srebrem, a nagranie złotem.

Czy to jest przyjaźń, czy to jest nagranie?

Nie chwal dnia przed końcem nagrania.

Nie ma tego złego co by na dyktafon nie weszło.

Raz z taśmy, raz na taśmie.

Komu w drogę, temu dyktafon.

Nie taki człowiek straszny jak go nagrali.

Ślusarz zawinił, a kowala nagrali.

Nagraj dziś co masz nagrać jutro.

A teraz w Szkle kontaktowym dwa inne:

Czy agent Ziobro Ziobro Siedem ma też licencję na nagrywanie?

Ziobro tolerancji dla układu!

Copyright słuchacze i telewidzowie ;)

Ciuchy

12 sierpnia 2007 | 11:10:32 | Kategorie: Ciuchy, Tech, Życie | 17 komentarzy | Permalink

Chciałem się tylko lekko ubrać. A tu kłoda pod nogi… Wyjąłem z szafy, kupione przy okazji jednej jedynej wyprawy z koleżankami do sklepu z używanymi ciuchami, spodnie za kolana. Cierpliwie czekały wyprane. Uznałem, że nieco pomięte są, trzeba je wyprasować… Zabrałem się za prasowanie. Taki materiał, że w niskiej temperaturze trzeba prasować (zdarzyło mi się raz przypalić len, a wydawałoby się, że to niemożliwe!). Jakieś zagięcia były, spryskiwaczem z żelazka na nie. Prasuję. Zagięcia zniknęły, ale pojawiły się jakieś plamy. No to już wiem dlaczego ten ciuch był na wagę i jego 25 dag kosztowało 12 złotych zamiast 50… Może Vanish pomoże… A ja się będę piekł tymczasem…

Co to się dzieje…

06 sierpnia 2007 | 22:56:26 | Kategorie: Varia | 17 komentarzy | Permalink

Rafał, wiesz, wpadłeś Małgosi w oko… Jej matka nawet pytała ile masz lat, no i trochę duża różnica… (13) I co robisz. To akurat dobrze… Miałam Ci nie mówić, ale…

A ta kiedyś rano wypadła z trzeciego pokoju w różowej piżamce, zamachała kręconymi włosami i zapytała o głośniki komputerowe. A potem się speszyła, że o 8 już wszyscy ubrani i jak wyszedłem, to za chwilę podobno uciekła… I per Pan mi mówiła…

Co to się dzieje?

Na co tylko chcesz…

01 sierpnia 2007 | 18:44:38 | Kategorie: Humor | 21 komentarzy | Permalink

Patrzę do portfela. Pusto. Ale na piętrze jest bankomat PKO BP. Plastik od nich też mam, skorzystam. Dochodzę, widać plakat z reklamą kredytu, ogólnie różowy z jakąś wstawką. Podchodzę jeszcze bliżej. Dziewczyna w czarnym, jednoczęściowym kostiumie kąpielowym leży na różowych pluszowych króliczkach. A nad nią tekst: „Kredyt na co tylko chcesz”. Pierwsze skojarzenie zdrowego (myślę) faceta: „Na nią!” Ale po chwili przychodzi otrzeźwienie. Z buzi fajna, ale jakaś taka optycznie skrócona, bioderka wyfotoszopowane do zera. „A co ja pedofil?

« Wcześniejsze wpisy | | Nowsze wpisy »

lemiel@jabber.wp.pl

nie ma mnie

mail: lemiel na wp.pl