Bicykl(7) , Ciuchy(10) , Humor(75) , Jedzenie(36) , komentarze(3) , Kultura(63) , Miniblog(144) , Mozilla(5) , Nauka(18) , Polityka(16) , Praca(12) , Radio(9) , SeaMonkey(2) , Skrzaty(3) , Tech(151) Tylko mebel(32) , Varia(291) , Zabawki(2) , ziewnik(45) , Zwierzaczki(7) , Życie(330) , London story(4)



Ach te linki sponsorowane

30 czerwca 2007 | 23:34:24 | Kategorie: Varia | 6 komentarzy | Permalink

Gmail obsługuje dla mnie Joggera. I jakie linki sponsorowane widzę najczęściej? W stylu tego:
Mężczyzna szuka Kobiety - www.couciebie.pl - Romans, poważny związek, przyjaźń lub miłość.
Aż z rozpędu w niego kliknąłem.

Czyżby i Google spiskowało przeciwko mnie? :P

Przeszczepiają nerwy…

30 czerwca 2007 | 23:06:44 | Kategorie: Varia | 12 komentarzy | Permalink

W dzisiejszym Dzienniku jest taka skrócona lista opłacanych przez NFZ i nieopłacanych zabiegów medycznych. Jednym z takowych warunkowo opłacanych jest „Przeszczep nerwów ręki lub stopy do 4cm długości”…

Albo mnie źle w szkole nauczyli, albo ja źle zrozumiałem, albo medycyna przez 10 lat zrobiła gigantyczne postępy, bo nerwów to według mojej wiedzy nie da się przeszczepiać i nie odrastają. Czy się mylę? Bo jeśli tak, to bardzo dobrze. Niech ci nieszczęśliwi żyją lepiej „z czuciem”.

głupie drogowe skojarzenie

30 czerwca 2007 | 22:57:42 | Kategorie: Varia | 1 komentarz | Permalink

Dzisiaj jak jechałem na rowerze przez moją wioskę widziałem w oddali wyprzedzający z dużą prędkością samochód, bodajże Mondeo. Musiał jechać setką albo więcej. A w całej wiosce obowiązuje ograniczenie do czterdziestu… Nie wiem dlaczego od razu przypomniał mi się Pan Samochodzik ścigający jako ormowiec w Księdze strachów pędzącego Taunusa. Tylko po jakich drogach ten Taunus tak pędził w latach siedemdziesiątych?

Karta do Makro

30 czerwca 2007 | 10:36:41 | Kategorie: Varia | 7 komentarzy | Permalink

Spędziłem ostatnio trochę czasu w autobusach i busach jeżdżących do Krakowa z oddalonego powiatu. Dawno się tyle nie uśmiałem co w czwartek. Siedzące za plecami dziewczyny dosyć głośno rozmawiały. I jedna z nich miała/ma straszny problem: jej obecny, chłopak, z którym dodatkowo bierze ślub, nie ma karty do Makro. Nie ma, bo nie ma działalności. A wszyscy inni mieli karty, chociaż też tej działalności nie mieli i ona mogła tam jechać na zakupy kiedy chciała. No ała. Nigdy tam nie byłem. Może założyć jakąś działalność i wyrobić kartę…? :P

London story — part two — majnd de gap

25 czerwca 2007 | 23:56:37 | Kategorie: London story | 13 komentarzy | Permalink

London story — part one — djabolik maszin «

Obudziłem się po 8 czasu lokalnego, poranne ablucje i jakieś bardziej zaawansowane planowanie co udam się zwiedzać w sobotę, wszystko to czyniąc tak, aby robić jak najmniej hałasu, żeby nie obudzić kuzynostwa. Ale jednak obudzili się i wstali zrobić zapowiedziane śniadanie w stylu lokalnym, które robią wszystkim swoim gościom. Bekon pieczony w piekarniku, fasolka (chyba smażona), dżem i jajko sadzone (hmm, chyba, nie pamiętam dokładnie). Bekon, to takie coś niespecjalnego. Pozwijał się i taki gumowy był. Ani to nasz boczek, ani jakieś inne mięso. Bekon w USA jest według opowieści kolegi taki sam. Najlepsza z tego wszystkiego była fasolka. Za oknem widać było oświetlony przez wschodzące słońce plac przygotowany do budowy budynku, jednak leżący już nie w Westminsterze tylko w City of London. Podzieliłem się wymyśloną trasą, dostałem klucz, dodatkowe wskazówki i poszedłem.

Czytaj dalej...

Jak to było z Toruniem

25 czerwca 2007 | 23:37:06 | Kategorie: ziewnik, Życie | 9 komentarzy | Permalink

W środę Kasia tak ni z gruszki, ni z pietruszki zaproponowała odwiedziny u siebie w weekend, bo będzie Cachotterie i może ktoś jeszcze. Zatkało mnie, na dłużej. Kompletnie się nie spodziewałem i trochę potrwało, zanim doszedłem do siebie i dotarło do mnie, że nie spędzę kolejnego weekendu w trochę większym mieście siedząc przed komputerem. Miałem się skontaktować z drugą zaproszoną, ale to Ona odezwała się do mnie, bo ja zakręciłem się „ciężką” pracą. Po wielu skomplikowanych i bezcelowych procesach myślowych przystałem na zaproponowany przez nią wariant podroży pociągiem.

W sobotnie popołudnie wsiadłem do pociągu jadącego w wypełnione nieujarzmioną przyrodą kujawsko-pomorskie. Ostrożnym ruchem wyjąłem z kieszeni telefon i wybrałem otrzymany wcześniej numer. Zabrzmiał dziewczęcy głosik. Pojedzie tym pociągiem. Trzeba podać namiar na siebie, żeby nie musiała biegać po całym pociągu. Przydałby się numer wagonu. Ale to nie ekspres, nie numerują wagonów jawnie. Ale przecież jedziemy po zakręcie, wychylę się z okna i policzę, powinienem jeszcze umieć. Miejsca w przedziale pilnuje dzielnie mój plecak. Nie będziemy musieli stać.

Pociąg wjeżdża na stację. Z daleka widać roześmianą dziewczynę, macham ręką, widzi. Tylko ten pociąg za daleko przejechał. Wsiadła, usiadła. I przegadaliśmy całą drogę, niewiele mówiłem, albo mi się tak tylko wydawało, bo widmo chrypki już wychylało się zza węgła.

Wjeżdżamy do Torunia, to już? Na peronie dziki tłum. Gdzie ta Kasia się chowa? A może nie przyszła? Ale nie, jest, z siostrą. Ledwo zapakowały nas do samochodu i zaczęło padać. Ale dojechaliśmy na miejsce, nie daliśmy się deszczowi. Kasia uraczyła nas obiadem, ja jako facet dostałem jak zwykle największą porcję, ale że byłem w gościach, no i smaczne było, to zjadłem bez szemrania, prawie że wylizując talerz do czysta.

Autobus jeszcze nie wychylał się zza zakrętu, to jak to joggerowcy, zasiedliśmy do komputera. Nowa pani magister przeczytała w zdumieniu komentarze, a ja wystąpiłem pod żeńskim imieniem odpowiadając na wezwanie do wypisania nałogów (ile ja się wczoraj nazastanawiałem skąd tam się wzięła Sophia…).

W mieście noc muzeów. W jednym wystawa w rodzaju miniaturowego pikniku naukowego i odtworzeni myśliwi sprzed tysięcy lat. Jak widać na załączonym obrazku, wyglądamy prawie jak bracia…

lemiel z myśliwym, prawie jak bracia bliźniacy

W planetarium dziki, żądny wiedzy tłum czeka przed wejściem. Może sobie czekać. My zresztą też. Biletów już dawno nie ma, a o peronówkach nie pomyśleli. Cóź pójdziemy gdzieś indziej, gdzie może nas zechcą. Na dodatek już nie sami, bo dołączyła do nas Sophia. (To miała być niby ta budząca grozę pani?) Gdzie pójdziemy? Na pierogi, w końcu tak zachwalane…

Usadzono nas przy oknie z widokiem na Strugę płynącą pod budynkiem, kurcze, prawie jak w Wenecji. A pierogi? Menu nie mogło być jeszcze większe? Na co się zdecydować? Jeszcze w której wersji? Gotowanej czy pieczonej? Dzielnie zamawiamy po dużej porcji, najwięcej waham się ja, w sumie słusznie jak się nieco później okazało… Bo obiad był za duży… Pierogi duże – duża porcja to pięć sztuk i ja jej nie zjadłem! A czy zjadłbym dziewięć w wersji gotowanej? Salami z Cheddarem jednak sycące jest. Popijamy dzielnie. Ja miodkiem, grzaniec się niestety skończył – ale nick zobowiązuje więc, trzy kubeczki poszły jak złoto. A może piwo byłoby lepsze? Ale przynajmniej nie trzeba często do kibelka biegać, chociaż przewidzieli dłuższe pobyty, na potrzebujących czekały ilustrowane przygody Krecika. I miejsce na gołe stópki. Przed dwunastą opuściliśmy gościnne miejsce.

Kasia wywalczyła na postoju taksówkę. Pożegnaliśmy Sophię i popędziliśmy w siną dal zdając się na kierowcę prowadzącego w czasie jazdy czat przy pomocy taksometru – taki Jabber na cztery klawisze…

Dotarliśmy, odrobina komputera, niekończąca się rozmowa, ścielenie łóżek, lemiel „jak z krzyża zdjęty”.

Zdjęcie ocenzurowano

Jak zwykle, spałem najdłużej i pewnie dlatego zjadłem największe śniadanie. „Popsułem Kasi nieco komputer”, odbyliśmy telekonferencję z Echem (to tylko kolejny test był, następna na Skype będzie) przegraliśmy zdjęcia i popędziliśmy na łeb, na szyję na autobus. A ten złośliwiec się spóźnił…

Na przystanku oczywiście czekała na nas Sophia – z jakiej telepatii wiedźmy skorzystały tym razem by tak punktualnie się umówić? Może się kiedyś dowiem, bo nieoficjalnie zaproponowały mi zostanie wiedźminem…

Nie była by to wizyta w Toruniu, jakbyśmy nie zaopatrzyli się w pierniki. A potem ja bezczelnie się zgubiłem oglądając na pchlim targu longplaye Kombi. Dopiero aniołki mnie przyciągnęły, to mój:

Mój aniołek, aniołek powodzenia

Lody i kawa osłodziły zbliżający się koniec wizyty. W deszczu pokazującym niezadowolenie Matki Natury dotarliśmy na dworzec. Wyściskaliśmy się. Pierwszy odjechał pociąg na zachód. Mój na południe z prędkością 115 kilometrów na godzinę nieco później… Tak samo podejrzanie wolno przejechał w chwili jak to piszę ekspres przez Włoszczowę (który na dodatek przyjechał opóźniony o 25 minut a w trasie przepuszczał zaraz na początku ekspres do Opola, który wyjechał 5 minut później!).

Remonty torów?

23 czerwca 2007 | 01:20:36 | Kategorie: Tech, Varia | 4 komentarze | Permalink

Wyborcza pisze, że PKP coraz więcej wydaje na modernizację torów. A ja się zastanawiam, czy będzie miał kto robić te remonty… Jest tylu doświadczonych pracowników i tyle maszyn do tego? Chociaż, chciałbym, żeby podróż z Chrzanowa do Krakowa Głównego wyglądała tak jak na odcinku z Mydlnik do Głównego — taki zwykły (no może taki zmodernizowany optycznie też) zestaw (chyba) EN71 jedzie setką, a nie wlecze się czterdziestką albo wolniej… Trzydzieści minut zamiast pięćdziesięciu pięciu…

Wieczór

23 czerwca 2007 | 00:48:01 | Kategorie: Życie | 4 komentarze | Permalink

Wracałem z siłowni. Tuż przed dwudziestą drugą. Po drodze są stawy Brustmana. Usiadłem na chwilę na ławce na czas rozmowy telefonicznej z solenizantką. Skończyłem i wstałem, przeszedłem kilka kroków. Pojawiła się myśl: „A może by tak jeszcze posiedzieć? W końcu to jeden z najdłuższych dni, jeszcze jasno, ciepło, cicho, spokojnie, relaks.” Usiadłem. Tylko ile można tak samemu siedzieć i gapić się w fontannę… Poszedłem, chociaż przyjemnie było…

pizza to jednak nie jest spełnienie marzeń

20 czerwca 2007 | 23:03:23 | Kategorie: Jedzenie | 19 komentarzy | Permalink

Wróciłem głodny. Co by tu zjeść? Może pizzę z zamrażalnika? Dołożyłem sera, pokroiłem na części, żeby się równomiernie zagrzała. A ona piecze się i piecze. I przeszła mi ochota. Na dodatek jest taka sobie. Może jedną trzecią zjadłem. Co by tu zjeść?

Dekadencja?

15 czerwca 2007 | 22:57:54 | Kategorie: Humor | 8 komentarzy | Permalink

O tym pomyślałem patrząc na leżące od wczoraj na podłodze dwie pięciogroszówki. Ale samo słowo przypominałem sobie przez dziesięć minut…

« Wcześniejsze wpisy | | Nowsze wpisy »

lemiel@jabber.wp.pl

nie ma mnie

mail: lemiel na wp.pl