lemiel@jabber.wp.pl

nie ma mnie

mail: lemiel na WP.pl

lemiel



Wszystkie stworzenia

Całkiem niedawno piko pisał o starych serialach i kreskówkach. Tak, tylko co znaczy stary? Dla niektórych stary oznacza „Columbo” albo „Kojak” z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, dla innych „Robin Hood” z lat osiemdziesiątych, a dla jeszcze innych to co oglądaliśmy w początkach i połowie lat dziewięćdziesiątych. Tak samo z kreskówkami było. Stare to np. „Yattaman” wyświetlany chyba w połowie lat dziewięćdziesiątych na antenach zrzeszonych w Polonii 1 i chyba później na PolSacie również. Dla mnie była to raczej „Pszczółka Maja” czy „HeMan i władcy wszechświata”, „Biały delfin Um” czy „Załoga G” (w ostatniej emisji zwana „Eskadrą Orła”). Bo „Jacka i Agatki” czy „Barbapapy” nie pamiętam.

A dziś chcę się odnieść do treści w jednym z filmów oglądanych jednym tchem w trakcie niedzielnych obiadów w latach osiemdziesiątych. No może nie do końca tylko w filmie. Bo przeczytałem książkę, na podstawie której go nakręcono.

Chodzi o „Wszystkie stworzenia duże i małe”. Wczoraj i dziś przeczytałem pierwszą z (autobiograficznych?) książek Jamesa Herriota z opowieściami o przygodach młodego weterynarza — „Jeśli tylko potrafiłyby mówić”. Treść interesująca, może dla pokolenia wychowanego na Czarodziejce z Księżyca nie jest bardzo atrakcyjna, ale ciekawa śmieszna i realna. Rzecz dzieje się w latach trzydziestych dwudziestego wieku. Młody weterynarz świeżo po studiach, praktycznie bez grosza przy duszy, przyjeżdża na rozmowę w sprawie pracy asystenta weterynarza do niewielkiego miasteczka w Yorkshire. Ekscentryczny właściciel praktyki po małym teście go przyjmuje do pracy oferując wikt, opierunek i 4 (słownie cztery) funty tygodniowo — czyli całkiem sporo. I młodzieniec jeździ po okolicznych wioskach, farmach i leczy krowy, konie, odbiera porody cieląt, źrebaków i owiec, służąc pomocą o praktycznie każdej porze dnia i nocy, „rozbijając się” po wyboistych drogach starym Austinem. Jest „wujkiem” dla pekińczyka Tricky Woo — ulubieńca bogatej wdowy. Trafia na złośliwego kolegę po fachu, który „okuwa” go w specjalny strój do odbierania porodów u krów na potrzebę podania mu tylko jednego przyrządu. Czyli w pewnym sensie żyje mu się słodko i przyjemnie na sielskiej angielskiej wsi…

Jednym słowem, jak będziecie mieli okazję, to przeczytajcie. Jest więcej części tych, chyba mogę je tak nazwać, wspomnień…

Ale dlaczego o tym napisałem? Przecież to w sumie nic specjalnego, równie dobrze mógłbym napisać suchą recenzję przeczytanych niedawno „Patrolu Zmroku” Siergieja Łukjanienki albo „Furtki do ogrodu wspomnień” EuGeniusza Dębskiego.

Ano napisałem, bo dotarło do mnie w jakim czasie to się działo. W okresie pomiędzy 1930 a 1940… Dawno, nie? Co wtedy działo się w Polsce? Jakoś tak nie bardzo wyobrażam sobie coś takiego u nas, na naszych wsiach. Pewnie było coś zbliżonego, ale czy w porównywalnym zakresie? Nie bardzo chce mi się w to wierzyć. Mimo miasta przedstawionego np. w Vabanku, to ten okres na podstawie innych przekazów nie kojarzy mi się z tym jakąś nowoczesnością, jaką niewątpliwie był rasowy weterynarz. Zapytałem rodziców o to, ale oni to raczej czas II Wojny i po niej pamiętają, bo wcześniejszego nie mają szans. Mama pamięta, że weterynarz się pojawiał, tata też co nieco dodał — we wsi był znachor i leczył, a w Chrzanowie był weterynarz i też był wzywany, ale to raczej do krowy żywicielki, a nie do jakichś drobiazgów, do własnego domu nie pamięta. I nie wydaje mi się, żeby takowy jeździł samochodem, prędzej jeździli po niego konno, czy wozem. Ale to już musiało być dobre 10-15 lat później. Wydaje mi się, że jednak byliśmy opóźnieni w stosunku do innych krajów (Anglii w szczególności), chociaż całkowitej pewności nie mam i pewnie nie dotyczy to całego obszaru tego przypadku.

Jednak, tyle czasu minęło, nie ma co rozpamiętywać. Należy poczytać te książki, obejrzeć film, pośmiać się i tylko może czasem odrobinę się zastanowić. I żyć teraźniejszością i przyszłością!

Z nowości serialowych — jakiś czas temu, już nie wiem gdzie, było coś o serialach i napisałem w komentarzu, że kręcą drugą część Gliny, tego mrocznego najlepszego według mnie obecnie polskiego serialu policyjnego. No jeszcze nie kręcili, pewnie pisali scenariusz. Ale niedługo mają zacząć i emisja 13 odcinków prawdopodobnie wiosną 2008 (nius wyczytany gdzieś na Interii).

Nowe reklamy Playa « | | » Jak podpiąć nowego JIDa do Joggera?

Komentarze:

1. | Arietta | 21 maja 2007, 14:18:11 | Permalink

Aleś mi poprzypominał:)
Maja, HeMan, Yattaman:)
A co do odległych czasów, faktycznie w Polsce wszystko działo się jakby później… z filmów, z historii z gazet to wiemy, też kiedyś wypytywałam babcię o takie rzeczy. Ciekawe opowieści, zwłaszcza z czasów wolny… lubię, jak starsi ludzie opowiadają to z miłymi iskierkami w oczach…

Dodaj komentarz:

Możesz używać Markdown bez obrazków.

 

 

 

 code