Siedzę w pociągu do Katowic czekającym na odjazd z Krakowa. Naprzeciwko wolne miejsce — może ktoś usiądzie? Przechodzą obok różni ludzie. Nie oglądają się, nie siadają. Dziewczyny również, zarówno te starsze jak i te młodsze. Ale żadna nie siada. W końcu podchodzi starszy pan i pyta czy może. Odpowiadam, że tak, przecież nikt tam nie siedzi, nie będę mu zabraniał.
No to siadł. Przyjrzałem mu się i w tej chwili dopadła mnie głupkowata myśl: „Miała być biuściasta długonoga blondyna, a zjawił się Kris Kristofferson.” I zacząłem się strasznie śmiać, na szczęście bezgłośnie…
W sumie, to mało dziewczyn w tym pociągu było. 21:35 to czas na wyjście do klubu albo siedzenie przed kompem ;) , a nie na jazdę pociągami podmiejskimi… W zasięgu wzroku tylko jedna była, 3 metry dalej, pogrążona w rozmowie z towarzyszem podróży. Czarne włosy lekko kręcone włosy, jakieś łańcuszki na szyi, czarna kurteczka, dżinsy i japonki (sic!). Jak zwykle bez rewelacji. (Choroba, zauważyliście, podobne stwierdzenia tu zdecydowanie za często padają, ale chyba przy okazji przestawiam się z blondynek na czarnowłose…)
Ale to dopiero początek. Jak już się przestałem śmiać i wpisałem skrót tego co powyżej do telefonu, to na powrót wsadziłem nos w opowiadanie w NF. Dopiero przed Krzeszowicami, jak pociąg zatrzymał się w polach rozejrzałem się dookoła. Trochę intensywniej wpatrzyłem się w jej twarz i za chwilę się uśmiechnęła. Ja też. Potem co jakiś czas zerkałem i jak patrzyła na mnie to się uśmiechała, nawet mocno, przyjemnie. Ale w Krzeszowicach wysiadła. Ale…
Podeszła na peronie do takiego okna, żeby mnie było widać (siedziałem przy drugiej ścianie wagonu), sprawdziła, czy się patrzę i mi pomachała. Odmachałem!
Zachodzi pytanie, czy jak byłem młodszy to się do mnie nie uśmiechały wcale, czy się nie uśmiechały, bo ja się nie interesowałem, nie uśmiechałem? Czy może się uśmiechały, a ja tego nie widziałem?