Bicykl(7) , Ciuchy(10) , Humor(75) , Jedzenie(36) , komentarze(3) , Kultura(63) , Miniblog(144) , Mozilla(5) , Nauka(18) , Polityka(16) , Praca(12) , Radio(9) , SeaMonkey(2) , Skrzaty(3) , Tech(151) Tylko mebel(32) , Varia(291) , Zabawki(2) , ziewnik(45) , Zwierzaczki(7) , Życie(330) , London story(4)



Ratowniczka

27 lutego 2007 | 21:38:45 | Kategorie: Varia | 19 komentarzy | Permalink

Ciiiii mi coś przypomniała. W sobotę wieczorem byłem na basenie. Dopływałem spokojnie do brzegu, a tu patrzę biegnie ratowniczka. Biegnie jak na filmie prawie, ale w koszulce i spodenkach. Długie, czarne włosy falują. Patrzę gdzie biegnie. Gdzieś obok mnie jest mała blond główka chłopczyka coś kombinującego w wodzie. Ona wskakuje do wody, wyciąga go, mówi coś do niego. Przybiega ojciec, przeprasza ją.

Ale przecież nie to było najważniejsze. Najważniejszy był sposób w jaki Ona weszła do tej wody, rewelacja, nie wiem czy można to określić, że z gracją, tak naturalnie, po prostu zrobiła kroczek…

TAG — ale nie edytor, czyli podaj dalej 5 faktów

26 lutego 2007 | 23:50:18 | Kategorie: ziewnik, Życie | 23 komentarze | Permalink

Zostałem wkręcony, nawet drugi i trzeci raz.

Dużo do napisania by było, ale… po przejrzeniu sporej ilości takich wpisów uznałem, że nic ciekawego nie mam do napisania. Znaczy nudny jestem, a ewentualne skrywane tajemnice nie nadają się do odkrycia… Gorzej niż archiwa wywiadu brytyjskiego, czy magazyn CIA.

Spragniony i głodny wiedzy ludu pracujący i zdrowiejący, poddaję się, oto one:

  1. Pierwszy raz całowałem się podobno z Agnieszką o czarnych, kręconych włosach. Mieliśmy po trzy lata, było tak namiętnie, że przewróciliśmy się w błoto.
  2. Do przedszkola nie chodziłem. A do zerówki po prostu poszedłem, bez jakichś testów wstępnych, rysowania, recytowania, śpiewania, itp. Bo i tak nie pamiętam, żebyśmy coś takiego robili. Pamiętam wycinane literki i takie ekstra klocki, które się przybijało do płyty paździerzowej. I pamiętam też, że z kolegą imiennikiem, którego posadzono razem ze mną w ławce — tak to było regularne osiem godzin z przerwami w sali z ławkami — śmialiśmy się tak głośno i długo z nazwiska Chrząścik, które nosiła koleżanka, że postawiono nas do kątów. Z tym samym kolegą w czwartej klasie śmialiśmy się równie mocno z miejscowości Wyry wyszukanej w atlasie na mapie Górnego Śląska.
  3. Do tego kolegi chodziłem na pięć minut pożyczyć zeszyt, a wracałem po 3 godzinach i dwóch obejrzanych z wideo filmach o Ninjach albo innych Terminatorach, często pilotowany przez siostrę.
  4. Nie paliłem papierosów i nie robiłem kilku innych równie ciekawych rzeczy.
  5. Dobrze widzę w ciemnościach, w świetle słonecznym nadużywam ciemnych okularów do tego stopnia, że ludzie się na mnie dziwnie patrzą.

Nominuję Ciiiii, Czajnę, Adrianera, Stefa i Meera.

naboje... do pióra

21 lutego 2007 | 23:10:58 | Kategorie: Varia | 11 komentarzy | Permalink

Dwa tygodnie miałem potrzebę pisania odręcznie, takie niezobowiązujące wieczorne notatki. A na następny dzień mogła być bardziej zobowiązująca okoliczność. Najlepiej oczywiście pisze się piórem. Jak odchodziłem z poprzedniej firmy dostałem od szefa pióro z Aurory. Na naboje, mogą być długie. Pióro było w plecaku, ale dawno nie używane. Po dwóch zdaniach skończył się atrament. A w plecaku nie było naboi, przekopałem go doszczętnie, bo dużo w nim kieszeni. Znalazłem jakiś jeden mały w szufladzie ze śrubokrętami. Ale dużych nie było. Gdzie one się podziały? Wypisałem wszystkie?

Zaplątałem się dziś na stoisko papiernicze w Empiku i kupiłem takie długie z Parkera. Ale jakąś godzinę temu, przy okazji pakowania na wyjazd "na narty" uzupełniałem zawartość kosmetyczki. I co w niej znalazłem? Oczywiście pudełko naboi Watermana…

Tak czy inaczej, nadchodzą cztery dni bez komputera i internetu. Większość w Wiśle, niedziela u rodziców. Odpoczną oczy i mózg. Dziś i wczoraj już nie włączałem śledzenia nowych wątków, a i tak się obawiam ilości powiadomień do odebrania w poniedziałek w okolicach dwunastej.

armia terakotowa

19 lutego 2007 | 00:07:17 | Kategorie: Kultura | 5 komentarzy | Permalink

Byłem na wystawie armii terakotowej w Blue City. Bo przedłużyli do 25 lutego. Jak czytałem o tym pierwszy raz u Siwej, to www.armiaterakotowa.eu nie działała. Ale jak zaczęła, to doczytałem.

Kilkanaście replik posągów, repliki karoc, kilka halabard w kształcie zbliżonym do litery T, a przedstawionych w oglądanym na Discovery filmie o rankingu najbardziej morderczej chińskiej broni białej (ale ostrza tępe), film przedstawiający rys historyczny z fajną, skoczną muzyczką, przy której jednak prawie zasnąłem. I mała wystawa zdjęć z różnych interesujących miejsc w państwie środka.

Interesujące. Warto było w tym szczytnym celu odwiedzić w końcu ten przybytek handlu. Nie liczę dotleniania podczas spacerów na powietrzu w pięknym słońcu wczorajszej już niedzieli.

RSS i Atom — o rany!

16 lutego 2007 | 23:05:04 | Kategorie: ziewnik | 5 komentarzy | Permalink

Sprawdziłem dziś wewnętrzne statystyki joggerowe. Ilość wejść przez Atom i RSS mnie kompletnie zaskoczyła, zwłaszcza tych pierwszych, bo są od niedawna. Hmm. Fajnie!

Ryś

15 lutego 2007 | 21:35:23 | Kategorie: Kultura | 6 komentarzy | Permalink

Byłem na Rysiu. Fajny. Może i faktycznie długawy, ale ziewałem tylko na przemowie Demobila po przyjęciu niespodziance, bo to było faktycznie przeciągnięte. A tak dużo do śmiania się, większość absurdów naturalna, tylko niektóre wydają się być trochę na siłę. Ale śmiechu było dużo i to było najważniejsze. Odniesienia były do tak wielu rzeczy, że pewnie nie wyłapałem wszystkich. Naupychane gwiazd i gwiazdeczek polskiej sceny, czasami w tak dziwnych zaskakujących rolach, ale dobrze, bo to dało dodatkowy smaczek. I tylko Kondrat mógł być tak napuszony. Też na siłę postać z Rejsu, ale oni się chyba z Tymem przyjaźnią, bo raz przyjechali ze mną tym samym ekspresem i Ryś ich odbierał na peronie.

I być może będzie to pierwszy film na który z własnej woli pójdę drugi raz do kina (pierwszym było „Braterstwo wilków” oglądane „na mieście” w Toruniu po „zajęciach” w OSA, a drugi raz jako nagrodę dla naszych „podopiecznych” w Żaganiu, bo nie wiedzieliśmy co nią będzie). Trzeba wyłapać pozostałe niuanse. Ale tym razem nie będę na siłę siedział po napisach i usiłował wysłuchać piosenki do końca aż mnie wyproszą i poradzą, żeby sobie ścieżkę ściągnąć z sieci.

Tagi: ,

Nowy różowy szablon będzie

15 lutego 2007 | 13:25:26 | Kategorie: Varia | 23 komentarze | Permalink

Projektujemy z Sophią nowy różowy szablon dla mojego dżo. A to jest forum do uwag projektowych.

melodyjka

15 lutego 2007 | 00:24:37 | Kategorie: Humor, Życie | 3 komentarze | Permalink

Jak wychodziłem z wanny kilka minut temu przypomniał mi się widziany gdzieś tu wpis o rozpoznawaniu filmu o Indianie Jonesie na podstawie zanuconej melodyjki w stylu „tatatam tatam tatatam ta tam”. Zacząłem się śmiać, ale po chwili chciałem ją też zanucić i nijak nic innego niż „Czterej Pancerni i Pies” mi nie chciało wyjść…

Dopiero jak zapisywałem melodyjkę tu udało się złapać tę właściwą melodię. Ależ ci Pancerni mnie zindoktrynowali…

patelnia

14 lutego 2007 | 21:32:33 | Kategorie: Tech, Życie | 11 komentarzy | Permalink

W kuchni dusi się gulasz, no może nie do końca, bo postanowiłem wzbogacić go pieczarkami i papryką. Jutro z kopytkami będzie pyszniutki. Ale podobnie jak przy przygotowywaniu lazanii w sobotę poczułem po raz kolejny smażąc mięso na dwie tury, że mam za małą patelnię. Ponad jedenaście lat ma, ale trzyma się dobrze. Olkuski wyrób ze starych czasów jeszcze, bo teflon wciąż w dobrym stanie.

Pora kupić nową. Tylko jaką? Olkusz się zepsuł i podobno znowu są produkty w dwóch wykonaniach — na eksport i do krajowych supermarketów. (W Paryżu podobno garnki z Olkusza mają niezłe branie i kosztują majątek.) Tefal z powłoką teflonową, czy może Tescomę ze stali nierdzewnej? A może coś innego? Bo na ostatnio widzianych dwóch z Olkusza teflon się „przypalił” po pierwszym użyciu…

Powiększyliśmy populację kosmitów

14 lutego 2007 | 21:21:14 | Kategorie: Tech, Tylko mebel | Dodaj komentarz | Permalink

Po wczorajszym dobijającym dniu, dzisiaj zamiast normalnej pracy, my wybrańcy, graliśmy w Apollo 13 mające nam pokazać zastosowanie ITILa w praktyce. Było fajnie, wciągnąłem się w grę. Chociaż na wprowadzeniu prawie spałem. Pomijając drobiazgi takie jak małe zgranie grupy zarządzającej misją na początku i późniejsze wysłanie astronautów na „Marsa”, to była to niezła zabawa z dużą dozą wiedzy praktycznej. Dodatkowo rzuciła jeszcze więcej światła na to, że faktycznie pracujemy według tej metodologii, chociaż dalej nie wiem co robią niektóre osoby w projekcie. I jeszcze to, że odpowiedni dobór osób na poszczególne stanowiska jest najważniejszy i humaniści w takich technicznych procesach też są potrzebni. Ale od razu zachciało się pracować…

I oczywiście muszę w końcu obejrzeć film, zwłaszcza, że DVD było w „załączniku”…

Tagi: , ,

« Wcześniejsze wpisy | | Nowsze wpisy »

lemiel@jabber.wp.pl

nie ma mnie

mail: lemiel na wp.pl