Factory i Big Cyc na Bemowie
Pojechałem dziś zobaczyć warszawskie Factory, dojazd w sumie mam całkiem znośny, nie wiem dlaczego myślałem, że to na końcu świata. 184 i potem 194 albo 716 i już. Na kolejne zakupy ciuchowe tam się wybiorę. Bo faktycznie część rzeczy jest nawet trzy razy tańsza… I oni na tym jeszcze zarabiają…
Jako, że pojechałem z mocnym postanowieniem odkrycia trasy dojazdowej i obiektu tylko, to skończyło się na przypadkowo wypatrzonym białym szalu. No dobra Ecru.
Ale wracając postanowiłem zahaczyć o Carrefour na Bemowie i zrobić symboliczne zakupy spożywcze, jakieś pieczywo na kolację i może filety z kurczaka. Wyszło faktycznie symbolicznie, pięć siatek ze słoikami i puszkami. Zastanawiam się gdzie ja upchnę te wszystkie fasolki, groszki i kukurydze. Ale co ważniejsze — kiedy je zjem? Bo piwo już niestety wypiłem.
Jak wyszedłem z budynku zobaczyłem gromadzący się tłum przy pustej jeszcze scenie i punkowych dźwiękach dobiegających z głośników. Zapytana dobra dusza odparła, że ma wystąpić Big Cyc, podobno już od piętnastu minut… Była 17:50 — do 18:00 poczekam i pójdę jak nic nie będzie. O 18:02 wyszła pani i zapowiedziała występ BigCyca, z okazji siódmych urodzin Centrum Handlowego. Muzyka zaczęła grać. Ale jaka muzyka — temat ze „Stawki większej niż życie”! W końcu chłopcy wyszli, przedstawili się nazwiskami czołowych posłów Samoobrony RP i zaczęli grać. I tak z przedłużeniem i bisem do 19:25. Nawet oryginalny Makumba był na scenie. A ja stałem i słuchałem a obok mnie moje reklamówki z wystającą z jednej z nich dużą częścią półlitrowej butelki octu — jak ci wszyscy podchmieleni panowie oraz ochrona i policjanci interesująco się na nie a potem na mnie patrzyli… Koncert znośny i z jajem, bo Skiba konferansjerkę robił genialną. Nowe kawałki których jeszcze nie słyszałem, bo ich w radiach nie chcą grać i takie starsze grane jeszcze w Jarocinie z irokezami na głowach… Szkoda tylko, że za plecami wył alarm w Matizie, włączający się od fali powietrza po każdym mocniejszym uderzeniu w duży bęben perkusji… I że nie był jakoś mocniej rozreklamowany, bo na zakupy wybrałbym się po nim. Zabawa skończyła się oczywiście również tematem ze „Stawki większej niż życie”…
lemiel@jabber.wp.pl
Komentarze:
Ecru? Mężczyzna używający tego słowa? ;]
Tak mi się skojarzyło z wczorajszą Nianią (obejrzaną dzisiaj) :)
Heh, a Skiba był pierwsza osoba, która mi złozyła zyczenia po zdaniu examu magisterskiego… i jak o tym mysle, to swtierdzam, ze rzeczywiscie zaczne pisac ksiazke jak to sie niektorzy domagaja – za dużo dziwnych rzeczy mnie spotyka, żeby nadal udawac , ze nie mam zycia jak z telenoweli ;)
A ja mieszkam 2 przystanki od CH Bemowo i nic nie wiedziałem… ;P
Nie będę się krył — na metce pisało… ;)
Czekamy w takim razie na książkę. Będziemy się ustawiać w kolejce po autografy.
szniku – ja też byłem przypadkiem, nawet we wnętrzu sklepu nie widziałem plakatu… A przecież mieszkam dwa przystanki dalej. Wola Park to się reklamował z takimi koncertami solidnie. Nawet na Myslovitz raz pojechałem.
No jak na metce to Cie ratuje :)
I w zadnej kolejce – wiernym czytaczom (po IP bede rozliczac) wysle sama z sie egzmeplarze autorskie, bo przeciez jestem realistka i wiem, że to nie ma szans sie sprzedac ;)
No dobrze, to jak nas wspomożesz merytorycznie, to siłami ludzkimi zrobimy ci tę reklamę, ostatecznie rozpuścimy wici wśród znajomych… ;)
a w sobotę Big Cyc grał na urodzinach hipermarketu w Toruniu… – mają chłopaki przyspieszenie..;)
(ja nie byłam – w sobotę nie dałabym się wyciągnąć z domu…)
Iskanna – pisz koniecznie;)
i poproszę o egzemplarz autorski;)
ecru – róż ecru, delikatny róż wpadający w beż, kolor wielu sukni ślubnych
tyle w wikipedii
Słownik Kopalińskiego:
écru [wym. ekrü] kolor naturalny płótna nie bielonego: szarawożółty, bledszy i bardziej zielonkawy niż chamois a. kość słoniowa.
Etym. – fr. ‘nie bielony; surowy (jedwab)’; zob. eks-; cru ‘surowy’ z łac. crudus ‘surowy; dziki; niedojrzały’.
Dla mnie to był biały…
Dodaj komentarz:
Możesz używać Markdown bez obrazków.