przeprowadzka
Program oszczędności wprowadzany w życie, redukujemy zajmowaną powierzchnię. Przenieśli nas, wczoraj w nocy, z piętra ósmego na szóste.
- Być może koniec z jeżdżeniem windą. Trochę ruchu się przyda.
- Pożegnałem się z widokiem na lądujące samoloty. I przede wszystkim z miejscem przy oknie na końcu hali. Siedzę tyłem do wejścia na środku hali, tuż obok korytarzyka po którym ciągle ktoś chodzi. Mówi. Blisko do stanowiska drukarskiego, wielki mopier hałasuje, a bindownica nie lepsza. Już rozumiem rozlepianie obrazków z przekreślonym telefonem komórkowym.
- Ale przynajmniej mam na biurku dwie donice z kwiatami — dwóch strażników mojego dobrego samopoczucia, po prawej i lewej stronie. Jedna z roślinek jest z tych pnących. Wpadłem na pomysł, aby go podwiesić do sufitu. Ale nieopatrznie zapytałem pani opiekującej się kwiatkami co o tym sądzi, a ona stwierdziła, żebym nie wydziwiał i ona obetnie mu te gałązki… Oczywiście nie pozwoliłem. Będzie mi się piął po ściance biurka.
- Mała kuchenka. Tylko małe stoły barowe, bez krzesełek. Gdzie ten wielki okrągły stół z pufami?
- Ale za to zyskaliśmy na kibeleku — jest w znacznie lepszym stanie. Bo już nie współdzielony z bankowcami, którzy nie spłukują po sobie pisuarów. W kabinkach są odświeżacze do powietrza i nawet specjalne czyściki do desek sedesowych. Sic!
- Zespół roboli w komplecie, w jednym miejscu.
Jak nam tu będzie to się okaże… Pożyjemy, zobaczymy. Bo z braku laku…
lemiel@jabber.wp.pl
Komentarze:
A bankowcy to pewnie i rąk nie myją ;-)
A ja, przedstawiciel zawodu związanego z IT (nazywanego mylnie "informatyk") łamię swoim strojem służbowym wszystkie stereotypy: zamiast dżinsów i swetra albo flanelowej koszuli noszę garnitur, a okulary z antyrefleksem do pracy przy komputerze zalecił mi okulista - taki "standard korporacyjny". "Pod krawatem" czuję się dobrze. A po wizycie w toalecie spłukuję wodę i myję ręce ;-)
U mnie pod krawatem chodzą tylko managerowie, albo czasami ci z rzadka bywający u klienta. Ale nie widzę jakoś problemu. Wygodne spodnie i dobra bawełniana koszula, krawat przypięty spinką i można miło pracować. Ew. w piątek "casual day" na modłę zachodnią, zwłaszcza w korporacjach. Mój poprzedni mały boss przychodził wtedy w dżinsach z dziurami na kolanach i grubym sweterku zapinanym na zamek. A znowu jak zdarzyło mi się być raz na rozmowie w małej, ale znanej firmie w Krakowie, to dyrektor handlowy (akurat on się trafił) był w dżinsach i mówił, że oni nie wymagają, i sami nie noszą "sztywnych" ubrań. No a ja przyszedłem w marynarce i pod krawatem. Ale raczej nie dlatego tam nie pracuję... ;)
Okularki z antyrefleksem też od jakiegoś czasu mam, nawet się zastanawiam czy się już ta folia nie wytarła. I całkiem fajnie wyglądają na mojej twarzy, takie proste, cieniutkie, stalowe oprawki. (Bo dlaczego zające nie noszą okularów? - A widział ktoś zająca w okularach?)
A co do mycia rąk, to był taki kawał, w wersji informatycznej będzie tak (wedle zasłyszanej wersji):
Pracownik Intela po sikaniu myje dokładnie ręce mydłem, wyciera dużą ilością papierowych ręczników.
Pracownik IBMa to samo, ale wyciera oszczędnie używając papierowych ręczników, bo "My w IBM dbamy o ekologię".
Pracownik Suna wychodzi nie myjąc rąk i mówiąc: "A u nas w Sunie nie sikamy po rękach".
Ale jakoś nie lubię dotykać rękoma klamek w toaletach, wolę łokciami.
Złośliwości pod adresem bankowców pisałem, mając w pamięci zacytowany przez Ciebie dowcip - tyle, że w wersji z amerykańskimi żołnierzami różnych formacji.
Co do ubioru - mam okazję spotykać się z przeróżnymi ludźmi - i ważnymi współpracownikami i zwykłymi ludźmi, czasem prosto z ulicy. Nie z racji wykonywanej pracy, a z racji specyfiki firmy - kiedyś może powiem, co to za firma ;-) Stąd ścisły reżim odnośnie stroju.
Ale krawat mi pasuje, bardzo :-) Czasem biadolę, że mam w szafie tylko dwie bluzy polarkowe i "nie mam się w co ubrać". A na piwo chętnie poszedłbym w marynarce :-)
No tak, wersja z żołnierzami też była.
Ale na "spotkanie przy wodzie rozmownej" u KasiaKa, którym Ci groziłem, postaram się ubrać w dżinsy i koszulkę. Od biedy zainwestuję w nową bluzę :-)
Nie inwestuj, chyba, że starych nie lubisz. Ja lubię. Ale taką nową chyba bardziej. No i nie muszą być dżinsy, mogą być sztruksy albo inne ;) .
Nie mam innych. Albo dżinsy albo "formalne". Od biedy będą spodnie dresowe, w których chodzę w domu.
Bo przecież nie ubiorę się w biegowe legginsy - nawet jeśli żona twierdzi, że wyglądam w nich seksownie :-)
To zmuszał nie będę. Ale może pomyśl? Zima idzie dżinsy się sztywne robią.
Lemiel - spinka do krawata?
Branżowo podpowiem, że to dopuszczalne jedynie u kelnerów.
Fajne chłopaki nie noszą spinek do krawatów :) Cmok.
Chłopaki... na tę wodę rozmowną u mnie przybądźcie w takim stroju, w jakim Wam będzie najswobodniej (ewentualnie wariant do przebrania zapakujcie sobie do reklamóweczki;) a co do wody rozmownej -jestem po imprezie pracowej... ciekawych rzeczy można się o sobie dowiedzieć, jak ludzie tej wody trochę nadużyją... (szczególnie jak samemu piło się wino w niewielkiej ilości;) chyba powinna mi samoocena teraz skoczyć, albo co;)
O znowu nie dostałem komentarza. Spinka mówisz jest be. No to chowamy do szuflady.
ja widzial zajaca w okularach, u nas na wsi lata taki jeden, widly ja chcial wziasc a on uciekl niedodobry
Dodaj komentarz:
Możesz używać Markdown bez obrazków.