zasłyszane w autobusie
Wracałem ze spotkania autobusem 520. Za mną na siedzeniach siedziały dziewczyny i o czymś tam sobie rozmawiały, ale potem kilka razy dotarł do mnie urywek zdania „takie prostaki wsiadły”. Jakoś nie miałem nastroju powiedzieć im, że się mówi prostacy... A może trzeba było?
lemiel@jabber.wp.pl
Komentarze:
Och, to byś wyszedł na kulturalnego, rzeczywiście. :]
Jednak może byłoby warto, widok ich min mógłby być bezcenny.
no wiesz... pytanie, czy w ogóle pojęłyby, o co Ci chodzi... bo jakby nie dotarło, to żadna frajda...
Jest w użyciu "takie chłopaki", to i może być "takie prostaki" Zobacz http://so.pwn.pl/lista.php?co=prostaki
prostak -akiem; ci -acy, te -aki, -aków
Upierdliwy z ciebie typ. Trzeba było zwrócić tym dziewczynom uwagę. Moze by uswiadomiły tobie, że się zwyczajnie czepiasz.
W autobusach nie ma dostępu do słownika, więc może by się nie zorientowały.
Ale masz rację, czepiam się. I dobrze o tym wiem. Co może jest dobre, a może złe.
cóż - niektórzy tak mają... czepiają się (np. słówek), są wredni i złośliwi... wiem dobrze, bo sama do takich należę... i w dodatku nie ukrywam tego przed innymi;) w pewnym środowisku już na starcie tak się przedstawiam i w ten sposób zaoszczędzam delikwentom późniejszych rozczarowań... i... chyba wcale na tym nie cierpię;) (w relacjach z nimi - w sensie:)
a "kkk" to nie ja!!!
Wiem, że to nie Ty.
Kiedyś był taki jogger - znaczy w lipcu, ale teraz go już nie ma.
Hmm. Ja jeszcze nie doszedłem do tego, żeby tak na wstępie się określać, może na dziewczyny inaczej patrzą wtedy. Do jednego do czego doszedlem, to do tego, że niektórzy strasznie tego nie lubią, ale ich się nie da przekonać, bo oni wszystko lepiej wiedzą. Mnie chyba jeszcze można przekonać, więc może nie jestem stracony dla otoczenia...
na pewno nie jesteś;) a ja może rzadziej tak się przedstawiam w kontaktach prywatnych; częściej - rzekłabym - w "zawodowych"... ale skoro nadal lubię tę robotę i lubię ich, i oni chyba mnie też (oczywiście nie wszyscy na szczęście, bo to by chyba był zły znak:), to chyba jest ok...:)
W sumie racja, ty masz chyba ten upierdliwy zawód, który trochę znam, to w nim się nie da inaczej, a w obecnych czasach jest w ten sposób zdecydowanie łatwiej.
Przeważnie nikt nie lubi być pouczany. Ale często aż język świerzbi, żeby się odezwać. Nieraz następuje przekłamanie naszej wiedzy, i pouczając kogoś możemy wyjść na durnia. Z kolei tacy mądrale co uparcie wszędzie się "produkują" z tą swoją niby wiedzą, są czasem nazywani "kawiarnianymi ekspertami". Słuchając polityków, zrozumiesz co oznacza to określenie.
A blog "kkk" zrzuciłem na swój dysk i zlikwidowałem na joggerze, ponieważ zamierzałem się przeprowadzić gdzie indziej. I teraz myślę, czy w ogóle warto? Starczy jak czytam wynurzenia innych.
i teraz nie wiem, czy podziękowac, czy udawać poczucie urazy..?;)
PS. czy my nadal nabijamy Ci statystyki odwiedzin widoczne na stronie głównej?...
kkk: Masz rację, rzadko się odzywam, bo zdarzyło mi sie przejechać, ale czasem są rzeczy, które ciężko wytrzymać.
A co do blogu - przemyślisz, zrobisz jak będziesz uważał. Wiadomo, dużo tego i czasami piszemy (no bo ja też) dziwne rzeczy.
Kasia: absolutnie nie uraza!
A co do odwiedzin, to w ciągu dwóch dni było około stu odsłon. Ale pewnie mało interesujące dla "postronnych" nasze komentarze więc nic nie dopisali.
Liczbę odwiedzin od momentu włączenia statystyk w lutym widać po prawej - cyferki pod odnośnikami do RSS.
oczywiście, ze wiem, iż nie uraza;) znów sobie złosliwie (sic!) zażartowałam, ale aż tak paskudna chyba nie jestem:)
skoro te komentarze układają się w dyskusję, to nic dziwnego, że mało ciekawe dla postronnych... myślę raczej o tym, że ja świadomie nie pokazuję się na stronie głównej, a za sprawą Twojego jogga staję się bardziej namierzalna... trudno...
(liczbę odwiedzin dostrzegam)
Nie komentuje się, gdy ma się obojętny stosunek do tematu. A komentarz to dowód sympatii. Nawet jeśli uszczypliwy.
Kasia, nie przejmuj się źle nie będzie. I dziękuję Wam!
no chyba źle nie będzie... i chyba nie ma za co dziękować:) [przynajmniej jeśli o mnie chodzi...]
Co do widoczności na głównej, to tylko dzięki wpisom niektórych na głównej i komentarzom u nich udało się znaleźć kilka ciekawych i w miarę regularnie piszących osób, ale tylko na wyższych poziomach. W tym w dużej ilości dziewczyny.
no ja swoich ciekawych znajomych spotykałam na komentarzach u kogoś innego, kogo wyhaczyłam z głównej najczęściej... czasem dyskusje w tych komentach dochodziły do 100;) potem przeszły na priv i tak sobie są już jakiś czas... dziwnym trafem są to tylko faceci - i nie jest ich wielu, nawet bardzo niewielu - ale chyba tylko dzięki tym spotkaniom mój jogg nadal istnieje, bo przewidywałam jego szybką smierć... w poziomy się nie bawię - nie odczuwam potrzeby. natury ekshibicjonistki chyba nie posiadam, co osobiste to osobiste, a jeśli chcę o tym komuś opowiedzieć, albo z kimś o tym pogadać w sieci, robię to na jabberze, a nie tutaj...
aaaaaaaaale czytam też kilka joggów żeńskich!!! tylko nie rozmawiam z autorkami:)
No to pobijaliście liczbę komentarzy tak ukradkiem, a ludzie się pięćdziesięcioma komentarzami podniecają.
czy ja wiem, czy ukradkiem...? chyba się nad tym nie zastanawialiśmy wtedy:)
http://quietus.jogger.pl/2006/05/05/samoocena/#comments
http://isk.jogger.pl/2006/05/05/wyjatki/
może mnie chłopaki nie zabiją...:D
Za wcześnie się wysłało - piszę przez bota. Może kiedyś też przejdziemy na priv, chociaż boję się, że wtedy nie będę umiał / miał o czym rozmawiać.
Z jednej strony chciałbym pisać tak jak sznik, a z drugiej to moje dni nie są aż tak ciekawe, albo myślenie o nich w kontekście opisania nie daje takiego mało nudnego sprawozdania jak u sznikia, a takiego sensacyjnego jak u Kuby - http://exwmniejszymmiescie.jogger.pl to już w ogóle. Więc o takich rzeczach nie piszę, tylko jak się zdarzy coś ciekawego, nietypowego, albo ważnego do utrwalenia, tylko nie prywatnego. Na początku było kilka takich głupich wpisów. Ale zostały skasowane.
quietusa już znalazłem, iska nie...
zawsze jest podejrzenie, że na privie nie bedzie o czym rozmawiać - wtedy się po prostu przestaje, czyż nie...?
sznika kiedyś widziałam, ale jakoś nie wtopiłam, Kubę znalazłam i mam w zakładkach, tylko z racji długości wpisów rzadko czytam (brak czasu?)
zakładałam jogga za czyjąś namową... podobał mi sie jego styl pisania, czasem wrzucanie tylko luźnych myśli... tak też znalazłam potem quietusa... tam poznałam iska (mało pisze, dużo rozmawiamy) i dpc... widzę zasadniczą różnicę między joggami a klasycznymi blogami, choć i tu zdarzają się wpisy w stylu, który do mnie nie przemawia... cóż - ludzie... ale polubiłam joggera i na swój sposób uzalezniłam sie od niego (widać to choćby po lipcu - miesiąc odcięcia od kompa, a ile wrzuconych notek;)
Przeczytałem te komentarze. Ukradkiem znaczy poza główną stroną, ciekawi mnie tylko jak Anghan tam trafił, pewnie odwiedzał po komentarzu u siebie. (No bo nie chodzi o ukradek, którym Stirlitz karmił niemieckie dzieci.)
Trzeba przeczytać wszystkie Twoje wpisy i Ich ile się będzie dało. Może się wyrobię. Co do rozmów na privie, to jestem małomówny. Na gg miałem ponad 120 kontaktów na liście, a takich typowych rozmów nie było. Do transportu przeniosłem około 70 i też z reguły są to dwa zdania z informacją, ewentualnym komentarzu jej itp. A na jabberze jedna dziesiąta tej listy...
Ale kiedyś możemy spróbować. ;)
Anghan jest kolegą iska i dpc ze studiów jak wnioskuję (był z iskiem na obozie) i raczej znali sie wcześniej w realu... zresztą dpc rzekł kiedyś, że jestem podwójnym wyjatkiem na jego rosterze (wiekowo i nie znamy się w realu;) - ale ja anghana nie czytam...
ja mam na gg całkiem sporo ludzi, dużo mniej na tlenie, a na jabberze... całe 6 sztuk;) - z czego jedna to mój przyjaciel od lat nastu, który poszedł moim śladem, wprowadzając ten komunikator, druga to znajomość już dawno nie sieciowa (choć tak się zaczynała) - ojciec chrzestny mojego jabbera (instalował) i jogga, a reszta? - znajomi z joggów:)
myślę, że jak najbardziej możemy spróbować:) jak się zdecydujesz - daj znać...
Dodaj komentarz:
Możesz używać Markdown bez obrazków.