lemiel — dlaczego i skąd?
Poniższy wpis wziął się z potrzeby chwili. Bo już kolejny raz zwracają się do mnie per lamiel z a zamiast pierwszego e. I nie wiem dlaczego, ale mnie to poruszyło.
Skąd się wziął lemiel? W młodych latach namiętnie zaczytywałem się w książkach Joanny Chmielewskiej, zaczęło się bodajże od „Zwyczajnego życia”, poprzez „Nawiedzony dom” i kolejne. Jedną z tych czytanych częściej było „Całe zdanie nieboszczyka” z dużą ilością zamieszania. Ale nie ono najważniejsze. W końcowej części występował Francuz z „Interpolu”, który przedstawił się jako Gaston Lemiel. Spodobało mi się i od jego nazwiska pochodzi mój nick. Le miel to po francusku miód. Jest trochę innych lemieli w internecie, ale nie za dużo. Osobiście (no, via internet) nie znam żadnej osoby o tym nicku. Są też jakieś obrazki postaci ze świata fantasy o ile dobrze pamiętam. No i w GMailu takiego konta się nie dało założyć… Dlatego można mnie jeszcze spotkać jako lemielek i lemcio.
A czy jestem słodki jak miód? Nie mnie to oceniać. Ale, tak, jestem jednym z tych grzecznych chłopczyków w sile wieku, których uwielbiają starsze panie, co akurat nie do końca mi pasuje, chociaż bywały okazje, w których to niecnie wykorzystałem…
lemiel@jabber.wp.pl
Komentarze:
Chmielewska to klasa sama w sobie... pierwsza moja (jej) książka "Lesio" spowodowała pobudzenie rodziny o 4 nad ranem głośnym wybuchem śmiechu... a książkę przeczytałam na raz - od deski do deski....
z innej beczki: "grzeczny chłopczyk w sile wieku" (zaczytywał sie "w młodych latach") - jakie to przedziały kalendarza...? pytam z czystej ciekawości:)
"Lesio" jest rewelacyjny. Jak nie miałem co czytać, a ochota na czytanie była niezaspokajalna, to on albo "Dzikie białko" stanowiły lekturę zaspokajającą ten głód. Tych najnowszych jej książek, tak z ostatnich sześciu lat, nie miałem okazji przeczytać, może nadrobię.
A co do przedziałów, hmm, pierwszy mniej więcej 9-12 lat, a drugi około trzy razy tyle... ;)
no ja też w pewnym momencie wypadłam z rytmu Chmielewskiej i ostatnich nie czytałem... a ze względów "zawodowych" moją ukochaną postacią jest duński policjant ("Wszystko czerwone") i jego cudna polszczyzna;)
3 razy tyle...? czyli coś w moich okolicach..?:D
Te duńskie mają swój specjalny urok. A policjant, szkoda, że nie mam pod ręką żadnej, nie pamiętam dokładnie co on mówił, ale na samo wspomnienie się śmieję.
No, być może. Jeśli chcesz, to dokładną liczbę znajdziesz w marcowym archiwum.
heh - a byłabym przestrzeliła lekko...;) znalazałam - z zyczeniami już nie zdążę, ale ciekawe rzeczy piszesz na tym joggu... widzę, że wróciłeś do Machiny... - kiedyś byłam maniaczką, w tę nową jakoś sie jeszcze nie wstrzeliłam...
jeśli pozwolisz - poczytam sobie Twoje notki w wolnej chwili...:)
Czytaj do woli. Ciekawe rzeczy, powiadasz... Ale Machinę zostawiłem po dwóch numerach, nie miałem kiedy czytać, może trzeba było odkładać na stosik i nadrabiać miesięczne zaległości? A teraz do niej wrócić? Nie wiem. Zastanowię się.
ja tak od 6 lat czytam "Politykę";) już wiem, że jak nie wyczytam z numeru tego, co chcę w ciągu tygodnia, to odkładanie na stosik nie ma sensu, bo już nie ma kiedy do tego wrócić... no i pochłania mi to cały czas lekturowy na tzw. prasę zwykle...
Powiadam - ciekawe... niewiele jest joggów, które śledzę regularnie... pozwolisz, ze Twój sobie pośledzę... dzięki:)
Wiem że z czytaniem prasy ciężko - od zawsze pamiętam dzienniki w domu rodzinnym, a teraz doszły czasopisma. I stosik leży, jak przyjeżdżam to przeglądam. Ale kiedy to wszystko czytać?
I, dziękuję.
:)
„Całe zdanie nieboszczyka” — pamiętam, gdy pierwszy raz miałam tę książę w rękach, mój komentarz brzmiał mniej więcej tak: „Dużo miał do powiedzenia facet” ;)
To był komentarz do tytułu…? Hihihi.
no proszę jakoś tak wyszło.. przypadeczek ;) :D
No proszę i miód i Chmielewska. Starsze panie powiadasz… :D
Pan Muldgaard, porucznik mówiący po polsku:
Azali osoby było mrowie a mrowie.
Tylko nogi, a reszta kadłuba nie?
Azaliż nie miłowała go jaka osoba?
Trucizna była we winne grona.
Pani Buała Glizda i pan Bobus, ja bardzo proszę won.
(słowo honoru, że z głowy, żeby było uczciwie ;)
WOW! No to jestem w wielkim szoku… Aż tyle to ja nie potrafię.
Z Chmielewskiej to ja mogę w Wielkiej Grze startować :)
azali ta zewłoka to wasza mać? – moje ukochane zdanie..:D
no i oczywiście kał basa , na co wszyscy zebrani chcieli odpowiedzieć mocz tenora ...:D
lamiel… mi się to kojarzy z lamerem a więc może i dlatego tak jakoś cię przeinaczają co zapewne nie jest prawdą
Nie, no, pardą.
Ta dama to wasza mać!
I — czyjego zewłoka nieżyczy pani sobie tu bez zwłoka. Zewłoka bez zwłoka.
Kał basa i mocz tenora był w Lesiu.
(dalej z pamięci ;)
Siwa, zażyłaś mnie… idę po książkę z półki:)
cholera, nie jest dobrze… Wszystko czerwone znów u kogoś w czytaniu – i nie pamiętam u kogo…;)
Zakładam się o dowolną kwotę.
Kał basa mówił duński architekt, co potem szedł w odwiedziny do locha.
A „ta dama to moja mać” to młody mówi odkąd zaczął mówić ;)
to, co z Lesia to kojarzę, że z Lesia (ja ryknęłam wtedy o 4 rano, jak czytałam opis tej akcji, gdzie garbus leciał z pochodnią przed pociągiem… jakoś tak udało mi się wczuć w emocje maszynisty chyba…:D
ale azali ta zewłoka… to z kolei ja bym się założyła… namierzę książkę po świętach – widać czas ją znów przeczytać...;)
http://www.czytelnia.za.pl/16400.html
(lemiel wyrzuć nas stąd ;)
dzięki:)
a Lemiel kulturalnym człowiekiem jest:)
zakład o kasę to może nie, ale… coś wymyślę:P
oki – zwracam honor…:)
ale i tak mam nadzieję poznać Młodego:)
Pan Muldgaard przeniósł wzrok na nią i z niej na Pawła. – Ta dama – upewnił się – to wasza mać?
- Kogo zewłoka pani życzy sobie tu? – spytał bardzo uprzejmie i równie stanowczo, na nowo otwierając swój notes. – Ucho moje słyszało. Jakiego zewłoka, pragnę wiedzieć. Bez zwłoki. Zewłoka bez zwłoki – powtórzył z pewnym trudem i wyraźnym upodobaniem, najwidoczniej delektując się bogactwem subtelności polskiego języka.
pana Muldgaarda pokochałam miłością czystą...
może nie pierwszą, ale czystą;P
Hmmm… Przeczytałem wczoraj po raz kolejny „Wszystko czerwone”... Pomijając drobne fragmenty, by szybciej dotrzeć do wypowiedzi pana Muldgaarda.
(Dziś nie wiem dlaczego ale mam ochotę na „Komandosów z Nawarony” bo wysadzali tamę na Neretvie. Chyba skojarzenie z tamą koło Włocławka wywołane gadaniem przez księdza na kazaniu pasterskim o Wiśle i jej czystości… Jakie to pokrętne.)
I… dyskutujcie śmiało!
wypraszam sobie wysadzanie tamy we Włocławku!!!
bo mnie wtedy coś zaleje… i nie krew bynajmniej…;)
no dobra – mnie może nie zaleje, ale miejsca pracy i relaksu stracę na pewno…
-Pralnia pierza?
-Co? – No pralnia pierza. Pierze się pierze, jak jest brudne…
(to chyba też wszystko czerwone)
Uwielbiam twórczość Chmielewskiej:)
O, kolejna… :D
o, to ja też. A o pierzu było w Romansie wszechczasów (podmienione małżeństwo) Rozmowa na okoliczność dostarczenia paczki od kacyka też byłą fenomenalna:
Są tu kury?
Nie, krokodyle
Angorskie? – spytał nieufnie
Tak, angorskie!! Wyją do księżyca
Marchew jedzą?
Nie, nie jedzą, trą na tarce :)))))
Chmielewska? Nie czytałam, ale mnie schęciliście.
Tak się w marqezowo-dostojewsko-mannowe klimaty zapędziłam, że chmielewskie mnie ominęły póki co. Nadrobię... Chyba, że już za stara jestem? Może tak być?
Śliczne czasem zdańka, lemielu.
:)
Wiesz jagniątko, nowego niewiele czytałem, prawie nic. Kiedyś myślę, że nadrobię nieco.
Za stara nie, nie ma szans.
I dziękuję.
Dodaj komentarz:
Możesz używać Markdown bez obrazków.