wyłączniki klatkowe
31 sierpnia 2006 | 19:58:32 | Kategorie: Tech, Życie | 2 komentarze | Permalink
Właśnie skończyłem ponad godzinną walkę z dwoma zestawami wyłączników klatkowych (schodowych) zamontowanych niby nie na partyzanta ćwierć wieku temu, oczywiście nie przez wykwalifikowanego elektryka. Oczywiście działały niezgodnie z założeniem, ale nikt (znaczy ja) nie umiał ich wcześniej poprawić... Po poodkręcaniu ich z puszek i prostych testach próbnikiem fazy załamałem się — trzeba będzie pruć ściany, albo wszystko pozmieniać. Poszedłem po rozum do głowy i słone paluszki Beskidzkie. Na elektrodzie znalazłem schemat — pomógł na tyle, że już wiedziałem przynajmniej jak to prawidłowo powinno wyglądać. Przegryzając paluszki poodłączałem pojedyncze końcówki z zacisków i biegając po schodach albo wysługując się tatą, sprawdziłem obecność fazy w różnych pozycjach przełączników. Dało to taki efekt, że wymyśliłem w jaki (PIIIIP!) sposób podłączenia były zrobione. Poprzykręcałem końcówki w innym układzie i wreszcie zadziałało. Dobrze, że teraz już nie ma tylko takich fachowców jacy budowali Alternatywy 4 — życie jest zdecydowanie prostsze. Choć trzeba dodać, że fachowiec zostawił wtedy szczypce uniwersalne (kombinerki) z izolowanymi rączkami, które nie tylko dziś mi się przydały. Więc chyba jesteśmy kwita, choć on już dwanaście lat nie żyje…
lemiel@jabber.wp.pl