A miał być spokojny weekend
Weekend miał stać pod znakiem 3 prób subregionalnych w drużynie SN5P. A tu bryndza. Cała sobota w pracy: 10:00-20:30 (kumpel był lepszy: 10:00-0:30, ja poszedłem, a on został).
Pobudka o 2:45 i wyjazd z kolegą do Kalinowca.
Na miejscu przyjemnie jak to na wsi sielskiej, anielskiej.
Maszt stał, kontener z otwartymi drzwiami też czekał na ekipę zmieniającą, kolega na dużurze jednak nie chciał oddać mikrofonu przed zrobieniem setnej łączności, było dopiero 93, ale musiał się poddać. Za słaba aktywność stacji po drugiej stronie eteru była, a zmęczony organizm nieubłagalnie domagał się snu. W końcu Bartek oddał stację we władanie moje i Adama. I co? Dalej nic, dopiero po godzinie delikatnie się ruszyło. Setkę przekroczyliśmy dopiero koło 7 rano. A potem powolne dobijanie kolejnych operatorów do końcowych 143 QSO, przypominanie sobie ze szkół wyrazów w językach, które uznane przez nas zostały za już zapomniane. Takie eins, drei, acht powtarzane po kilka razy dają dziwne słowa w wyniku, coś jak powtarzanie ząb zupa zębowa albo coś o voprosach.
Godzina 16 nadeszła - koniec, ostatnie pół godziny, to naprzemienne nasłuchiwanie i wołanie CQ w różnych kierunkach, nuż widelec pojawi się jakiś jeszcze nie wyłowiony korespondent, którego głos wybije się ponad poziom szumów na tyle, że rozmowy z duchami nie będą konieczne.
Potem szybkie sprzątanie w kontenerze i jego otoczeniu, oraz zwijanie kabla energetycznego. Po czterdziestu minutach już nas nie było.
W drodze powrotnej pilnowanie siebie i kierowcy, który spał jeszcze mniej niż ja, żeby nie zasnąć. Kierowca dowiózł mnie bezpiecznie z powrotem do mieszkania, ale ja sam przed kilkoma drzemkami się nie wybroniłem.
Wieczorem walka z wczytaniem logu w EDI z Atalanta Locator do TACLoga, który liczy punkty porządniej i umożliwia przeliczenie gotowego logu, ale jest trochę mniej przyjemny w obsłudze. Log miał feler, w błędnej łączności nie było godziny i taclog nie chciał wczytać logu. Dopiero próba zmuszenia go do obsługi ręcznie doklejonych do pliku danych łączności spowodowała jego błąd z wypisaniem numeru w której linijce ten błąd wystąpił. Tu dostałem kolejną lekcję informatyki - pliki dosowe uruchamiać z konsoli, a nie bezpośrednio z Windows, bo wtedy widać ewentualne komunikaty błędu, a nie tylko samoczynnie zamykające się okienko... Brrrr, arhg. XD ;)
Walka trochę za długo trwała i dzisiaj ledwo wstałem do pracy i dalej chodzę jak pijany, dobrze że środowisko do pracy admini przywracają do nowej wersji, można spokojnie iść na obiad.
Jak ktoś ma ochotę to tu można poczytać ciut więcej i zobaczyć statystyki.
A w przyszły weekend pod znakiem SN0HQ w zawodach IARU: 2006 IARU HF World Championship. Też będzie ciekawie!
lemiel@jabber.wp.pl
Dodaj komentarz:
Możesz używać Markdown bez obrazków.