lemiel@jabber.wp.pl

nie ma mnie

mail: lemiel na WP.pl

lemiel



Bolesna opalenizna

Sobota, śliczna pogoda: „Synu pomógłbyś z tymi zawiasami przy furtkach w ogródku.” Syn w samych galotkach (bo bardzo ciepło przecież jest) pozbierał narzędzia i zabrał się do pracy, nie specjalnie oglądając się na to, co robi słońce. Po jakimś czasie skończył. Po paru godzinach poczuł dziwne napięcie skóry na plecach. Oględziny dały wniosek, no tak, plecy opalone, będzie boleć. Na to niestety nie ma lekarstwa. Smarowanko kremem, jedno drugie, trzecie, po drodze basen, kolejne smarowanko... I tak dalej. Dziś poniedziałek, boli dalej, wiadomo, poboli jeszcze kilka dni. Ale najfajniejsze było to co tatko opowiedział przy poobiedniej rozmowie. W 1965 roku jako młodzieniec przebywał nad morzem. Wszyscy byli biali jak pomocnicy młynarza, to do opalania posmarowali się kremem „ochronnym” o nazwie Tatrzański Śnieg. Bardzo ochronny był to krem. Tak dobrze ochraniał, że aż się bąble na skórze porobiły...

A ja chcąc dorównać przodem do tyłu, znaczy opalić nieco też brzuch i klatkę piersiową oraz nogi, w niedzielne popołudnie (14:30, w zimie to prawie już noc) wyciągnąłem kocyk, rozłożyłem na trawie i położyłem się plackiem. Niestety, pomny doświadczeń dnia poprzedniego, nie wytrzymałem zbyt długo i efekt nie okazał się aż tak spektakularny. Ale przynajmniej nie boli i jedna część ciała, na której można spać, pozostała użyteczna.

Przy okazji, dzień znowu robi się coraz krótszy, a tak fajnie długo jest jasno...

Kupiłem sobie balsam, z oliwą (z oliwek - po co to dodawać) i czymś tam z owoców granatu. Wysmaruję się wieczorem, może będzie trochę ulgi.

Cabańska Fala « | | » Weekendowe walki z WiFi

Komentarze:

1. | Adrianer | 26 czerwca 2006, 13:46:25 | Permalink

w sobote rozgrywalismy z zanjomymi kilka meczow pilki noznej. Oczywiscie - zapomnialem nasmarowac sie kremem... Efekt zauwazylem dopiero po powrocie do domu... boli do teraz :/

Dodaj komentarz:

Możesz używać Markdown bez obrazków.

 

 

 

 code