Zachciało mi się czereśni
30 czerwca 2006 | 19:08:35 | Kategorie: Życie | Dodaj komentarz | Permalink
Zachciało mi się czereśni i cierpię.
Wymyśliłem wierszyk z trochę mało literackim językiem:
Laremid żryj,
na luzie żyj!
Bicykl(7) , Ciuchy(10) , Humor(75) , Jedzenie(36) , komentarze(3) , Kultura(63) , Miniblog(144) , Mozilla(5) , Nauka(18) , Polityka(16) , Praca(12) , Radio(9) , SeaMonkey(2) , Skrzaty(3) , Tech(151) Tylko mebel(32) , Varia(291) , Zabawki(2) , ziewnik(45) , Zwierzaczki(7) , Życie(330) , London story(4)
30 czerwca 2006 | 19:08:35 | Kategorie: Życie | Dodaj komentarz | Permalink
Zachciało mi się czereśni i cierpię.
Wymyśliłem wierszyk z trochę mało literackim językiem:
Laremid żryj,
na luzie żyj!
29 czerwca 2006 | 19:50:17 | Kategorie: Tech | 7 komentarzy | Permalink
Po zainstalowaniu zrobiłem chwilowo tylko kilka rzeczy ułatwiajacych mi używanie komputera pod kontrolą Dappera: zainstalowałem kartę tv i ustawiłem dostęp do dysków w NTFS-ie.
Karta telewizyjna. Mój egzemplarz to MachTV, bez radia. Co zrobić, aby działała, znalazłem w tym wątku listy debianowej (kiedyś miałem Debiana): tuner telewizyjny pixelview bt878 P+
W /etc/modprobe.d/ utworzyłem plik o nazwie bttv i zawartości:
alias video0 bttv options bttv card=96 tuner=24 radio=0 pll=1 gbuffers=4
Numerki:
card=96 - numer karty z http://linuxtv.org/v4lwiki/index.php/Cardlist.BTTV albo z CVS Cardlist.BTTV
tuner=24 - numer tunera z CVS CARDLIST.tuner
Więcej dokumentacji (kart, tunerów, itp.) w repozytorium dokumentacji V4L v4l-dvb/linux/Documentation/video4linux
radio=0 - bo go nie mam
pll=1 - synteza musi być włączona
gbuffers=4 - liczba buforów (? nie wiem)
Potem pewnie trzeba jakieś modprobe, ale jestem noobem, to zrobiłem restart i po zainstalowaniu TVtime (XawTV mi się nie spodobało) zadziałało. Gorzej ze strojeniem kanałów - mam podstawowy pakiet UPC i trzeba było ręcznie dostrajać kanały, bo plik z listą kanałów jakiś taki nielinuksowy (XML), nie można podać częstotliwości jak to miałem w JTV.
Drugą rzeczą była zmiana w /etc/fstab wpisów dotyczących partycji w NTFS na takie w tym rodzaju:
/dev/hda6 /media/hda6 ntfs ro,user,nls=utf8,umask=0222 0 0
i było po sprawie.
Reszta działa. Pomijając nie zawsze włączający się dźwięk i ciągłe aktualizacje - dziś GTK oraz dokumentacja.
27 czerwca 2006 | 23:46:24 | Kategorie: Varia | 3 komentarze | Permalink
Zrobiłem sobie koktajl w mikserze: truskawki, śmietana 22% (już gęsta), cukier, mleko 3,2% i... odżywka HiTec Nutrition Whey Mass Gain.
Wyszło coś o interesującym smaku i konsystencji...
Może w tym roku się przejem truskawkami?
26 czerwca 2006 | 13:36:14 | Kategorie: Tech, Życie | 2 komentarze | Permalink
Oprócz opalania znaczną część weekendu spędziłem na walkach z podłączeniem się do Access Pointa u sąsiada za pomocą mojego Access Pointa DWL-900AP+ marki D-Link pracującego w trybie klienta (APC). Walka nierówna i raczej przegrana. Łączył się kiedy chciał, transfer też zależał od jego zachcianek, był albo nie, albo udawał, że jest. Zgłupiałem doszczętnie. Nosiłem się już nawet z zamiarem podróży w niedzielny poranek na giełdę komputerową do Krakowa albo jakiegoś supermarketu, aby kupić kartę PCI albo nowego AP. Z braku przekonania co lepsze i dlaczego, oraz lenistwa chroniącego przed porannym zrywaniem się z łóżka w niedzielę, wyjazd odpuściłem. Tyle, że siostrze net nie działa. Najśmieszniejsze jest to, że na moim laptopie z wbudowaną kartą WiFi działa to jak dobrze naoliwiona maszynka.
Jedynym zyskiem z tego jest to, że dowiedziałem się jaką kartę WiFi na PCI (albo może kiedyś na PCMCIA) ewentualnie kupić aby bez problemu działała pod Linuksem. Jakąś na chipsetach firmy Ralink, która wypuściła własne sterowniki na GPL, a dodatkowo są pisane przez społeczność (chyba jak to zwykle bywa jednoosobową) nowe, zgodne z nowym stosem WiFi zawartym w jądrze 2.6 rt2x00.serialmonkey.com. Z kart bardziej popularnych producentów i łatwiej dostępnych na rynku to WMP54G Linksysa, w wersji 4 lub 4.1. Cena od około 150 złotych w górę.
Co do AP, to nie już nie Dlink, tylko Ovislink albo Planet, szeroko omawiane na Trzepaku. Tylko teraz z orginalnym oprogramowaniem, czy z APPro z Alfanetu. Z drugiej strony, czy jest sens dla AP które ma być tylko klientem, inwestować dodatkowe 100 złotych na oprogramowanie z zaawansowanymi funkcjami routera? Bo owszem, kiedyś to AP może być routerem domowym, ale tylko w mglistej perspektywie... I czy lepiej wybrać wersję z dwoma gniazdami ethernetowymi (OvisLink WL-5460AP), czy z pięcioma (Planet WAP-4035), bo kolejne pudełko nie byłoby ewentualnie konieczne.
Pozostaje pytanie, czy drzewo liściaste (wiśnia) w odległości 6 metrów od anteny typu BigQuad i kolejne 100 metrów dalej od drzewa antena szczelinowa od AP u sąsiada, pozwoli na dogadanie się urządzeń. W sumie WiFi w laptopie w tych warunkach terenowych bez problemu działa, a jaką on ma antenę wbudowaną w klapkę od wyświetlacza (tak, anteny kart wbudowanych są w obudowach wyświetlacza), to nie mam pojęcia. 13 centymetrowa fala powinna przez taką przeszkodę mimo wszystko przejść.
Uboczną stroną walki jest to, że w napadzie szaleństwa zacząłem nawet myśleć o Neostradzie i rozpocząłem poszukiwania modemów ADSL-owych z wyjściem ethernetowym. Coś takiego jak modemy do InternetDSL. Otóż praktycznie na rynku nie występuje coś takiego, same routery z wbudowanym modemem. Tylko na Allegro wypatrzyłem same modemy, jakieś Siemensy i pozostałości po IDSL (nie trzeba ich oddać?). Ale o ADSL2 można zapomnieć. Swoją drogą ciekawe jakie urządzenia daje TPSA do 15Mb IDSL-a? Te same SpeedStreamy?
Teraz pozostaje przekopać Trzepak do końca, i/albo napisać posta z prośbą o poradę.
Przed chwilą pojawiła się w necie siostra, działa i to dosyć szybko. Tylko poruszała też anteną... Źle polutowałem kabel do wtyczki?
26 czerwca 2006 | 13:19:31 | Kategorie: Życie | 1 komentarz | Permalink
Sobota, śliczna pogoda: „Synu pomógłbyś z tymi zawiasami przy furtkach w ogródku.” Syn w samych galotkach (bo bardzo ciepło przecież jest) pozbierał narzędzia i zabrał się do pracy, nie specjalnie oglądając się na to, co robi słońce. Po jakimś czasie skończył. Po paru godzinach poczuł dziwne napięcie skóry na plecach. Oględziny dały wniosek, no tak, plecy opalone, będzie boleć. Na to niestety nie ma lekarstwa. Smarowanko kremem, jedno drugie, trzecie, po drodze basen, kolejne smarowanko... I tak dalej. Dziś poniedziałek, boli dalej, wiadomo, poboli jeszcze kilka dni. Ale najfajniejsze było to co tatko opowiedział przy poobiedniej rozmowie. W 1965 roku jako młodzieniec przebywał nad morzem. Wszyscy byli biali jak pomocnicy młynarza, to do opalania posmarowali się kremem „ochronnym” o nazwie Tatrzański Śnieg. Bardzo ochronny był to krem. Tak dobrze ochraniał, że aż się bąble na skórze porobiły...
A ja chcąc dorównać przodem do tyłu, znaczy opalić nieco też brzuch i klatkę piersiową oraz nogi, w niedzielne popołudnie (14:30, w zimie to prawie już noc) wyciągnąłem kocyk, rozłożyłem na trawie i położyłem się plackiem. Niestety, pomny doświadczeń dnia poprzedniego, nie wytrzymałem zbyt długo i efekt nie okazał się aż tak spektakularny. Ale przynajmniej nie boli i jedna część ciała, na której można spać, pozostała użyteczna.
Przy okazji, dzień znowu robi się coraz krótszy, a tak fajnie długo jest jasno...
Kupiłem sobie balsam, z oliwą (z oliwek - po co to dodawać) i czymś tam z owoców granatu. Wysmaruję się wieczorem, może będzie trochę ulgi.
25 czerwca 2006 | 00:50:41 | Kategorie: Varia | Dodaj komentarz | Permalink
Długo się opierałem, ale w końcu odwiedziłem dziś po raz pierwszy miejsce zwane Cabańska Fala. Przyjemny, kameralny w pewnym sensie, basen i otoczenie. A najważniejsze, że dojazd to 5 do 10 minut zamiast pół godziny do Jaworzna. 25 metrowy basen o głębokości od 1,3 do 1,8 metra, sadzawka 1,3 metra, brodzik dla dzieciątek, zjeżdżalnia, dwa jacuzzi i kilka stojaków lejących wodę niby delikatne bicze wodne. Do tego siłownia (niestety była już zamknięta) i solarium. Jak dla mnie to sadzawka jest idealna do pluskania w moim wykonaniu, pod warunkiem, że nie będzie tłumów. Tylko woda mocno chlorowana - przeczyściło mi solidnie skórę, w tym tę na plecach przypaloną dziś przez słońce podczas prac nad zawiasami furtek w ogródku.
Właśnie przeczytałem na dolinkowanej powyżej stronie słowo kompielisko, brrr... Oraz że sadzawka, jak ją nazwałem, to basen rekreacyjny.
23 czerwca 2006 | 01:43:54 | Kategorie: Życie | Dodaj komentarz | Permalink
Przedwczoraj odezwała się do mnie na ICQ dziewczyna z Kanady. Okazało się, że to Tajka. Koniecznie chciała moje zdjęcie, choć mam własne w profilu ICQ. Dałem jej linka do ostatniego z przed dwóch tygodni, które gdzieś tam jest w otchłaniach internetu. To przysłała mi swoje...
Jaka śliczna dziewczyna! Jeszcze się zaraz zacznę ślinić.
A z innej beczki, to właśnie przed chwilą wysłałem aplikacje do dwóch różnych firm. Pora spać, bo o 6:00 chcę wstać...
Zmiana o 08:54: Byłem już widać mocno zaspany, bo znaki interpunkcyjne i duże litery pomieszałem...
21 czerwca 2006 | 00:25:41 | Kategorie: Humor | 3 komentarze | Permalink
Nie należy kopać leżącego, ale co mi tam.
A lista się podobno rozrasta...
Trwają poszukiwania nowego napisu na autokar naszej reprezentacji! Oto propozycje:
20 czerwca 2006 | 23:09:57 | Kategorie: Życie | Dodaj komentarz | Permalink
Piwo Belfast, z browaru w Jabłonowie. Podobno ciężko dostać w sklepach - faktycznie jeszcze nie widziałem, a puszka charakterystyczna. A gdzie je piłem - w barze "Dziesiątka" w podziemiach pod skrzyżowaniem Alei Jerozolimskich i Jana Pawła przy Dworcu Centralnym, po przeciwnej stronie niż McDonalds. Lokal pokazał mi kumpel naście lat starszy. Zanim wsiądzie w pociąg do domu, to sobie raz na jakiś czas jedno chlapniemy. Nie wiem po ile jest, bo kupiliśmy też trzecią puszkę - Żywca. Piwo ma aksamitny (haha) smak, nie jest gorzkie (za takim nie przepadam), ciemne i mocne, do 8,1%.
Więc jak na małolitrażowca przystało, nabrałem później refleksyjnego nastawienia do świata. Wracając do mieszkania czytałem w tramwaju Nową Fantastykę. Zostawiłem w mieszkaniu plecak i poszedłem posiedzieć nad stawy na ławeczce. Przeczytałem opowiadanie do końca i zamyśliłem się.
Wymyśliłem, pewnie trochę pod wpływem stanu nieważkości i dodatkowo przeczytanego opowiadania Łukasza Orbitowskiego Nie umieraj przede mną, dwie rzeczy.
Pierwsze - nie ma się co ograniczać, być zbyt grzecznym. Iść do przodu bez oglądania się, na bezczelnego wręcz. Tematycznie myśl powiązana po części z 50% w tym.
Drugie - napiszę do pewnej firmy list motywacyjny nie taki jak się zwykle pisze, sztywny, sztampowy, opisujący pierdoły z życia zawodowego. Wygarnę co myślę o tym jak taka moja praca miałaby wyglądać w świetle mojego skromnego doświadczenia i wiedzy akademickiej oraz to, co wymyśliłem po przeczytaniu informacji o tej firmie na różnych forach, i oficjalnych. Albo się szybko odezwą, albo wilczy bilet dostanę...
Bo znudził mi się obecny sposób życia. Bo choć nie jest taki jak meera, to mógłby być sporo ciekawszy!
20 czerwca 2006 | 22:04:03 | Kategorie: Tech | 1 komentarz | Permalink
U Nami napisali pełno komentarzy. Potem zablokowała dodawanie nowych. Ale nie chciało mi się liczyć ile ich jest. A tu nie ma liczby tylko napis komentarze zablokowane...
lemiel@jabber.wp.pl
nie ma mnie
mail: lemiel na wp.pl