poweselne reminescencje
Poszedłem sam, może o to chodziło?
Ślub - nawet znośne kazanie, ksiądz dobry kolega młodego, to się postarał. Aż go sam pochwaliłem, co raczej się nie zdarza. Tylko trochę to za długo trwało.
Lokal - "Tequila" w Suchej Beskidzkiej, całkiem fajny, oczywiście nie na setki ludzi. Na średnią ilość osób w sam raz. Stoły ciekawie poukładane, goście przypisani do miejsc, całkiem trafione. To jest dobry pomysł, zero walki o miejsca. Tylko układający powinni ich dobrze znać, żeby mieli wspólny "język". Jedzenie dobre, jak zwykle za dużo. Zimna płyta praktycznie nie schodzi. Kelnerzy uwijali się jak w ukropie, jak człowiek poszedł tańczyć to potrafili zabrać herbatę albo kawę, którą chwilę wcześniej przyniósł kolega/koleżanka. Ale dostać nową herbatę było trudniej. "Lady Pank" firmowy o nazwie "Brawo" ze sprzętem na midi (perkusja), całkiem sensowny, tylko "Dragostea Din Tei" niech nie śpiewają lepiej, ogólnie w obcych językach, po polsku mogą. Miejsca do tanców nie za dużo, ale wystarczy.
Mnie, singla, posadzono blisko młodych i innych singli. Na przeciwko ładna singielka. Trochę zmęczona, trochę niewygodne buty miała, ale trochę na parkiecie, tfu, kafelki były, poszaleliśmy. Miała ciekawy kolor włosów, taki żółty blond. Oczywiście nie był naturalny, ale był, no, intrygujący. No i te włosy były długie. I całkiem fajny gorset. Wypytałem, nawet chętnie mówiła, o sobie niewiele powiedziałem. No i na koniec nie poprosiłem o numer telefonu, idiota.
Zainteresowałem się jak jej sąsiad z krzesła obok powiedział, że jest fajna (wcześniej myślałem że są razem) i może bym się zainteresował. No to poprosiłem ją do tańca, a on się chyba zazdrosny zrobił i przy następnym okresie rozbrzmiewania muzyki (wiadomo orkiestranci też ludzie pić i jeść muszą) też to zrobił, ale tylko raz. No i miał iść wcześniej, ale jakoś się nie mógł zebrać. Dobrze, że się agresywny nie zrobił, hihi. Ale pierwszy raz odczułem coś w rodzaju "zazdrości" drugiego faceta o kobietę, całkiem interesujące przeżycie.
Do łapania krawata podszedłem bez stresu. Byli tacy co się starali, inni mieli nadzieję, więc co się przejmować.
A co do tańców jeszcze, pierwszy raz poczułem w tańcu podniecenie i w dodatku nie było to tango czy inne mambo, tylko jakieś proste cośtam! (Chyba jakiś kurs będzie potrzebny!)
Ale dlaczego dziewczyny nie ubierają / nie zabierają ze sobą wygodniejszych butów niż te ładne oficjalne. Przecież potem i tak nikt nie patrzy, albo spod sukienki nie widać, a tylko szkoda stóp.
Następnym razem - tylko czy będzie i kiedy - nie piję alkoholu. Trzeba sprawdzić działanie organizmu przy "wstrząsach" i całonocnej imprezie.
Rodzinka stwierdziła, że z rachunku prawdopodobieństwa wynika, że następne ma być moje. Hahaha!
Bez problemów ze snem przetrwałem całą noc, do 8 rano. Sukces!
No i na koniec ojciec mnie objechał, że się nie postarałem. No i chyba muszę przyznać mu rację.
Teraz czekam na link do zdjęć, 700MB do ściągnięcia z Londynu. Może inne będą w kraju, albo na jakiejś płycie. Dużo tych cyfrówek było, moja została niestety w domu.
Ślub - nawet znośne kazanie, ksiądz dobry kolega młodego, to się postarał. Aż go sam pochwaliłem, co raczej się nie zdarza. Tylko trochę to za długo trwało.
Lokal - "Tequila" w Suchej Beskidzkiej, całkiem fajny, oczywiście nie na setki ludzi. Na średnią ilość osób w sam raz. Stoły ciekawie poukładane, goście przypisani do miejsc, całkiem trafione. To jest dobry pomysł, zero walki o miejsca. Tylko układający powinni ich dobrze znać, żeby mieli wspólny "język". Jedzenie dobre, jak zwykle za dużo. Zimna płyta praktycznie nie schodzi. Kelnerzy uwijali się jak w ukropie, jak człowiek poszedł tańczyć to potrafili zabrać herbatę albo kawę, którą chwilę wcześniej przyniósł kolega/koleżanka. Ale dostać nową herbatę było trudniej. "Lady Pank" firmowy o nazwie "Brawo" ze sprzętem na midi (perkusja), całkiem sensowny, tylko "Dragostea Din Tei" niech nie śpiewają lepiej, ogólnie w obcych językach, po polsku mogą. Miejsca do tanców nie za dużo, ale wystarczy.
Mnie, singla, posadzono blisko młodych i innych singli. Na przeciwko ładna singielka. Trochę zmęczona, trochę niewygodne buty miała, ale trochę na parkiecie, tfu, kafelki były, poszaleliśmy. Miała ciekawy kolor włosów, taki żółty blond. Oczywiście nie był naturalny, ale był, no, intrygujący. No i te włosy były długie. I całkiem fajny gorset. Wypytałem, nawet chętnie mówiła, o sobie niewiele powiedziałem. No i na koniec nie poprosiłem o numer telefonu, idiota.
Zainteresowałem się jak jej sąsiad z krzesła obok powiedział, że jest fajna (wcześniej myślałem że są razem) i może bym się zainteresował. No to poprosiłem ją do tańca, a on się chyba zazdrosny zrobił i przy następnym okresie rozbrzmiewania muzyki (wiadomo orkiestranci też ludzie pić i jeść muszą) też to zrobił, ale tylko raz. No i miał iść wcześniej, ale jakoś się nie mógł zebrać. Dobrze, że się agresywny nie zrobił, hihi. Ale pierwszy raz odczułem coś w rodzaju "zazdrości" drugiego faceta o kobietę, całkiem interesujące przeżycie.
Do łapania krawata podszedłem bez stresu. Byli tacy co się starali, inni mieli nadzieję, więc co się przejmować.
A co do tańców jeszcze, pierwszy raz poczułem w tańcu podniecenie i w dodatku nie było to tango czy inne mambo, tylko jakieś proste cośtam! (Chyba jakiś kurs będzie potrzebny!)
Ale dlaczego dziewczyny nie ubierają / nie zabierają ze sobą wygodniejszych butów niż te ładne oficjalne. Przecież potem i tak nikt nie patrzy, albo spod sukienki nie widać, a tylko szkoda stóp.
Następnym razem - tylko czy będzie i kiedy - nie piję alkoholu. Trzeba sprawdzić działanie organizmu przy "wstrząsach" i całonocnej imprezie.
Rodzinka stwierdziła, że z rachunku prawdopodobieństwa wynika, że następne ma być moje. Hahaha!
Bez problemów ze snem przetrwałem całą noc, do 8 rano. Sukces!
No i na koniec ojciec mnie objechał, że się nie postarałem. No i chyba muszę przyznać mu rację.
Teraz czekam na link do zdjęć, 700MB do ściągnięcia z Londynu. Może inne będą w kraju, albo na jakiejś płycie. Dużo tych cyfrówek było, moja została niestety w domu.
lemiel@jabber.wp.pl
Dodaj komentarz:
Możesz używać Markdown bez obrazków.