Od rana w capital city padał śnieg. Koło 11 było go już tyle, że wszystko co mogło jeździło i chodziło jakby nie mogło. Ale że autobusy też wolniej jeździły, to na przystanku zgromadził się mały tłumek, ledwo wszyscy wsiedli, ciasnota jakiej jeszcze nie widziałem. Ale dociążony autobus to kierowca mógł pozwolić sobie na szybszą jazdę i dłubanie w nosie, co fajnie było widać w lusterku...
W pracy o dziwo miałem dziś co robić. Ale oczywiście bez przesady. Z tym że od jutra będzie gorzej, bo będzie nas tylko dwóch. Dziś podobno miały być rozmowy z kandydatami. Ciekawe czy i kto przyjdzie? I na jak długo?
Mały boss tłumaczył mi, że nie mam czego żałować braku dostępu do szkoleń, bo to raczej niemiły obowiązek. Musiałem mieć bardzo ponury wyraz twarzy no i chyba ten mój opis na gg swoje zrobił. Mało przekonujący miał ton. Z mojej analizy wynika jednak, że marne widoki na jakiekolwiek szkolenia. Muszę zapytać innego traktora.
Ale niespodziewanie humor poprawił mi się - aż się zdziwiłem - po przeczytaniu opowiadania Bo to jest wojna, rzeź i rąbanka! z najnowszego numeru Science Fiction Fantasy i Horror. Dwumetrowy krasnolud, długie czarne warkocze i tylko po 15 minutach rozanielona kobieta...
Już wiem dlaczego nie ma w sprzedaży Symfonii C++. Bo jest Symfonia C++ Standard. Już została dla mnie kupiona, ale w rękach będę ją miał dopiero pewnie w wigilię. Grubsza, w jednym tomie, na końcu każdego rozdziału ćwiczenia. Mam tylko nadzieję że język podstawowej treści rozdziałów się nie zmienił i dalej będzie to się czytać jak powieść sensacyjną (jak to gdzieś wyczytałem), czyli że autor nie zepsuł dzieła stworzonego z iską bożą jak to powiedział Grześ D.